Jak być bardziej europejski

Przegląd Partii - Partia Zieloni

2020.10.13 19:35 howdoesilogin Przegląd Partii - Partia Zieloni

Po dłuższej przerwie wracam z kolejną odsłoną przeglądu. Tym razem Zieloni, partia będąca częścią Koalicji Obywatelskiej.
Historia formacji
Partia Zieloni została założona w 2003 przez osoby o poglądach proekologicznych i feministycznych wywodzące się z organizacji pozarządowych. Od początku charakteryzuje się mocno pro-unijnym stanowiskiem i ściśle współpracuje z grupą Zieloni – Wolny Sojusz Europejski w Parlamencie Europejskim. Przez lata partia startując samodzielnie lub w koalicji z ugrupowaniami lewicowymi uzyskiwała śladowe poparcie poniżej 1% czy maksymalnie kilku procent w wyborach lokalnych.
Przełomowym momentem dla ugrupowania okazała się decyzja o wejściu do Koalicji Europejskiej z PO, PSL, Nowoczesną i SLD w lutym 2019. Choć w majowych wyborach do PE Zieloni nie zdobyli żadnego mandatu, to kontynuacja współpracy z PO szybko przyniosła dużo lepsze rezultaty. W październikowych wyborach parlamentarnych Zielonym udało się zdobyć aż trzy mandaty poselskie, co dla partii samodzielnie mającej tak niewielkie poparcie jest niebywałym sukcesem.
Ludzie
Warto wspomnieć, że Zieloni od początku istnienia stosują parytety a partii przewodniczy dwoje współprzewodniczących zawsze kobieta i mężczyzna. Do prominentnych działaczy należy zaliczyć:
Program
Co trzeba zielonym przyznać jak na tak drobną partię mają nieźle zrobioną stronę internetową i naprawdę bogaty program Ciekawym polecam lekturę całego programu, natomiast tutaj skupię się raczej na postulatach poza ekologicznymi (które są oczywistością i jest ich w programie cała masa) bo zakładam, że tych którym one na sercu leżą Zieloni w tej kwestii przekonywać nie muszą.
Dodatkowo poskracałem też treść postulatów i pousuwałem również wszystkie ‘kandydatom i kandydatkom’, ‘lekarzom i lekarkom’, ‘obywatelkom i obywatelom’, ‘każdej i każdemu’ itd. Tak żeby wszystko zajmowało choć trochę mniej miejsca i żeby było łatwiejsze do przeczytania. Jak ktoś chce mnie ze względu na to okrzyknąć mizoginem, faszystą itp. to oczywiście zapraszam do komentarzy
Ochrona środowiska:
Energetyka:
Gospodarka:
Praca i polityka społeczna:
System emerytalny:
Edukacja:
System wyborczy:
Polityka Zagraniczna:
Stan Partii
Moim skromnym zdaniem Zieloni są na dobrej drodze żeby wreszcie zaistnieć na polskiej scenie politycznej. Po pierwsze partia wreszcie doczekała się liderów, którzy nie są kompletnie anonimowi i co ważniejsze są w parlamencie a więc mają platformę by propagować swoje poglądy. Po drugie zważając na to, że jednymi z głównych zarzutów stawianych PO jest ‘bycie tylko anty-pisem’ ‘nijakość’ i brak własnych pomysłów to trzeba przyznać, że co jak co ale Zieloni mają tych postulatów naprawdę sporo. Po trzecie patrząc na odpływ wyborców lewicowych w stronę Trzaskowskiego i Hołowni można się spodziewać, że Zieloni mają tu trochę elektoratu do zagospodarowania. W związku z tym spodziewam się, że mogą rosnąć w siłę jako progresywne skrzydło KO. Oczywiście nadal będą jedynie frakcją w tej koalicji i nie zagrożą raczej dominacji PO ale wraz ze wzrostem jej popularności lub ewentualnym przejęciem władzy od PiS mogą moim zdaniem stać się w parlamencie siła porównywalną z Konfederacją (11 posłów) czy nawet PSL (20 posłów)
Jak zawsze dziękuję wytrwałym za lekturę moich wypocin i zgodnie z życzeniami podrzucam do poprzednich wpisów w cyklu:
www.reddit.com/PolskaPolityka/wiki/przeglad_partii
submitted by howdoesilogin to PolskaPolityka [link] [comments]


2020.09.18 21:18 przyrodnik Badanie genetyków z Harvardu i archeologów z NAIM na temat pochodzenia Bułgarów, pierwsze wyniki

Oryginalny tekst: https://www.dnevnik.bg/blogosfera/article/399803 Tłumaczenie automatyczne z jęz. bułgarskiego - Google Translate
Tekst pochodzi z wywiadu wideo ze Svetoslavem Stamovem, można go obejrzeć / posłuchać tutaj.
Witam, nazywam się Svetoslav Stamov, antropolog. Ukończyłem Duke University w Stanach Zjednoczonych, gdzie przez pewien czas pracowałem jako nauczyciel studiów licencjackich. Obecnie pracuję w zespole dr Reicha na Uniwersytecie Harvarda w Bułgarii. I pomagam w innym zespole, który jest całkowicie bułgarski, od bułgarskich archeologów do Narodowego Instytutu Archeologii z muzeum w Sofii.Pracujemy nad ciekawym projektem, o który, mam nadzieję, zapyta mnie pan Teodosiev.
Tak, jestem pod wrażeniem tego, jak się sprawy mają i że Bułgaria naprawdę współpracuje z tak prestiżową organizacją naukową jak Harvard.Cóż, powiedz nam trochę więcej, skąd wziął się pomysł na to badanie i jakie są z niego korzyści dla nauki, a także dla nas, Bułgarów?
Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że inicjatorem badań jest właściwie czasopismo „Bulgarian Science”, które wydajecie. I mogę powiedzieć, że oprócz popularyzowania nauki, czasopismo to uczestniczy w realizacji bardzo poważnego międzynarodowego projektu, jako inicjator . Ponieważ oczekuje się, że projekt ten odpowie na pytania bez odpowiedzi związane z historią i przeszłością Bułgarii, które pozostają otwarte przez dwa stulecia, pomimo wysiłków pokoleń bułgarskich historyków i archeologów.
Mianowicie - pochodzenie Proto-Bułgarów, pochodzenie południowych Słowian oraz związek między współczesnymi Bułgarami a populacjami, które żyły przed nami na Półwyspie Bałkańskim.Ten projekt powstał z inicjatywy Twojego magazynu, za co serdecznie dziękujemy Tobie i zespołowi, który wydaje magazyn. Później do projektu dołączyli bułgarscy archeolodzy z Narodowego Instytutu Archeologii i ostatecznie z jednej inicjatywy skontaktowaliśmy się z Laboratorium Badań Genetycznych dr Davida Reicha z Uniwersytetu Harvarda. Zgodziliśmy się na sekwencjonowanie 500 próbek genetycznych z bułgarskiej przeszłości, pobranych z materiału kostnego z różnych epok, aby dokładnie i raz na zawsze wyjaśnić, o ile jest to możliwe, pochodzenie współczesnych Bułgarów, proto-Bułgarów, Słowian i powiązania współczesnych Bułgarów. ze starożytnymi populacjami Półwyspu Bałkańskiego aż do epoki brązu.
Badania są niezwykle rozległe, a sekwencjonowanie starożytnego DNA to złożony proces technologiczny i bardzo kosztowny. Laboratorium genetyczne dr Reicha było niezwykle hojne, zapewniając pełne fundusze na sekwencjonowanie, które oczywiście będzie przez nie wykonane i będzie kosztować około 5 milionów dolarów. Wszystko to jest całkowicie bezpłatne dla nauki bułgarskiej i mogę powiedzieć, że wkład czasopisma „Bulgarian Science” w naukę w Bułgarii jest bardzo, bardzo realny.
Muszę powiedzieć, że jest pewne tło. Dr Todor Chobanov i ja podjęliśmy wstępne kroki tego badania w zeszłym roku. Pracowaliśmy całkowicie dobrowolnie, ale materiały genetyczne zostały zebrane z krajów trzecich, a nie z Bułgarii, a nasze badania zostały opublikowane kilka miesięcy temu.Skoncentrowano się na związkach między proto-Bułgarami z Pierwszego Królestwa a wczesnymi Sarmatami z kultury solnowsko-majackiej. Nasze badanie zostało opublikowane w Proceedings of the Bulgarian Academy of Science, gdzieś w połowie tego roku. W tym badaniu byliśmy raczej w stanie sformułować pytania. Czyli w pierwszej części chodziło o zrozumienie tego, czego nie wiemy, a czego chcemy wiedzieć, mniej więcej udało nam się to sformułować. Druga część musiała jednak odpowiedzieć na pytania. Uczestniczy tu praktycznie cały personel Instytutu Archeologii, na czele którego stoi jego dyrektor dr Hristo Popov i oczywiście mamy wsparcie dr Davida Reicha i jego laboratorium na Harvardzie, a także jego chęć pomocy bułgarskiej historii i archeologii w swoje pozycje na oczach całego świata w bardzo mocnym studium, które dążyłoby do publikacji w najwyższych mediach upowszechniania przekazów naukowych. Mam na myśli magazyn Science (twój imiennik) i magazyn Nature.
Czy są już jakieś wyniki, czy zostały wysłane, co się dzieje?
Tak. Tak więc pierwsze wyniki są dostępne, pochodzą one tylko z materiału usuniętego z dwóch szkieletów. Jeden - od końca Pierwszego Królestwa, od czasów Symeona Wielkiego. Druga przesłana próbka pochodzi z początku Drugiego Królestwa Bułgarii, z czasów Kaloyana i Kumanów.Mamy więc już pierwszy wynik sekwencjonowanego bułgarskiego z czasów Symeona, ale ponieważ wszystko jest nadal w fazie publikacji i badań i spodziewamy się więcej wyników, nie będę wchodzić w szczegóły tych pierwszych wyników, z wyjątkiem jednego szczegółu. Znaleźliśmy haplogrupę chromosomu Y, która jest przekazywana przez linię ojcowską i jest to do pewnego stopnia zaskakujące. Skrót, pod którym to idzie, to Q2a1a2. Taka jest definicja męskiej haplogrupy chromosomalnej, która jest przekazywana z ojca na syna we wszystkich pokoleniach. W przeciwieństwie do autosomalnego DNA, mówi nam tylko małą część historii, ale mówi nam też coś, czego nie wiemy, ale bułgarscy historycy i archeolodzy podejrzewali to od bardzo dawna.
Najpierw wyjaśnię, że szkielet pochodzi z wioski Samovodene, z wtórnego pochówku na neolitycznej nekropolii, która jednak była używana jako grobowiec podczas Pierwszego Królestwa. Na podstawie radiowęglowego datowanego na Harvard ustalili, że rok śmierci tego człowieka, z dokładnością do +/- 20 lat - między 880 a 900 rokiem, czyli koniec panowania Borysa i początek panowania Symeona (Złoty Wiek). Najprawdopodobniej był żołnierzem lub wysokim rangą dowódcą wojskowym, nie jesteśmy do końca pewni, ale to jest, że tak powiem, militarystyczny pogrzeb.Jej haplogrupa pochodzi bardzo daleko od Bułgarii - rejonu jeziora Bajkał. Co potwierdza tezę, że pierwotni proto-Bułgarzy, a dokładniej ich poprzednicy, kilka wieków temu, a raczej tysiąclecia temu, przybyli tutaj z regionu Bajkału. Jest to haplogrupa, której nie ma w Europie i bardzo wyraźnie sugeruje, że nowy naród pojawił się na terytorium Bułgarii we wczesnym średniowieczu. Chodzi zapewne o proto-Bułgarów, nie mając całkowitej pewności, bo w tamtym czasie, kiedy żył ten człowiek, Bułgaria już przyłączyła do siebie szczątki Avar Haganate, a tę samą haplogrupę węgierscy naukowcy zidentyfikowali na pogrzebie z Avar Haganate. przy kopcu Avarów. Nie ma więc gwarancji, że dana osoba jest protobułgarką, ale zsekwencjonujemy kolejne 200 i 500 próbek, a wtedy otrzymamy znacznie pełniejszy obraz.Jednak wstępne wyniki tych badań potwierdzają starą hipotezę W. Zlatarskiego o dalekowschodnim pochodzeniu przynajmniej części osób z plemienia protobułgarskiego. A jak dokładnie jest Daleki Wschód, więc w ramach absurdu mogę wam powiedzieć, że pierwszy zidentyfikowany w Ameryce Hindus z kultury Clovis pochodzi z tej samej haplogrupy. Dosłownie nie występuje na zachód od jeziora Bajkał, ale tylko na wschód od niego, a w Ameryce jest populacją paleo-syberyjską. 92% północnych ket, małej i cudownie ocalałej grupy Jenisejów, pochodzi z tej haplogrupy. Podobnie jak haplogrupa, a właściwie elementy języka Ket, są one również osadzone w starym imperium Xiongnu, które rywalizuje z Chinami i leży na terytorium na północ od niego. Zatem może to być w pewnym stopniu bezpośrednio lub pośrednio związane z przyszłymi europejskimi Hunami.
W Bułgarii toczy się wielka dyskusja na temat pochodzenia Proto-Bułgarów - czy są Proto-Turkami, ich język mówi, że są Proto-Turkami, ich kultura pokazuje, że są Irańczykami, a dokładniej Sarmatami. Podczas gdy haplogrupa mówi nam coś trzeciego. Przynajmniej na początku byli grupą paleo-syberyjską, ponieważ ta haplogrupa nie występuje ani u Turków, ani Proto-Turków, występuje u bardziej starożytnych ludów, które są jeszcze bardziej na wschód od nich i są bardziej związane z Indianami amerykańskimi niż z Grupy europejskie.Wiem, że brzmi to absurdalnie, ale to pierwszy wynik, jaki otrzymujemy - grupa pochodzi ze wschodniego wybrzeża jeziora Bajkał, skąd pochodzi w epoce brązu.W przypadku DNA mitochondrialnego mamy dwa wyniki - to, co jest przekazywane przez linię matczyną, to haplogrupa mitochondrialnego DNA - U5a2a. To haplogrupa znajdująca się w co drugim kopcu scytyjskim w Eurazji. Jak dotąd w starożytności, cokolwiek zostało przypisane ludziom z tą haplogrupą, pochodzą one tylko z kopców scytyjskich i znikąd. Osoby z tej grupy zostały znalezione od Pazirik w Ałtaju po Glinoe, które znajduje się w Mołdawii.Tutaj chcę skupić się na Glinoe, czyli starej kulturze scytyjskiej w Mołdawii, która formalnie zniknęła, została zniszczona pod koniec II wieku pne. Jest podejrzanie blisko i stoi na drodze protobułgarom Asparuhov, a także wchodzi w zakres Starej Wielkiej Bułgarii. Zsekwencjonowanych jest 11 osób, 6 z nich pochodzi z tej samej haplogrupy, którą zidentyfikowaliśmy zarówno w Pierwszym, jak i Drugim Królestwie Bułgarii. Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że ta haplogrupa jest oczywiście nadal obecna w Bułgarii. Jest całkowicie związany z migracją grup scytyjskich od czasów starożytnych, od 1500 roku pne. do około 2 wieku pne.
To są pierwsze wyniki, ale muszę zrobić trzecie zastrzeżenie - to człowiek z końca Pierwszego Królestwa Bułgarii. Możemy o nim mówić jako o osobie o potencjalnym proto-bułgarskim pochodzeniu, ale może też być Słowianinem pochodzącym z terenów Avar Haganate, być może z ojcem Awarów lub pradziadkiem, który mógł pochodzić z Dalekiego Wschodu. A ta haplogrupa, scytyjska, występuje również w wielu współczesnych słowiańskich grupach etnicznych, więc nie mogę w tej chwili wykluczyć, że faktycznie mówimy o szkielecie słowiańskiego wojownika lub przynajmniej o przedstawicielu słowiańskiej grupy etnicznej z dwóch głównych elementów składowych Pierwszego Królestwa Bułgarii.
To bardzo interesujące, ile nowych danych może wyjść i ile nowych pytań możemy zacząć sobie zadawać, co naprawdę się wydarzyło i jak Bułgarzy mają coś wspólnego z Indianami w Ameryce.
Tubylcom w ogóle się to nie spodoba. *Śmiech*
Tak, absolutnie. Ale właśnie to dają nowe technologie - nowe odpowiedzi, po których z pewnością zadamy jeszcze więcej pytań. Ale Twoim zdaniem, jako specjalista, ile nowych testów trzeba wykonać, aby uzyskać mniej lub bardziej normalny obraz tego, co stało się z proto-Bułgarami, lub przynajmniej mieć jasne wyobrażenie o tym, skąd pochodzą proto-Bułgarzy na tej ziemi, z ilu plemion i tak dalej?
Cóż, im więcej, tym lepiej, powinno być. Ale myślę, że w kolejności uzgodnionej z Harvardem wystarczy od 200 do 500 próbek.Teraz chcę wyjaśnić, że badanie będzie dotyczyło nie tylko proto-Bułgarów, chociaż są oni niezwykle centralną kwestią. Omówi również pochodzenie Słowian bałkańskich i wkład starożytnych grup żyjących na Bałkanach, takich jak Trakowie, Ilirowie, Peoni, Macedończycy, a nawet niezwykle interesujące grupy z epoki brązu. W rzeczywistości mamy już dla nich pierwsze wyniki. Jak dotąd była to sekcja protobułgarska, mamy pierwsze wyniki dla sekwencjonowanych Traków oraz prawdopodobnie sekwencjonowanych pochówków hetyckich i trojańskich z terytorium Bułgarii.Ale wyniki są nadal niepublikowane, a czytelnicy Bulgarian Science są praktycznie pierwszymi, którzy dowiadują się o nich. Są bardzo ciekawe i w tej chwili bardzo się waham, jaką częścią z nich podzielić, bo nie ma publikacji i obecnie bardzo intensywnie nad tym pracujemy. Ale mamy wyniki z kultury Ezero, z południowo-wschodniej Bułgarii, która pochodzi z wczesnej epoki brązu i która wydaje się łączyć ludzi tej kultury z przyszłymi Hetytami i Trojanami. Zostało to wielokrotnie potwierdzone przez archeologię i było znane od co najmniej pół wieku. Ale teraz widzimy paralele genetyczne między nimi. Niektóre z tych starożytnych grup z epoki brązu w taki czy inny sposób przetrwały do ​​dziś w naszym kraju Bułgarzy, ponieważ posiadamy również pewną ilość krwi i genów od tych samych ludzi, być może w przedziale od 5 do 10%, co nas łączy z Hetytami, starożytną Anatolią i Trojanami.
Wyniki są przetwarzane na ogromną skalę, zanim zostaną opublikowane, ale od teraz wśród nich są ogromne ciekawostki. Jeden z nich pochodzi z nekropolii w Merichleri ​​z wczesnej epoki brązu, a z drugiej nekropolii w Caribrod (starsza) są to nekropolie kopców z kultury Jamna na Kaukazie, ludzi, którzy migrowali tu w Bułgarii i są połączeni między ty jesteś. Pochodzili z haplogrupy R1a, czyli Z-93, która jest ponownie haplogrupą Scytów, ale bardziej plemion indo-aryjskich, przyszłych Indo-Aryjczyków, którzy później podbili Indie. Ale wydaje się, że jedno z plemion kultury Jamny zbłądziło i przybyło na Bałkany zamiast udać się do Indii. I tak przez przypadek, skoro archeolodzy i genetycy wybrali spośród 260 kurhanów z tego okresu, wybrali tylko 3-4 i natknęli się dokładnie na tę niezwykle starożytną grupę, która pochodzi z czasów, zanim grupa indoeuropejska została podzielona na Irańczycy, Indianie i Słowianie byli wtedy jeszcze jednym ludem z tymi samymi genomami. I tak, jedna z tych grup należy do plemion Traków, które nazywamy, ale to nie są Trakowie. Mamy wyniki zarówno z wczesnej epoki żelaza, jak i późnej epoki brązu, które prawdopodobnie są trackie, ale na tym etapie zachowam je w tajemnicy, ponieważ nie chcę prowokować spekulacji.
Mamy również wiele interesujących wyników ze środkowej epoki brązu, które łączą populacje dzisiejszej Bułgarii z przyszłymi Mykeńczykami. Bułgaria w epoce brązu to skarbnica genów, a także skarbnica materiałów archeologicznych. Z genetycznego punktu widzenia widzimy tu trajektorie wielu interesujących populacji, najbardziej absurdalne są Indo-Aryjczycy, ale także mykeńscy Grecy, którzy musieli skądś przybyć do Myken. Ich możliwe trajektorie przebiegają przez Azję Mniejszą lub przez Bałkany. Na tym etapie wydaje się, że przeszli przez Bułgarię, mieszkali tu przez kilka stuleci, a następnie zeszli na południe, gdzie połączyli się z mieszkańcami Krety minojskiej, tworząc kultury achajskie i mykeńskie oraz pierwszą cywilizację greckojęzyczną w region Morza Egejskiego.Jest o wiele więcej wyników, ale jak powiedziałem, duży nacisk kładzie się na protobułgarów i Słowian. I jeszcze jedno, o czym zapomniałem dodać - mamy jeszcze jednego z sekwencjonowanego proto-Bułgara, który jest jednak jednym z Bułgarów Alcek na Węgrzech. I tu spieszę powiedzieć, że stoi to w pewnej sprzeczności z haplogrupą z jeziora Bajkał, ale ten człowiek jest w 90% identyczny ze współczesnymi Bułgarów i kojarzony jest z Alanami kultury słonowo-majackiej, co sugeruje, że to proto-bułgarskie plemię opuściło je dawno temu. od jeziora Bajkał. Nie wiemy nawet, czy zaczęli tam od etnonimu Bułgarzy, czy innego. Ale na Kaukazie zmieszał się z grupami alańskimi, sarmackimi, a nawet kaukaskimi, a rdzeń, rdzeń proto-Bułgarów, przynajmniej sądząc po szkielecie bułgarskiego Alcek, ten rdzeń nie pochodzi z Bajkału. Jest w tym niuans, którego nie można pomylić, ponieważ łączy nas z Indianami. Ale powiedzmy tak - 9/10 historii populacji tego plemienia minęło na Kaukazie, w środowisku sarmacko-alańskim i kaukaskim. Najciekawsze dla mnie było to, że ten człowiek jest prawie nie do odróżnienia od współczesnych Bułgarów, co sugeruje, że albo proto-Bułgarzy zmieszali się ze Słowianami na Węgrzech, albo w rzeczywistości są znacznie większym składnikiem współczesnego narodu bułgarskiego, niż myślimy, że są. byli małym plemieniem. A kiedy patrzę na proto-Bułgara z VI lub VII wieku, jak bardzo jest on blisko współczesnych Bułgarów pod względem genetyki populacji, to mówi mi coś, co wielu innych uważa, że ​​proto-Bułgarzy mają bardzo znaczący wpływ genetyczny na współczesnych Bułgarów, a my jesteśmy na pierwszym miejscu Proto-Bułgarzy. Ale to jest coś bardzo wstępnego i nie potwierdzają tego wyniki Pierwszego Królestwa Bułgarii, pochodzi ono z Węgier. Nie przeanalizowaliśmy jeszcze autosomalnego DNA z tego miejsca, o którym osobiście oczekuję, że powiem to samo, ale najpierw musimy to zobaczyć.
Mnóstwo interesujących rzeczy, odpowiedzi na pytania, które każdy sobie zadawał, gdy był w szkole lub na uniwersytecie, ale oto współczesna nauka, która jest w stanie odpowiedzieć na wiele pytań. Dziękuję za szczegółowe odpowiedzi, chociaż materiałów do przetworzenia jest jeszcze sporo. Kiedy spodziewać się pierwszych dużych publikacji w Science, Nature ?
2021 będzie najwcześniej. Ale mogę was zapewnić, że nauczysz się ich wcześniej, a życia i zdrowia będziemy mogli je skomentować, zanim pojawią się w Nature and Science .Dziękuję za rozmowę i chcę skorzystać z okazji, aby zwrócić się do bułgarskich archeologów i bułgarskich miłośników historii. Potrzebujemy pomocy, to jedno. Po drugie, historia Bułgarii jest pełna nierozwiązanych kwestii związanych z różnymi populacjami i wydarzeniami historycznymi. Przyjaciele i współobywatele, jeśli ktoś z was ma nierozwiązany problem, którym chce się zająć, teraz jest na to czas. Sytuacja jest niezwykle korzystna, aby rozwiązać jak najwięcej problemów z punktu widzenia genetyki populacji. Sekwencjonowanie starożytnego genomu kosztuje 10 000 dolarów, a laboratorium w ramach projektu zrobi to za darmo, o ile będzie miało nad czym pracować. Jeśli ktoś ma pomysł lub koncepcję czegoś, co może zostać udowodnione przez genetykę, proszę skontaktować się z Petarem Teodosievem lub ze mną, aby omówić sprawy. Wiem, że w Bułgarii nikt nie ma dość pieniędzy, ale jeśli ktoś uważa, że ​​jest w stanie pomóc sfinansować projekt od strony bułgarskiej - więcej środków oznacza więcej sekwencjonowania szkieletów z Bułgarii i więcej odpowiedzi. Nie krępuj się, jest to dostępne okno, które było otwarte tylko przez trzy miesiące i zostało przedłużone do Nowego Roku, o ile można tworzyć sekwencje. W tym czasie możemy uporządkować w zasadzie wszystko, o co ktoś prosił starożytność, ale aby rozwiązać konkretny problem historyczny.
Uważam, że jest wielu historyków i archeologów, którzy mają dane o tym, gdzie znajdują się szkielety i jak należy je pobrać, co się stało i kim jesteśmy, skąd pochodzimy, dlaczego tu jesteśmy. Wierzę, że wiele osób zadaje te pytania i przydałoby im się to okno, które oferuje teraz Harvard.
Powtarzam - to teraz nasza jedyna szansa! Mam nadzieję, że jak najlepiej to wykorzystamy. Ponieważ próbki zostaną wykonane, a to, co jest teraz zebrane, będzie analizowane przez bułgarskich historyków i archeologów przez wiele lat i mam nadzieję, że będzie o tym publikowane przez dziesięciolecia.Jestem winowajcą, oczywiście nieskromnie mówiąc, i czasopismo Bulgarian Science, które wystąpiło z inicjatywą skontaktowania się z laboratorium dr Reicha. No i oczywiście życzliwość samego dr. Reicha i jego zrozumienie, że warto pomagać i że on sam może się wiele nauczyć o naszej historii, co jest niezwykle interesujące.

Mówił Svetoslav Stamov, a tu można zobaczyć pierwszy artykuł naukowy na ten temat - http://duke.academia.edu/SvetoslavStamovArcheolodzy bułgarscy we współpracy z genetykami z Uniwersytetu Harvarda badają pochodzenie Bułgarów - w filmie prezentujemy pierwsze wyniki. Bułgarska Organizacja Naukowa to NIM (Narodowy Instytut Archeologiczny z Muzeum w BAS), a po stronie amerykańskiej profesor David Reich z Laboratorium Archeogenetycznego na Harvardzie i słynny archeolog dr David Anthony z pomocą Svetoslav Stamov.
submitted by przyrodnik to Praslowianie [link] [comments]


2020.04.04 11:17 typybukmacherskie Kiedy zostanie wznowiona piłka nożna w Anglii po koronawirusie?

Kiedy zostanie wznowiona piłka nożna w Anglii po koronawirusie?
Data ponownego uruchomienia Premier League zostanie przesunięta w piątek. Wszystkie 20 klubów Premier League spotka się za pośrednictwem wideo i wszyscy akceptują to, że nie ma nadziei na rozpoczęcie profesjonalnych rozgrywek natychmiast po bieżącym terminie 30 kwietnia.
Premier League może przesunąć datę z powrotem na maj lub zdecydować się na podążanie za Hiszpanią i Francją, które zamknęły swoje ligi na czas nieokreślony. Włochy mówiły o powrocie Serie A pod koniec maja, ale wydaje się to optymistyczne. Europejski organ zarządzający Uefa napisała wspólny list ze Stowarzyszeniem Klubów Europejskich i Ligami Europejskimi, wzywając organy krajowe do rezygnacji z zawodów.
Ligom w całej Europie powiedziano, że wcześniejsze zakończenie zawodów może spowodować utratę miejsc w Lidze Mistrzów i Lidze Europejskiej.

Typy bukmacherskie na dziś - sobota 04.04.2020 - piłka nożna i esport

Przesunięcie daty wstecz pozwoliłoby klubom Premier League na zaoferowanie stadionów i personelu medycznego Narodowej Służbie Zdrowia, wiedząc, że nie będą one wymagane w krótkim okresie.
To przynajmniej skorygowałoby niektóre negatywne reklamy, które towarzyszyły wiadomościom, że cztery kluby, w tym Tottenham, już korzystają z rządowego planu na urlop w celu zrekompensowania zwolnionym pracownikom nawet do 2500 funtów miesięcznie, pomimo ich zawodników i menedżera Jose Mourinho, z których niektórzy zarabiają ponad 100 000 funtów tygodniowo, pozostając przy pełnej pensji.
Trwają rozmowy między Premier League, Football League i zarówno Professional Footballers 'Association (PFA), jak i League Managers' Association (LMA), przy czym kluby powinny zostać poinformowane o tym podczas piątkowego spotkania.
Wyjaśnienie opóźnień w przyjęciu przez graczy obniżek płac lub, bardziej prawdopodobne, odroczeń płacowych - w tym faktu, że oprócz pracowników są oni również aktywami finansowymi swoich klubów i mają wodoszczelne umowy, które w niektórych przypadkach wygasają w dniu 30 czerwca - zmniejszyły trochę lodu z udziałem wielu osób, a także polityków, którzy wyrazili swoje niezadowolenie.

Premier League - Tottanham - Aston Villa
Szef Bournemouth, Eddie Howe i Brighton, Graham Potter, podjęli osobistą decyzję o zaakceptowaniu znacznych cięć bez czekania na jakąkolwiek centralną dyrektywę LMA.
Przewiduje się również rozmowy o wznowieniu, gdy omówione zostaną perspektywy gry za zamkniętymi drzwiami, potencjalnie w ograniczonej liczbie lokalizacji.
Wspomniano, że tereny treningowe są potencjalnie gospodarzami gier, choć trudno jest ustalić, w jaki sposób byłoby to bezpieczniejsze środowisko niż stadiony, które najwyraźniej są zbudowane do organizacji meczów, które z definicji muszą być transmitowane, aby uniknąć 750 milionów funtów na spłatę dla firm telewizyjnych, które powstałyby z powodu nieukończenia obecnego sezonu.
To, że taki scenariusz został nawet omówiony, podkreśla ogromne pragnienie klubów Premier League, które pozostaje do zakończenia sezonu w całości.
Jednak źródła Premier League są równie stanowcze, nic nie zostanie uzgodnione, co spowoduje niepotrzebne obciążenie zasobów medycznych w czasie kryzysu krajowego.
Nawet w sterylnym środowisku wiadomo, jak źle wyglądałoby gra, jeśli gracz potrzebowałby leczenia szpitalnego z powodu złamanej nogi w czasie, gdy znaczna część populacji umierała z powodu koronawirusa.

Tottenham

Tak więc omawiane są alternatywne opcje w Anglii i całej Europie.
Znawcy organu zarządzającego europejską piłką nożną Uefa potwierdzili, że miejsca zarezerwowane w przyszłym sezonie Ligi Europy dla zdobywców pucharów krajowych powrócą na pozycje ligowe, jeśli te turnieje nie zostaną ukończone.
Liga belgijska jako pierwsza ogłosiła koniec sezonu, chociaż mając już 29 na 30 meczów w regularnym programie ligowym, skutecznie zrezygnowała z systemu play-off, który powinien był obowiązywać i jest postrzegana jako szczególny przypadek.
Bardziej znaczące konsekwencje dla głównych lig ma olbrzymi hit finansowy Ligue 1 po tym, jak ich krajowi posiadacze praw Canal + i beIN Sports potwierdzili zamiar wstrzymania ostatniej płatności, która miała nastąpić 5 kwietnia. Jeśli Francja, Włochy lub Hiszpania zamkną ligi w tym sezonie, może to mieć daleko idące konsekwencje dla meczu, biorąc pod uwagę, wraz z Anglią, 16 z 28 drużyn pozostających w Lidze Mistrzów lub Ligi Europy pochodzących z jednej z tych czterech Państwa.
submitted by typybukmacherskie to u/typybukmacherskie [link] [comments]


2018.09.16 20:11 Gazetawarszawska 17 września dzień nastania okupacji żydowskiej w Polsce

17 września 1939 roku, jest to kolejny dzień – rocznica polskiej historii – który jest używany nie tyle do upamiętniania losów Polski i Polaków, ile jest kolejną okazją do siania kłamstwa historycznego, które swymi skutkami prowadzi do dalszego ogłupiania Polaków.

https://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/40-17-wrzesnia-dzien-nastania-okupacji-zydowskiej-w-polsce
Dzień 17 września 1939 jest istotnie dniem napaści sowieckiej na Polskę z jej najgorszymi dla skutkami. Ale media exponując rolę ZSRR , wyciszając rolę Niemiec, przemilczają całkowicie ludobójczą rolę żydów w bestialskich mordach hord żydowskich na polskiej bezbronnej ludności i polskich rezerwistach na Ziemiach Wschodnich. Które to akty ludobójstwa rozpoczęły się z zegarmistrzowską dokładnością, co najlepiej świadczy o tym, że to żydzi stali za Paktem Ribbentropp-Molotow, bo to oni byli do tych zbrodni natychmiast gotowi. Całkowicie przemilcza się ten fakt, a i skutkiem tego przemilcza fakt IV rozbioru polski, który nie był aktem dwustronnym Niemiec i ZSRR, ale odbył się z inspiracji żydowskiej właśnie, i to nie tylko żydów z hitlerowskich Niemiec czy żydów z sowietów, ale żydów z kręgów anglosaskich. 17 września jest dniem otwarcia wojny żydowskiej przeciw nam Polakom. Te akty żydowskiego ludobójstwa są całkowicie przemilczane, a NASZE milczenie – z naszej strony – jest świadectwem naszej polskiej hańby – braku u nas i rozumu, i godności. Gazeta Warszawska potępia to milczenie zarzynanych baranów i się od niego odcina.
(-) Redakcja Gazeta Warszawska.
+++ Laudetur Iesus Christus.
17 września mija kolejna już rocznica ”napaści Związku Radzieckiego na Polskę”. Skutkiem Paktu Ribbentrop-Mołotow Sowiety wbiły walczącej Polsce nóź w plecy i upadek militarny Polski stał się faktem, skutki tego mamy do dzisiaj, a sytuacja nieprzerwanie pogarsza się na naszą niekorzyść i można nawet powiedzieć, że w przypadku Polski II Wojna Światowa trwa nadal, a Polska wciąż wykrwawia się. Poważni historycy wojskowi powątpiewają w to, czy uderzenie bolszewickie było tylko zwykłą formalnością, a Polska i tak musiałaby upaść. Uważają oni, że Polska mogła się skutecznie bronić na swoich wschodnich terenach. W takim korzystniejszym dla nas przebiegu wojny kapitulacja byłaby wykluczona i Niemcy byłyby zmuszone do jakiegoś rozejmu, a to uchroniłoby nas przed ludobójstwem, które miało miejsce, rozpoczęło się wtedy i trwa do dzisiaj.📷
Za takim przebiegiem wypadków – z lepszą pozycją Polski, bez noża sowieckiego w plecach- przemawia sam fakt zaistnienia tego Paktu zawartego między Niemcami a Kremlem, bo gdyby Niemcy nie potrzebowały pomocy militarnej z sowieckiej strony, to nigdy podobnego paktu by nie podpisały – a co logiczne – bo umowy takie są i trudne, i niebezpieczne dla samych podpisujących. Jest oczywiste to, że Niemcy, tak politycy, jak i wojskowi, znali się dobrze na rzeczy i podejmując trud oraz ryzyko takiego paktu uznali go za niezbędny do własnego powodzenia militarnego w Polsce. Niemcy, oprócz strony bolszewickiej w tym pakcie, musiały mieć niewątpliwie pomoc, czy inspirację anglosaską i żydowską – więc dodatkową stronę, która z ukrycia zabezpieczała warunki umowy, bo w świecie żydomasonerii tak właśnie bywa, musi być kosherny świadek jako „ojciec chrzestny” porozumienia. Bez cienia wątpliwości ta ukryta strona była zupełnie inną siłą, tak ilościowo, jak i jakościowo, a w kwestii hierarchii stała ona zarówno nad Niemcami, jaki i nad Kremlem. Hipoteza sugerująca inspirację żydowską Paktu Ribbentrop-Mołotow dobrze pasuje do obrazu Polski z września 1939 roku, gdzie Polska była nie tylko osamotnioną ofiarą niemieckiego i bolszewickiego agresora, ale równocześnie została poddana dobrze wystudiowanej zmowie obojętności państw sojuszniczych, a co właśnie bez żydowskiej koterii nie poszłoby tak gładko.
📷
17 września – żydzi na defiladzie
Jako taka Polska jest nie tyle przedmiotem agresji Niemiec, czy bolszewii, ale ofiarą światowego żydostwa, które do swych zbrodniczych celów posłużyło się przeciw Polsce frontem zachodnim i wschodnim, pilnując z Londynu i Nowego Yorku tego, aby do Polski nikt się nie wtrącał, a skutkiem czego sojusznicy wyczekiwali w milczeniu naszego upadku. Tak było na zewnątrz, a zaś w sercu Polski na zapleczu frontów bezbronna cywilna ludność czy nieuzbrojeni rezerwiści stali się przedmiotem ataków zorganizowanychgrup żydowskich, uzbrojonych wcześniej przez masowy przemyt broni ze wschodu. Nie były to żadne „porządki administracyjne chwilowego bezkrólewia”, ale zaplanowane żydowskie ludobójstwo na bezbronnych Polakach rozbuchane żydowską świadomością zmowy pozostawienia Polski przez sojuszników na pastwę losu.
Regularne łapanki bezbronnych Polaków dokonywane przez uzbrojonych żydów, rozstrzeliwania, rytualne zarzynania, czy przybijanie do podłóg ofiar przez żydowskie bestie były na porządku dziennym polskich miast i wsi września 1939 roku. Fakt gromadnego witania przez żydów wkraczających wojsk Wermachtu czy Armii Czerwonej to bagatela zbrodni w proporcji do tego, czego ci żydzi dopuścili się wobec Polaków w tym zaledwie kilkudniowym okresie przejściowym. Mimo ścisłej żydowskiej powojennej cenzury zachowały się na to dokumenty, a niewątpliwym symbolem tych żydowskich zbrodni na Polakach jest Katyń.
Zbrodnie żydowskie na bezbronnej ludności i rezerwistach dokonane zaledwie w ciągu kilku wrześniowych dni były tak przerażające i rozlegle, że ludność terenów wschodnich witała z ulgą wejście Armii Czerwonej, bo ta kolejna bestia, poznana wcześniej w 1920 roku, była mniej groźna niż żydowski pojedynczy nawet sąsiad. A to daje najlepszy obraz tego, do czego zdolny jest żyd, którego obecnie łzawy niewinny obraz przemyca żydowska propaganda w okupowanej Polsce. Zauważamy, że o ile nominalna agresja niemiecka zakończyła się klęską Niemiec, agresja bolszewicka rozpadem ZSRR, to agresja żydowskiego okupanta w Polsce nie zakończyła się nigdy i trwa do dzisiaj. Żydostwo jako „trzecia” strona agresji wrześniowej jest jedyną faktyczną stroną tamtej wojny toczonej przeciw nam i jako taka jest faktyczną stroną i głównym beneficjentem naszego wyniszczenia.
📷
Żydzi są zwycięzcami nad nami i sprawują coraz szerszą władzę okupacyjną. Nie dziw zatem, że losy Polski powojennej toczą się tak strasznie, że odbywa się otwarty apartheid, z aborcją na 10-20 milionów (bardziej się mówi o 20, a niektórzy nawet piszą o 24, plus oczywiście ich ew. dzieci, których nie było), z wypędzeniem 5-10 milionów z Polski, z całkowitym zniszczeniem podstawowej gospodarki, z zadłużaniem przekraczającym możliwość spłaty, z demontażem granic państwa, z porywaniem polskich dzieci, z eutanazją chorych i starych, z zatruciem umysłów młodych przez totalny psychodelik, nie mający podobnego przykładu w jakimkolwiek innym kraju Europy. A totalny upadek widzialnego Kościoła Świętego, z którego usunięto Syna Bożego Pana Jezusa Chrystusa i ogólne pojęcia Pana Boga jako Trójcy Przenajświętszej dopełnia ten straszny obraz sytuacji, bo Nasz Naród przez 1000 lat żywił się Bogiem Trójjedynym, który teraz leży gdzieś w lamusie, jeżeli nie gorzej, a my nawet nie wiemy w którym, więc nie potrafimy Go odnaleźć i umieramy z głodu Boga, a brak Tego Posiłku nie pozwala nam na odbicie się od dna. W Synagodze watykańskiej, która jest mylnie traktowana jako Kościół katolicki, od 50 lat obowiązuje bóg żydów i bóg muzułman – a co nawet jest otwarcie napisane w nowym katechizmie – jako wspólny (tożsamy) z Bogiem Chrześcijan, a co jest kłamstwem i bluźnierstwem. Bo Pan Bóg jest w Trzech Osobach, a nie w jednej! Skutkiem tego kwestia naszego rozpoznania TOŻSAMOŚCI Pana Boga ciągle się pogarsza i przynosi nam negatywne skutki. Kiedy watykańskie bluźnierstwa przeciw Panu Bogu Najwyższemu w Trójcy Świętej Jedynym usunęły Go jak przedmiot kultu chrześcijan (w bardzo wielu już miejscach i proces ten dynamicznie postępuje), został On ukradkiem zastąpiony kultem żyda, a co – tyle nieinteligentny, co i bezczelny – Bergoglio niezgrabnie eksponuje. Watykański kult żyda siłą kulturowej inercji przedziera się do polskiej świadomości, a więc jesteśmy nie tylko głodni Boga, ale i co gorsza, zatruci tym antybogiem, skutkiem tego z katolików stajemy się żydami, dzięki czemu żydzi tym łatwiej sprawują władzę okupacyjną nad nami. I tak koło się zamyka. Powszechnie rozpowszechniane brednie o żydowskich ofiarach w czasie drugiej wojny światowej są ustalonym już standardem w świecie głupoty mas ludzkich – i im dalej od wojny, i jej faktycznych świadków, tym dramatyczniej oraz niesprawiedliwiej dla tych niewinnych żydów tamtego okresu okupacji. Ale ostatnimi laty, obraz ten – zakorzeniony głównie wśród pospólstwa – nie jest już jedyny i nie dotyczy on ludzi badających historię tamtego okresu. Grupy badaczy po okresie dziesięcioleci stagnacji badawczej tamtej epoki rosną z każdym rokiem i ujawniane nowe fakty ukazują nam coraz pełniejszą prawdę. Prawdę, która bardziej pasuje do liczb, logiki czy nieco zapomnianych przekazów nieżyjących już świadków tamtych wydarzeń, aniżeli żydowskie brednie mające swe źródło w kolejnych już klonach opowieści starotestamentowych czy przepowiedniach cadyków, którzy liczbę sześciu milionów żydowskich ofiar odczytali w swych kibucach na Bałkanach, i to na długo przed rzezią Ormian. Bo stamtąd ta mądrość- proroctwo pochodzi, które następnie zawędrowało do świata anglosaskiego, skąd później zostało przekazane całej ludzkości. Zresztą, a co nas obchodzą żydowskie sprawy, to wszytko odrzucamy jako żydowskie natręctwo, które nam przeszkadza i nic innego!
Dodatkowo, chcą żydzi abyśmy dzielili z nimi ich “biedę”, czemu nam nie proponują również abyśmy dzieli z nimi ich bogactwa?
W dniu dzisiejszym, patrząc na II Wojnę światową, która trwa do dzisiaj – a przynajmniej dla nas, bo w skutkach wojny 1939 nigdy nie odzyskaliśmy niepodległości, suwerenności i nigdy, nawet przez jeden dzień, nie byliśmy w swoim własnym domu sami z sobą – Polska wygląda i strasznie, i beznadziejnie. Kiedy nie zamknęliśmy wydarzeń II wojny światowej w sposób zgodny z naszymi interesami i rok po roku ofiarami wojny są już nie tylko żydzi, ale i Niemcy, którzy mordując nas, wysadzając w powietrze nasze miasta i wsie, wypalająca nasze lasy – ponieśli „szkody materialne”, które my mamy powetować, otwiera się nam perspektywę kolejnej wojny światowej. Wojna ta jest zaplanowana z naszą pierwszoplanową rolą mięsa armatniego przeciw Rosji. Pretekstem do wojny jest ciężki los Ukraińców, którym „Rosja mocno dokucza”, a z czym Polacy „nie mogą się pogodzić”. Rola Polski i Polaków jako tarana przeciw Rosji i Rosjanom jest wylansowana przez żydów i są to ci sami żydzi, albo tacy sami, którzy 17 września rozpoczęli mordy Polaków na całej granicy wschodniej, a potem po wojnie milionami abortowali nasze nienarodzone dzieci, a tym, które uciekły spod noża, masowo oferowano wódkę lub inne podobne – co po nas widać. Ta obecna sytuacja jest tym bardziej niebezpieczna dla Polski i Europy niż we wrześniu 1939, a są to właśnie skutki naszych polskich zaniedbań czy słabości. Chodzi tu o tolerancję wobec zbrodniczości żydowskiej wymierzanej głównie w nas, ale też i w inne społeczności europejskie, a za co jesteśmy słusznie znienawidzeni czy pogardzani jako ci, którzy źle dbają o porządki we własnym obejściu.
W momencie, kiedy III wojna światowa wisi w powietrzu, a która może się zacząć od zrzucenia bomby nuklearnej na Polskę, a czemu „będzie winna Rosja”, bo według masowej propagandy „tak ma być”, musimy dokonać wysiłku odwrócenia złych tendencji i w końcu zacząć nazywać rzeczy po imieniu, a w tym wypadku, oprócz morza innych polskich zaniedbań: postawić żydów w stan odpowiedzialności za tysiąc lat ich zbrodni na naszym Lechickim narodzie. Te tysiąc lat zbrodni, to polowanie na ludzi i handel tak zdobytymi niewolnikami zanotowany już w pierwszych kronikach naszej państwowości, masowe przekupstwa urzędników królewskich celem czerpania korzyści, szpiegostwa na rzecz naszych wrogów, etc., etc. Musimy zażądać zwrotu od żydów wszystkich okupów, wszystkich lichw, wszystkich długów żydowskich wobec osób prywatnych czy Korony, a to z odsetkami. Tak np. uczynili Egipcjanie, którzy kilka lat temu naliczyli żydom długi z odsetkami tytułem kradzieży złota i srebra podczas Ucieczki z Egiptu. Tam w Egipcie, w kulturze wielkich starożytnych mądrości, nikt takich długów żydom nie zamierza odpuszczać, z takich rozliczeń nikt nie kpi, bo każdy rozsądny człowiek wie, że kwity trzeba umieć trzymać w pogotowiu. Wiele zbrodni żydowskich w Polsce bazuje na tzw. „Przywilejach Bolesława”. Przywileje te lub „Statut Kaliski” z 1264 roku są mentalnym gruntem żydowskich grabieży w obecnej Polsce. Są one niechybnie wymyślone przez żydów, a jako takie są nieważne. A nawet gdyby przywileje te miały miejsce w odległej przeszłości, to my Lechici musimy te przywileje ogłosić za niebyłe, a wszelkie korzyści dane tym przywilejem żydom muszą im być odebrane i to łącznie z procentem. W naszej konstytucji prawnej umowa zawarta skutkiem przestępstwa jest nieważna i nie przynosi skutków prawnych, umowa zawarta w złej wierze, która czyni szkody społeczne, również jest nieważna – wszelkie konsekwencje spadają na stronę wiarołomną i musi ona ponieść koszty, i to z nawiązką. Podobnie jest z żydowskim zbrodniami przeciw Narodowi – to jest kolaboracją z naszymi wrogami – żydzi muszą za to zapłacić, w tym za 17 września 1939 roku, czy też za Katyń. Żydzi muszą zapłacić za propagowanie aborcji na polskich dzieciach i za prawa aborcyjne, które narzucili Polsce w latach 50-tych podczas okupacji PRL-owskiej. Żydzi muszą zapłacić za poniżanie niewiast polskich, które pracując w przedsiębiorstwach produkujących kosher muszą rejestrować u przełożonych swój cykl miesiączkowy, a to po to, aby miesiączką nie pokalać koszerności wyrobu. Każdy polski wyrób spożywczy sprzedawany do strefy anglosaskiej czy izraelskiej jest certyfikowany kosherem, który ma stałą stawkę 0.5% wartości – ląduje ona w kieszeni rabina (jest wolna od podatku, bo urząd skarbowy boi się żyda i udaje, że nic nie wie). Stawkę ten – haracz – rabini muszą nam zwrócić, i to również z procentem dłużnym plus grzywa podatkowa. Lista żydowskich powinności wobec nas Lechitów jest długa, bardzo długa, a tu wymienione należności to jedynie przykładowe zręby. Ale długość tej listy nie może stać nam na przeszkodzie w wystawianiu żydom naszych kwitów – ich wystawienie to nasza powinność moralna i cywilizacyjna. Dzień 17 września to właściwą datą ku temu, aby powinności te wymienić.
In Christo Krzysztof Cierpisz 17-IX-2014
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.09.06 19:26 Gazetawarszawska Lachy pomogą Putinowi, ale tylko w Chrystusie.

+++
W trudnym, czy może nawet przełomowym momencie dla Rosji, Lechici wyciągają rękę sąsiedzkiego porozumienia w stronę Rosjan.
Nie może być inaczej, od losów Rosji zależą obecnie losy i naszej całej Lechickiej Cywilizacji, a nie tylko strzępów dawnego PRL, z którego jesteśmy wypędzani przez zagranicznych właścicieli naszych ziem. Patrzenie na ludobójstwo Rosjan, którzy wyniszczani – znikają z mapy narodów – nie jest czymś obojętnym dla nas. Pomoc w potrzebie jest to dla nas ważną – fundamentalną – postawą katolicką, a także i narodową, bo i my również jesteśmy na tej samej liście śmierci. Podając więc rękę Rosjanom podtrzymujemy nasz własny obóz, czyli pomagamy samym sobie.
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/9-lachy-pomoga-putinowi-ale-tylko-w-chrystusie
Rosja swoim potencjałem przestrzennym i ideowym, sięgającym od naszej części Europy, aż po granice z Japonią, jest ustalonym i przewidywalnym dla nas elementem stabilizacji cywilizacyjno – politycznej, który jako taki daje nam niezbędne zaplecze geopolityczne. Bez Rosji skutecznie kontrolującej swe tradycje strefy wpływów i nasze relacje z naszymi sąsiadami musiałyby ulec jeszcze gwałtowniejszej zmianie i to na naszą niekorzyść. Pozytywny fakt oparcia się Polski o ten wielki mur rosyjski jest niezbity i jako taki jest częścią konstrukcji naszego i państwa, i zapleczem terytorialno-biologicznym naszego narodu. Osłabienie tego muru nie leży w polskim interesie!
Jest faktem bezdyskusyjnym, że tak historycznie, jaki współczesne relacje Polski z Rosją były i są bardzo trudne. Ale jest bardzo wiele okoliczności historycznych, które są w Polsce przemilczane, czy wręcz zakłamane, a nie zawsze stawiają one Rosję w bezdyskusyjnie niekorzystnym świetle, a Polskę w roli niewinnej ofiary. O ile rola Rosji w rozbiorach jest omawiana już na poziomie szkoły podstawowej, to rola Polski Piłsudskiego w ustanowieniu imperium bolszewickiego jest całkowicie nieznana. A jest przecież oczywiste to, że bez destruktywnej roli Piłsudskiego w stosunku do Białej Rosji, bolszewia nigdy by nie mogła rozlać swego rakowego polipa na tak gigantycznych obszarach i nigdy nie mogłaby ustanowić Kraju Rad. Piłsudski odegrał w stosunku do Białych taką samą rolę zbrodniczego sabotażysty, jak zaraz potem państwa ościenne w stosunku do Polski w 20 roku, kiedy to utrudniały one dostawy zaopatrzenia wojennego do Polski. W tym kontekście porównywanie opresji carskich w okresie rozbiorowym z okresem bolszewizmu – jego ludobójstwem – nie daje nam walorów cnoty w jakichkolwiek historycznych porównaniach. I nie popadajmy tu w polski fetysz indywidualizmu polegający na tym, że Polak nie poczuwa się do odpowiedzialności za ogół, lub za władzę zwierzchnią – to typowo polski grzech, zwany w teologii katolickiej „grzechem cudzym”. Każda władza, nawet najbardziej brutalna czy obca nie stanowi usprawiedliwienia dla pasywnego społeczeństwa, którym ona poniewiera. Społeczeństwo ma głęboko moralny – teologiczny – obowiązek zwalczać niemoralną władzę ze wszytkach sił i każdymi środkami. To dlatego, że zło czynione przez władzę spada – w oczach Stwórcy – na konto grzechów tego społeczeństwa. Tusk swoimi zbrodniami przeciw Polsce obciąża nasze sumienia i to my Polacy mamy na rękach krew niewinnych, bo nie potrafimy tego bandyty obalić. I podobnie było z Polską Piłsudskiego – krew narodów Rosji pokalała nasze ręce. Pomnik bolszewika gwałcącego polską ciężarną kobietę był bardzo autentyczny, ale tylko w swej doraźnej wymowie. Bo takich zgwałconych ciężarnych kobiet było wiele, także i w Rosji – Rosjanek gwałconych przez te zwierzęta, z którymi Polska zawarła pakt pokojowy, nie popadajmy więc w samookłamywanie się.
Dziś nie chodzi jednak o rozliczenia historyczne, ale o ratowanie Polski przed rozpadem – to plan minimum, a plan maximum to – między innymi – otwarcie opcji poszerzenia naszych granic terytorialnych, a nie dotyczy to jedynie granic wschodnich. Ta obecna trudna rola Rosji, która w końcu chyba przestała się zgadzać na swe przerażające upokorzenia, sprawia, że Rosja potrzebuje sojuszników do tego, aby moc stawić czoła globalistom.
Polska takim sojusznikiem Rosji może zostać – i to mimo obecnych władz w Warszawie. Władze kacyków unijnych Tuska, Komorowskiego i reszty tej swołoczy niższego żołdu, dawno już utraciły tytuł legalności konstytucyjno-prawnej i zerwanie listka wstydu z tych bandziorów nie musi być trudne czy tym bardziej niemożliwe. A taka okoliczność – strach – jest chyba brana pod uwagę przez obecnych przedstawicieli okupantów, którzy chyłkiem wprowadzają przepisy o prawie do wprowadzenia na teren Polski obcych „sił porządkowych”. I w takim kontekście to te nagłe manewry NATO są chyba bardziej wymierzone w Polskę niż w Rosję. Bo kto wie, czy przy okazji tych manewrów, nie zostaną ustanowione jakieś stale przyczółki baz, będących zapleczem dla Gladio, albo Izraela. Byłoby to ustanowienie w Polsce ośrodków zbrojnych i policyjnych, i wojskowych, które byłyby gotowe do akcji przeciw Polakom.
Jest zupełnie możliwe, że Rosja może sobie sama poradzić z tym strasznie rozrośniętym nowotworem, ale niewątpliwie będzie to okupione ogromnymi szkodami cywilizacyjno- mentalnymi, a co nie wyjdzie nam samym na dobre. Problem ten ma bardzo wiele aspektów. Weźmy jeden z nich: tak w Polsce, Rosji , czy w innych krajach używa się błędnych pojęć: Zachód, Europa etc. Rosyjscy demagodzy od Putina atakują „Zachód”, a zachodnie politruki tego „Zachodu” bronią. Zaś ani jedni, ani drudzy nie mają racji. „Zachód” nie jest pojęciem geograficznym czy narodowościowym , a jest pojęciem ściśle cywilizacyjnym – „Zachód”, „Zachodniość” tzn. Prawo Rzymskie w połączeniu z wyznaniem katolickim. A według tego prostego kryterium obecna Francja nie jest już Zachodem, ani też Zachodem nie jest np. Bundesrepublika Angeli Merkel. A tak jest już od dawien dawna i jest to proces dynamiczny. „Zachód” zaczął umierać na zachodzie z chwilą ustabilizowania się tam protestantyzmu, którzy żadnym chrześcijaństwem nigdy nie był, a jest jedynie „judaizmem z wieprzowiną”, jak to definiował filozof Heine. Podobnie jest z drugim członem symbiozy tworzącej „Zachód”- z widzialnym Kościołem Świętym. Z chwilą pogodzenia się papieży z okupacją narodów katolickich przez zbory protestanckie w krajach zachodnich Święty Kościół Katolicki, w swej widzialnej postaci, rozpoczął okres swego upadku, a którego najlepszą ilustracją jest obecny błazen ubrany na biało , który jak cyrkowa małpa jest obwożony białym jeepem wśród prostackiej gawiedzi.
Oprócz więc całego ogromu pomieszania, jesteśmy dodatkowo w sytuacji rozwoju błędnych pojęć, nadużywanych przez krzykaczy obu stron, które to pojęcia – z czasem, na trwale – mogą się zakorzenić w naszej świadomości, a co nie byłoby korzystne dla jasnego rozumienia sytuacji. Zachód jest dodatkowo zaatakowany przez orient, a głównym jego przedstawicielem jest judaizm, który ma wybitną zdolność do podszywania się pod przeróżne instytucje, idee czy wyznania, a nawet osoby fizyczne. Trzeba zatem spróbować spokojnego spojrzenia na te problemy. W pierwszym rzędzie – w rozważaniach czy ocenach – rozdzielać narody od ich nielegalnej władzy, a nawet struktury państwowe, które są już zupełnie obcego pochodzenia, a w Polsce – co szczególnie ważne – nawet od jej okupantów. Należało by ideę , wiarę odróżnić od jej fałszywej powłoki, żydów usunąć ośrodków nominalnie polskich, tzn. ożywić hasło „Polska dla Polaków”.
Ta sytuacja błędnej identyfikacji ma miejsce nie tylko w Polsce czy na zachodzie Europy. Podobnie jest w Rosji, a tam może nawet szczególnie mamy do czynienia z ukrytymi procesami. W końcu ZSRR nie upadł pod ciosami mas ludowych czy też problemów gospodarczych. ZSRR został systemowo zdemontowany przez siły wewnętrzne w sowietach, przez czołowych liderów komunistycznych czy KGB. Sygnał do rozbiórki komunizmu wysłano bardzo dawano temu, a np. w Polsce takim sygnałowym był bandyta Kołakowski, który już w latach pięćdziesiątych chwalił się publicznie swym rozczarowaniem do idei Marxa, a włos mu z głowy nie spadł.
W tym okresie transformacji Rosji, upadku Europy, narody europejskie nie chcą wojny z Rosjanami, Francuzi, Szwedzi, Holendrzy, etc, chcą pokoju i spokoju. Te przerażone miny Merkel, Hollande’a czy Camerona, nie wspominając już politruków EU czy NATO, nie wynikają ze strachu przed Putinem, Majdanem czy Rosją. Osobnicy ci są przerażeni sytuacją na ich własnym zapleczu – boją się głosów własnych kolegów czy nawet sąsiadów z klatki schodowej. Jakby nisko nie oceniać społeczeństw zachodnich, różnią się one pozytywnie w stosunku do Polski tym, że tam obnażone kłamstwo czy oszustwo nie może być zbywane bezczelnością polityków, tam muszą oni sami odejść w niesławie. A EU to przecież banda złodziei i oszustów, którzy mianują siebie samych na przeróżne stanowiska, tworzą prawa, których nie chce żaden naród w Europie – nawet Niemcy. Merkel i podobni zauważają, że zbrodnie ustawodawstwa EU, prze-gigantyczne oszustwo EURO, gangsterskie systemy bankowe, które od dawna nie są już bankami, ale systemami lichwy stygmatyzującej ludzi niespłacalnym długiem, mogą mieć swoje odbicie w Rosji, a dołączenie głosu słusznego protestu Francuza, który wykrzyczy, że jest w sojuszu z Putinem, a nie z Hollande’m – tego na Zachodzi nikt nie zniesie i ten cyrk padnie jak domek z kart. Nawet do Polaków dociera świadomość, że to nie KGB-owcy od Putina zakuwali w kajdany bezbronne Francuzki protestujcie przeciw ideologii gender, ale demokratyczna francuska policja. I odwrotnie, to Putin pokazał, że Pussy Riot mają swe miejsce w więzieniu, a mohery w cerkwi, zaś na zachodzie jest dziś przeciwnie, co jest coraz wyraźniej artykułowane. Francja, Pierwsza Córa Kościoła, zaczyna ukazywać ośrodkom władzy na zachodzie, że w jej granicach jest budowane państwo alternatywne, państwo Francuzów, a Putin jest idolem antyhomseksulnych demonstrantów, a ci demonstranci liczeni w milionach są naturalnymi sojusznikami Rosji walczącej. A tak zaczyna być i w innych krajach.
Istnieje przeogromny strach na zachodzie i w USA oraz Izraelu, że nagle narody zachodnie zaczną widzieć w Rosji prostą moralność chrześcijańską czy normalnego sąsiada, używającego normalnej wymiany walutowej, gdzie pieniądz służy do wymiany dóbr, a nie do zniewalania człowieka. Np. w Finlandii, czołowi politycy rozważają podjęcie unii z Rosją, gdzie Finlandia miałaby być Hong Kongiem Rosji w Europie. Finlandia jest w EU, przyjęła EURO i ta waluta okradania narodów z ich własności zniszczyła także gospodarkę fińską. Finowie jako naród mający najmniejszy odsetek żydów w swych elitach, mieli najmniej tej trucizny – porównując z innymi krajami europejskimi – i najszybciej otrzeźwieli. Bo Finowie jako mieszkający u siebie – a bez żydów – myślą po fińsku, a nie po żydowsku – nie są więc zatruci koszerem i w przypadku problemu we własnym domu są jego jedynym włodarzem: nie uciekają do sąsiada, aby tam pracować przy zmywaku, ale robią porządki we własnym obejściu według własnych zamysłów.
I takie fińskie przebudzenie – lada chwila – nastąpi w innych narodach: Grecy, Duńczycy, Hiszpanie, Niemcy czy Francuzi zaczną myśleć po swojemu, a nie po żydowsku, jako ta ma miejsce obecnie, a co doprowadziło Europę na skraj przepaści demograficzno-gospodarczej czy do możliwości wojny jądrowej z Moskwą. Głosy te będą podobne do głosów Finów, to niewątpliwe. Ważne jest, aby i Lechici znaleźli swe miejsce w kontaktach z Rosją, z Rosjanami i bez pośredników – bez żydów, aby były to kontakty polsko – rosyjskie, a nie też i żydowskie. W Polsce takie fińskie przebudzenie jest niezbędnie potrzebne, ale – bądźmy tego świadomi – ze względu na zatrucie polskich umysłów potwornym, wielowiekowym zażydzeniem będzie to bardzo trudne.
Dlatego ważne jest, aby ten obecny moment ogromnego poparcia Polaków dla Rosjan wykorzystać do spokojnego dialogu z Rosjanami. Polacy muszą negocjować z Rosjanami bez pośredników, bez kompleksów, bez pogardy, bez cudzych interesów. Jest ku temu wielka okazja, bo od Bitwy pod Grunwaldem żaden ruski watażka czy car nie miał wśród Lachów takiego poparcia jak Putin, który zajął Krym. Lach zobaczył w Putnie faceta z jajami, który najpierw wyzłocił dupy najemnym idiotkom napadającym na cerkiewne ciotki, przedtem wprowadził zakaz różowym terrorystom, a obecnie pokazał żydom, że to Rosja pilnuje porządku koło swego płota i Obama nie ma na Krymie nic do roboty, że Syria na Ukrainie nie przejdzie, że arabskiej wiosny wokół Rosji nie będzie, że błąd z wycofaniem się z Rosji z Gruzji, sterowanej przez izraelskich wojskowych, nie będzie powtórzony. Lach to widzi i rozumie, Putkę podziwia i sam by tak chciał.
Nic jednak na ziemi nie powstanie bez pracy rąk i aby otrzymać pomoc z Niebios, trzeba tej pomocy pomóc własnym wysiłkiem. W naszej historii mamy wielkie tradycje samorządowe, które choć spaczone lub błędnie sterowane, jakoś rozpłynęły się we mgle, a nawet mają negatywne konotacje. Taką organizacją było Pospolite Ruszenie, które trzeba niezwłocznie powołać do życia w Polsce. Mało kto wie czy rozumie, że Solidarność przez okres jakichś 3-6 miesięcy takim pospolitym ruszeniem była i nawet ukuto pojęcie „ruch społeczny Solidarność”. Okazało się bowiem, że Ruch ten rozrósł się do większych rozmiarów niż związek zawodowy – a był największym ruchem społecznym w dziejach świata!!! Tak, Lach jest wielki, szkoda tylko, że tego nie wie! Była to oczywiście kolejna wielka szansa narodowa z której spuszczono powietrze , co stało się za przyczyną żydowskiej polityki Jana Pawła II, który faworyzował żydów na każdym kroku. Dzięki niemu żydzi opanowali szybko całą „Solidarność”, którą później zniszczyli dokumentnie, a potem zarżnięcie bezbronnej Polski było już tylko kwestią czasu. Jest to przykład i dobry, i zły. Dobry bo widać, że Polacy mogą bardzo wiele, a zły, bo wpuścili do swych struktur swych najgorszych wrogów – żydów.
Trzeba zatem dzisiaj powtórzyć podobne czyny, ale już bez błędów, tzn. bez żydów. Należy tu odrzucić demagogię tzw. „antysemityzmu”, bo tworzenie elitarnych związków narodowych jest naturalnym prawem narodów, o którym nauczali liczni papieże. Tworzenie organizacji bez żydów jest zgodne z nauką Kościoła Świętego, zaś filosemityzm, czy bardziej rasizm teologiczny, jaki szerzył JPII, są z tymi naukami sprzeczne. Zresztą JPII nauk Kościoła Świętego nt. żydów nigdy nie unieważnił, a więc są one kanonicznie ważne. A trzeba wiedzieć – w sensie prawa kanonicznego – że żaden aktualny papież nie ma prawa do głoszenia poglądów sprzecznych z Uroczystym Nauczaniem Poprzedników. Dlatego, że Uroczyste Nauczanie jest obligatoryjne także dla następców w Watykanie. Jeżeli ci następcy w równie uroczysty sposób nie uchylą tych elementów nauczania, a jedynie praktycznie głoszą sprzeczne z nimi uwagi własne, to sami popadają w grzech nieposłuszeństwa lub herezji i takie było „nauczanie” JPII o żydach. Jan Pawel II nigdy nie uchylił żadnego z licznych Uroczystych Nauczań Papieży o żydach, a jedynie szerzył własne prywatne poglądy Karola Wojtyły, gdzie albo wykazywał się nieposłuszeństwem wobec Uroczystego Nauczania Kościoła lub popadł w herezje, a nawet apostazje, jak twierdzi wielu teologów.
Świadomość powyższego jest bardzo ważna, bo terror żydowski w Polsce przybrał już rozmiary bezprawia sądowniczego, w przypadku jakiegokolwiek konfliktu z tym aparatem żydowskiej przemocy należy odwoływać się do dokumentów Kościoła Świętego jako obowiązujących wiernych, którzy mają i prawo i obowiązek żyć bez żydów, a wystarczy tu powołać się na Sobór Laterański III, którego nauki obowiązują i jeżeli prokurator chce prowadzić sprawę, to musi on najpierw uchylić podstawy prawne orzeczeń Nauczania Kościoła Katolickiego w Polsce. A nie jest to żadna błaha sprawa, bo np. tenże w/w Sobór narzuca anatemę na wszystkich „przedkładających żyda nad chrześcijanina”, czyli ten, który głosuje na żyda, popada w grzech śmiertelny i jest wiecznie potępiony, (to między innymi dlatego żydzi się poukrywali, żeby ludzie nie bali się grzechu wybierając żyda). Nota bene podobnym grzechem było też pomaganie żydom w trakcie okupacji niemieckiej w Polsce, gdzie ci laureaci „drzewek sprawiedliwych…”, którzy spowodowali tym „pomaganiem” szkody u chrześcijan, całych rodzin czy mieszkańców kamienic, zostali dotknięci anatemą i jeżeli nie zostali z tego rozgrzeszeni, to zmarli w stanie grzechu śmiertelnego. Te powyższe kilka zadań to sprawy arcyoczywiste, ale skutkiem upadku widzialnego Kościoła w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat są one nie tylko zapomniane, ale wręcz tak jakby niebyłe. Nie dziwmy się zatem, że błędy przeszłości co do naszego stosunku do żydów, przyniosły upadek naszej Ojczyzny i powtarzane obecnie niczego dobrego nam nie dają, a jedynie wyniszczają Naród i Państwo. Aby zatem Polskę ratować, trzeba zmienić ten stan rzeczy i odbudowę Ojczyzny prowadzić w zgodzie z nauką Kościoła Świętego.
Kiedy więc Lechici na nowo rozpoczną budowę Pospolitego Ruszenia, musi to być Ruszenie pod wezwaniem Jezusa Chrystusa Króla Polski. Rozmowy zaś w Rosjanami muszą odbywać się w Chrystusie Królu. Między Lachem a Rosjaninem: Chrystus, w Chrystusie i dla Chrystusa.
….a Putin? …. Putin jak chce, może się do nas przyłączyć, pomożemy mu, ale pod warunkiem, że w Jezusie Chrystusie Królu Polski.

+++

In Christo
(-)Krzysztof Cierpisz
22-III-2014
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.09.05 23:33 Gazetawarszawska 17 września dzień nastania okupacji żydowskiej w Polsce

OKUPACJA ŻYDOWSKA W POLSCE
17 września 1939 roku, jest to kolejny dzień – rocznica polskiej historii – który jest używany nie tyle do upamiętniania losów Polski i Polaków, ile jest kolejną okazją do siania kłamstwa historycznego, które swymi skutkami prowadzi do dalszego ogłupiania Polaków.
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/40-17-wrzesnia-dzien-nastania-okupacji-zydowskiej-w-polsce
Dzień 17 września 1939 jest istotnie dniem napaści sowieckiej na Polskę z jej najgorszymi dla skutkami. Ale media exponując rolę ZSRR , wyciszając rolę Niemiec, przemilczają całkowicie ludobójczą rolę żydów w bestialskich mordach hord żydowskich na polskiej bezbronnej ludności i polskich rezerwistach na Ziemiach Wschodnich. Które to akty ludobójstwa rozpoczęły się z zegarmistrzowską dokładnością, co najlepiej świadczy o tym, że to żydzi stali za Paktem Ribbentropp-Molotow, bo to oni byli do tych zbrodni natychmiast gotowi. Całkowicie przemilcza się ten fakt, a i skutkiem tego przemilcza fakt IV rozbioru polski, który nie był aktem dwustronnym Niemiec i ZSRR, ale odbył się z inspiracji żydowskiej właśnie, i to nie tylko żydów z hitlerowskich Niemiec czy żydów z sowietów, ale żydów z kręgów anglosaskich. 17 września jest dniem otwarcia wojny żydowskiej przeciw nam Polakom. Te akty żydowskiego ludobójstwa są całkowicie przemilczane, a NASZE milczenie – z naszej strony – jest świadectwem naszej polskiej hańby – braku u nas i rozumu, i godności. Gazeta Warszawska potępia to milczenie zarzynanych baranów i się od niego odcina.
(-) Redakcja Gazeta Warszawska.
+++ Laudetur Iesus Christus.
17 września mija kolejna już rocznica ”napaści Związku Radzieckiego na Polskę”. Skutkiem Paktu Ribbentrop-Mołotow Sowiety wbiły walczącej Polsce nóź w plecy i upadek militarny Polski stał się faktem, skutki tego mamy do dzisiaj, a sytuacja nieprzerwanie pogarsza się na naszą niekorzyść i można nawet powiedzieć, że w przypadku Polski II Wojna Światowa trwa nadal, a Polska wciąż wykrwawia się. Poważni historycy wojskowi powątpiewają w to, czy uderzenie bolszewickie było tylko zwykłą formalnością, a Polska i tak musiałaby upaść. Uważają oni, że Polska mogła się skutecznie bronić na swoich wschodnich terenach. W takim korzystniejszym dla nas przebiegu wojny kapitulacja byłaby wykluczona i Niemcy byłyby zmuszone do jakiegoś rozejmu, a to uchroniłoby nas przed ludobójstwem, które miało miejsce, rozpoczęło się wtedy i trwa do dzisiaj.📷
Za takim przebiegiem wypadków – z lepszą pozycją Polski, bez noża sowieckiego w plecach- przemawia sam fakt zaistnienia tego Paktu zawartego między Niemcami a Kremlem, bo gdyby Niemcy nie potrzebowały pomocy militarnej z sowieckiej strony, to nigdy podobnego paktu by nie podpisały – a co logiczne – bo umowy takie są i trudne, i niebezpieczne dla samych podpisujących. Jest oczywiste to, że Niemcy, tak politycy, jak i wojskowi, znali się dobrze na rzeczy i podejmując trud oraz ryzyko takiego paktu uznali go za niezbędny do własnego powodzenia militarnego w Polsce. Niemcy, oprócz strony bolszewickiej w tym pakcie, musiały mieć niewątpliwie pomoc, czy inspirację anglosaską i żydowską – więc dodatkową stronę, która z ukrycia zabezpieczała warunki umowy, bo w świecie żydomasonerii tak właśnie bywa, musi być kosherny świadek jako „ojciec chrzestny” porozumienia. Bez cienia wątpliwości ta ukryta strona była zupełnie inną siłą, tak ilościowo, jak i jakościowo, a w kwestii hierarchii stała ona zarówno nad Niemcami, jaki i nad Kremlem. Hipoteza sugerująca inspirację żydowską Paktu Ribbentrop-Mołotow dobrze pasuje do obrazu Polski z września 1939 roku, gdzie Polska była nie tylko osamotnioną ofiarą niemieckiego i bolszewickiego agresora, ale równocześnie została poddana dobrze wystudiowanej zmowie obojętności państw sojuszniczych, a co właśnie bez żydowskiej koterii nie poszłoby tak gładko.
📷
17 września – żydzi na defiladzie
Jako taka Polska jest nie tyle przedmiotem agresji Niemiec, czy bolszewii, ale ofiarą światowego żydostwa, które do swych zbrodniczych celów posłużyło się przeciw Polsce frontem zachodnim i wschodnim, pilnując z Londynu i Nowego Yorku tego, aby do Polski nikt się nie wtrącał, a skutkiem czego sojusznicy wyczekiwali w milczeniu naszego upadku. Tak było na zewnątrz, a zaś w sercu Polski na zapleczu frontów bezbronna cywilna ludność czy nieuzbrojeni rezerwiści stali się przedmiotem ataków zorganizowanychgrup żydowskich, uzbrojonych wcześniej przez masowy przemyt broni ze wschodu. Nie były to żadne „porządki administracyjne chwilowego bezkrólewia”, ale zaplanowane żydowskie ludobójstwo na bezbronnych Polakach rozbuchane żydowską świadomością zmowy pozostawienia Polski przez sojuszników na pastwę losu.
Regularne łapanki bezbronnych Polaków dokonywane przez uzbrojonych żydów, rozstrzeliwania, rytualne zarzynania, czy przybijanie do podłóg ofiar przez żydowskie bestie były na porządku dziennym polskich miast i wsi września 1939 roku. Fakt gromadnego witania przez żydów wkraczających wojsk Wermachtu czy Armii Czerwonej to bagatela zbrodni w proporcji do tego, czego ci żydzi dopuścili się wobec Polaków w tym zaledwie kilkudniowym okresie przejściowym. Mimo ścisłej żydowskiej powojennej cenzury zachowały się na to dokumenty, a niewątpliwym symbolem tych żydowskich zbrodni na Polakach jest Katyń.
Zbrodnie żydowskie na bezbronnej ludności i rezerwistach dokonane zaledwie w ciągu kilku wrześniowych dni były tak przerażające i rozlegle, że ludność terenów wschodnich witała z ulgą wejście Armii Czerwonej, bo ta kolejna bestia, poznana wcześniej w 1920 roku, była mniej groźna niż żydowski pojedynczy nawet sąsiad. A to daje najlepszy obraz tego, do czego zdolny jest żyd, którego obecnie łzawy niewinny obraz przemyca żydowska propaganda w okupowanej Polsce. Zauważamy, że o ile nominalna agresja niemiecka zakończyła się klęską Niemiec, agresja bolszewicka rozpadem ZSRR, to agresja żydowskiego okupanta w Polsce nie zakończyła się nigdy i trwa do dzisiaj. Żydostwo jako „trzecia” strona agresji wrześniowej jest jedyną faktyczną stroną tamtej wojny toczonej przeciw nam i jako taka jest faktyczną stroną i głównym beneficjentem naszego wyniszczenia.
📷
Żydzi są zwycięzcami nad nami i sprawują coraz szerszą władzę okupacyjną. Nie dziw zatem, że losy Polski powojennej toczą się tak strasznie, że odbywa się otwarty apartheid, z aborcją na 10-20 milionów (bardziej się mówi o 20, a niektórzy nawet piszą o 24, plus oczywiście ich ew. dzieci, których nie było), z wypędzeniem 5-10 milionów z Polski, z całkowitym zniszczeniem podstawowej gospodarki, z zadłużaniem przekraczającym możliwość spłaty, z demontażem granic państwa, z porywaniem polskich dzieci, z eutanazją chorych i starych, z zatruciem umysłów młodych przez totalny psychodelik, nie mający podobnego przykładu w jakimkolwiek innym kraju Europy. A totalny upadek widzialnego Kościoła Świętego, z którego usunięto Syna Bożego Pana Jezusa Chrystusa i ogólne pojęcia Pana Boga jako Trójcy Przenajświętszej dopełnia ten straszny obraz sytuacji, bo Nasz Naród przez 1000 lat żywił się Bogiem Trójjedynym, który teraz leży gdzieś w lamusie, jeżeli nie gorzej, a my nawet nie wiemy w którym, więc nie potrafimy Go odnaleźć i umieramy z głodu Boga, a brak Tego Posiłku nie pozwala nam na odbicie się od dna. W Synagodze watykańskiej, która jest mylnie traktowana jako Kościół katolicki, od 50 lat obowiązuje bóg żydów i bóg muzułman – a co nawet jest otwarcie napisane w nowym katechizmie – jako wspólny (tożsamy) z Bogiem Chrześcijan, a co jest kłamstwem i bluźnierstwem. Bo Pan Bóg jest w Trzech Osobach, a nie w jednej! Skutkiem tego kwestia naszego rozpoznania TOŻSAMOŚCI Pana Boga ciągle się pogarsza i przynosi nam negatywne skutki. Kiedy watykańskie bluźnierstwa przeciw Panu Bogu Najwyższemu w Trójcy Świętej Jedynym usunęły Go jak przedmiot kultu chrześcijan (w bardzo wielu już miejscach i proces ten dynamicznie postępuje), został On ukradkiem zastąpiony kultem żyda, a co – tyle nieinteligentny, co i bezczelny – Bergoglio niezgrabnie eksponuje. Watykański kult żyda siłą kulturowej inercji przedziera się do polskiej świadomości, a więc jesteśmy nie tylko głodni Boga, ale i co gorsza, zatruci tym antybogiem, skutkiem tego z katolików stajemy się żydami, dzięki czemu żydzi tym łatwiej sprawują władzę okupacyjną nad nami. I tak koło się zamyka. Powszechnie rozpowszechniane brednie o żydowskich ofiarach w czasie drugiej wojny światowej są ustalonym już standardem w świecie głupoty mas ludzkich – i im dalej od wojny, i jej faktycznych świadków, tym dramatyczniej oraz niesprawiedliwiej dla tych niewinnych żydów tamtego okresu okupacji. Ale ostatnimi laty, obraz ten – zakorzeniony głównie wśród pospólstwa – nie jest już jedyny i nie dotyczy on ludzi badających historię tamtego okresu. Grupy badaczy po okresie dziesięcioleci stagnacji badawczej tamtej epoki rosną z każdym rokiem i ujawniane nowe fakty ukazują nam coraz pełniejszą prawdę. Prawdę, która bardziej pasuje do liczb, logiki czy nieco zapomnianych przekazów nieżyjących już świadków tamtych wydarzeń, aniżeli żydowskie brednie mające swe źródło w kolejnych już klonach opowieści starotestamentowych czy przepowiedniach cadyków, którzy liczbę sześciu milionów żydowskich ofiar odczytali w swych kibucach na Bałkanach, i to na długo przed rzezią Ormian. Bo stamtąd ta mądrość- proroctwo pochodzi, które następnie zawędrowało do świata anglosaskiego, skąd później zostało przekazane całej ludzkości. Zresztą, a co nas obchodzą żydowskie sprawy, to wszytko odrzucamy jako żydowskie natręctwo, które nam przeszkadza i nic innego!
Dodatkowo, chcą żydzi abyśmy dzielili z nimi ich “biedę”, czemu nam nie proponują również abyśmy dzieli z nimi ich bogactwa?
W dniu dzisiejszym, patrząc na II Wojnę światową, która trwa do dzisiaj – a przynajmniej dla nas, bo w skutkach wojny 1939 nigdy nie odzyskaliśmy niepodległości, suwerenności i nigdy, nawet przez jeden dzień, nie byliśmy w swoim własnym domu sami z sobą – Polska wygląda i strasznie, i beznadziejnie. Kiedy nie zamknęliśmy wydarzeń II wojny światowej w sposób zgodny z naszymi interesami i rok po roku ofiarami wojny są już nie tylko żydzi, ale i Niemcy, którzy mordując nas, wysadzając w powietrze nasze miasta i wsie, wypalająca nasze lasy – ponieśli „szkody materialne”, które my mamy powetować, otwiera się nam perspektywę kolejnej wojny światowej. Wojna ta jest zaplanowana z naszą pierwszoplanową rolą mięsa armatniego przeciw Rosji. Pretekstem do wojny jest ciężki los Ukraińców, którym „Rosja mocno dokucza”, a z czym Polacy „nie mogą się pogodzić”. Rola Polski i Polaków jako tarana przeciw Rosji i Rosjanom jest wylansowana przez żydów i są to ci sami żydzi, albo tacy sami, którzy 17 września rozpoczęli mordy Polaków na całej granicy wschodniej, a potem po wojnie milionami abortowali nasze nienarodzone dzieci, a tym, które uciekły spod noża, masowo oferowano wódkę lub inne podobne – co po nas widać. Ta obecna sytuacja jest tym bardziej niebezpieczna dla Polski i Europy niż we wrześniu 1939, a są to właśnie skutki naszych polskich zaniedbań czy słabości. Chodzi tu o tolerancję wobec zbrodniczości żydowskiej wymierzanej głównie w nas, ale też i w inne społeczności europejskie, a za co jesteśmy słusznie znienawidzeni czy pogardzani jako ci, którzy źle dbają o porządki we własnym obejściu.
W momencie, kiedy III wojna światowa wisi w powietrzu, a która może się zacząć od zrzucenia bomby nuklearnej na Polskę, a czemu „będzie winna Rosja”, bo według masowej propagandy „tak ma być”, musimy dokonać wysiłku odwrócenia złych tendencji i w końcu zacząć nazywać rzeczy po imieniu, a w tym wypadku, oprócz morza innych polskich zaniedbań: postawić żydów w stan odpowiedzialności za tysiąc lat ich zbrodni na naszym Lechickim narodzie. Te tysiąc lat zbrodni, to polowanie na ludzi i handel tak zdobytymi niewolnikami zanotowany już w pierwszych kronikach naszej państwowości, masowe przekupstwa urzędników królewskich celem czerpania korzyści, szpiegostwa na rzecz naszych wrogów, etc., etc. Musimy zażądać zwrotu od żydów wszystkich okupów, wszystkich lichw, wszystkich długów żydowskich wobec osób prywatnych czy Korony, a to z odsetkami. Tak np. uczynili Egipcjanie, którzy kilka lat temu naliczyli żydom długi z odsetkami tytułem kradzieży złota i srebra podczas Ucieczki z Egiptu. Tam w Egipcie, w kulturze wielkich starożytnych mądrości, nikt takich długów żydom nie zamierza odpuszczać, z takich rozliczeń nikt nie kpi, bo każdy rozsądny człowiek wie, że kwity trzeba umieć trzymać w pogotowiu. Wiele zbrodni żydowskich w Polsce bazuje na tzw. „Przywilejach Bolesława”. Przywileje te lub „Statut Kaliski” z 1264 roku są mentalnym gruntem żydowskich grabieży w obecnej Polsce. Są one niechybnie wymyślone przez żydów, a jako takie są nieważne. A nawet gdyby przywileje te miały miejsce w odległej przeszłości, to my Lechici musimy te przywileje ogłosić za niebyłe, a wszelkie korzyści dane tym przywilejem żydom muszą im być odebrane i to łącznie z procentem. W naszej konstytucji prawnej umowa zawarta skutkiem przestępstwa jest nieważna i nie przynosi skutków prawnych, umowa zawarta w złej wierze, która czyni szkody społeczne, również jest nieważna – wszelkie konsekwencje spadają na stronę wiarołomną i musi ona ponieść koszty, i to z nawiązką. Podobnie jest z żydowskim zbrodniami przeciw Narodowi – to jest kolaboracją z naszymi wrogami – żydzi muszą za to zapłacić, w tym za 17 września 1939 roku, czy też za Katyń. Żydzi muszą zapłacić za propagowanie aborcji na polskich dzieciach i za prawa aborcyjne, które narzucili Polsce w latach 50-tych podczas okupacji PRL-owskiej. Żydzi muszą zapłacić za poniżanie niewiast polskich, które pracując w przedsiębiorstwach produkujących kosher muszą rejestrować u przełożonych swój cykl miesiączkowy, a to po to, aby miesiączką nie pokalać koszerności wyrobu. Każdy polski wyrób spożywczy sprzedawany do strefy anglosaskiej czy izraelskiej jest certyfikowany kosherem, który ma stałą stawkę 0.5% wartości – ląduje ona w kieszeni rabina (jest wolna od podatku, bo urząd skarbowy boi się żyda i udaje, że nic nie wie). Stawkę ten – haracz – rabini muszą nam zwrócić, i to również z procentem dłużnym plus grzywa podatkowa. Lista żydowskich powinności wobec nas Lechitów jest długa, bardzo długa, a tu wymienione należności to jedynie przykładowe zręby. Ale długość tej listy nie może stać nam na przeszkodzie w wystawianiu żydom naszych kwitów – ich wystawienie to nasza powinność moralna i cywilizacyjna. Dzień 17 września to właściwą datą ku temu, aby powinności te wymienić.
In Christo Krzysztof Cierpisz 17-IX-2014
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.09.05 09:20 Gazetawarszawska 17 września dzień nastania okupacji żydowskiej w Polsce

17 września 1939 roku, jest to kolejny dzień – rocznica polskiej historii – który jest używany nie tyle do upamiętniania losów Polski i Polaków, ile jest kolejną okazją do siania kłamstwa historycznego, które swymi skutkami prowadzi do dalszego ogłupiania Polaków.

http://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/40-17-wrzesnia-dzien-nastania-okupacji-zydowskiej-w-polsce

Dzień 17 września 1939 jest istotnie dniem napaści sowieckiej na Polskę z jej najgorszymi dla skutkami. Ale media exponując rolę ZSRR , wyciszając rolę Niemiec, przemilczają całkowicie ludobójczą rolę żydów w bestialskich mordach hord żydowskich na polskiej bezbronnej ludności i polskich rezerwistach na Ziemiach Wschodnich. Które to akty ludobójstwa rozpoczęły się z zegarmistrzowską dokładnością, co najlepiej świadczy o tym, że to żydzi stali za Paktem Ribbentropp-Molotow, bo to oni byli do tych zbrodni natychmiast gotowi. Całkowicie przemilcza się ten fakt, a i skutkiem tego przemilcza fakt IV rozbioru polski, który nie był aktem dwustronnym Niemiec i ZSRR, ale odbył się z inspiracji żydowskiej właśnie, i to nie tylko żydów z hitlerowskich Niemiec czy żydów z sowietów, ale żydów z kręgów anglosaskich. 17 września jest dniem otwarcia wojny żydowskiej przeciw nam Polakom. Te akty żydowskiego ludobójstwa są całkowicie przemilczane, a NASZE milczenie – z naszej strony – jest świadectwem naszej polskiej hańby – braku u nas i rozumu, i godności. Gazeta Warszawska potępia to milczenie zarzynanych baranów i się od niego odcina.
(-) Redakcja Gazeta Warszawska.
+++ Laudetur Iesus Christus.
17 września mija kolejna już rocznica ”napaści Związku Radzieckiego na Polskę”. Skutkiem Paktu Ribbentrop-Mołotow Sowiety wbiły walczącej Polsce nóź w plecy i upadek militarny Polski stał się faktem, skutki tego mamy do dzisiaj, a sytuacja nieprzerwanie pogarsza się na naszą niekorzyść i można nawet powiedzieć, że w przypadku Polski II Wojna Światowa trwa nadal, a Polska wciąż wykrwawia się. Poważni historycy wojskowi powątpiewają w to, czy uderzenie bolszewickie było tylko zwykłą formalnością, a Polska i tak musiałaby upaść. Uważają oni, że Polska mogła się skutecznie bronić na swoich wschodnich terenach. W takim korzystniejszym dla nas przebiegu wojny kapitulacja byłaby wykluczona i Niemcy byłyby zmuszone do jakiegoś rozejmu, a to uchroniłoby nas przed ludobójstwem, które miało miejsce, rozpoczęło się wtedy i trwa do dzisiaj.📷
Za takim przebiegiem wypadków – z lepszą pozycją Polski, bez noża sowieckiego w plecach- przemawia sam fakt zaistnienia tego Paktu zawartego między Niemcami a Kremlem, bo gdyby Niemcy nie potrzebowały pomocy militarnej z sowieckiej strony, to nigdy podobnego paktu by nie podpisały – a co logiczne – bo umowy takie są i trudne, i niebezpieczne dla samych podpisujących. Jest oczywiste to, że Niemcy, tak politycy, jak i wojskowi, znali się dobrze na rzeczy i podejmując trud oraz ryzyko takiego paktu uznali go za niezbędny do własnego powodzenia militarnego w Polsce. Niemcy, oprócz strony bolszewickiej w tym pakcie, musiały mieć niewątpliwie pomoc, czy inspirację anglosaską i żydowską – więc dodatkową stronę, która z ukrycia zabezpieczała warunki umowy, bo w świecie żydomasonerii tak właśnie bywa, musi być kosherny świadek jako „ojciec chrzestny” porozumienia. Bez cienia wątpliwości ta ukryta strona była zupełnie inną siłą, tak ilościowo, jak i jakościowo, a w kwestii hierarchii stała ona zarówno nad Niemcami, jaki i nad Kremlem. Hipoteza sugerująca inspirację żydowską Paktu Ribbentrop-Mołotow dobrze pasuje do obrazu Polski z września 1939 roku, gdzie Polska była nie tylko osamotnioną ofiarą niemieckiego i bolszewickiego agresora, ale równocześnie została poddana dobrze wystudiowanej zmowie obojętności państw sojuszniczych, a co właśnie bez żydowskiej koterii nie poszłoby tak gładko.
📷
17 września – żydzi na defiladzie
Jako taka Polska jest nie tyle przedmiotem agresji Niemiec, czy bolszewii, ale ofiarą światowego żydostwa, które do swych zbrodniczych celów posłużyło się przeciw Polsce frontem zachodnim i wschodnim, pilnując z Londynu i Nowego Yorku tego, aby do Polski nikt się nie wtrącał, a skutkiem czego sojusznicy wyczekiwali w milczeniu naszego upadku. Tak było na zewnątrz, a zaś w sercu Polski na zapleczu frontów bezbronna cywilna ludność czy nieuzbrojeni rezerwiści stali się przedmiotem ataków zorganizowanychgrup żydowskich, uzbrojonych wcześniej przez masowy przemyt broni ze wschodu. Nie były to żadne „porządki administracyjne chwilowego bezkrólewia”, ale zaplanowane żydowskie ludobójstwo na bezbronnych Polakach rozbuchane żydowską świadomością zmowy pozostawienia Polski przez sojuszników na pastwę losu.
Regularne łapanki bezbronnych Polaków dokonywane przez uzbrojonych żydów, rozstrzeliwania, rytualne zarzynania, czy przybijanie do podłóg ofiar przez żydowskie bestie były na porządku dziennym polskich miast i wsi września 1939 roku. Fakt gromadnego witania przez żydów wkraczających wojsk Wermachtu czy Armii Czerwonej to bagatela zbrodni w proporcji do tego, czego ci żydzi dopuścili się wobec Polaków w tym zaledwie kilkudniowym okresie przejściowym. Mimo ścisłej żydowskiej powojennej cenzury zachowały się na to dokumenty, a niewątpliwym symbolem tych żydowskich zbrodni na Polakach jest Katyń.
Zbrodnie żydowskie na bezbronnej ludności i rezerwistach dokonane zaledwie w ciągu kilku wrześniowych dni były tak przerażające i rozlegle, że ludność terenów wschodnich witała z ulgą wejście Armii Czerwonej, bo ta kolejna bestia, poznana wcześniej w 1920 roku, była mniej groźna niż żydowski pojedynczy nawet sąsiad. A to daje najlepszy obraz tego, do czego zdolny jest żyd, którego obecnie łzawy niewinny obraz przemyca żydowska propaganda w okupowanej Polsce. Zauważamy, że o ile nominalna agresja niemiecka zakończyła się klęską Niemiec, agresja bolszewicka rozpadem ZSRR, to agresja żydowskiego okupanta w Polsce nie zakończyła się nigdy i trwa do dzisiaj. Żydostwo jako „trzecia” strona agresji wrześniowej jest jedyną faktyczną stroną tamtej wojny toczonej przeciw nam i jako taka jest faktyczną stroną i głównym beneficjentem naszego wyniszczenia.
📷
Żydzi są zwycięzcami nad nami i sprawują coraz szerszą władzę okupacyjną. Nie dziw zatem, że losy Polski powojennej toczą się tak strasznie, że odbywa się otwarty apartheid, z aborcją na 10-20 milionów (bardziej się mówi o 20, a niektórzy nawet piszą o 24, plus oczywiście ich ew. dzieci, których nie było), z wypędzeniem 5-10 milionów z Polski, z całkowitym zniszczeniem podstawowej gospodarki, z zadłużaniem przekraczającym możliwość spłaty, z demontażem granic państwa, z porywaniem polskich dzieci, z eutanazją chorych i starych, z zatruciem umysłów młodych przez totalny psychodelik, nie mający podobnego przykładu w jakimkolwiek innym kraju Europy. A totalny upadek widzialnego Kościoła Świętego, z którego usunięto Syna Bożego Pana Jezusa Chrystusa i ogólne pojęcia Pana Boga jako Trójcy Przenajświętszej dopełnia ten straszny obraz sytuacji, bo Nasz Naród przez 1000 lat żywił się Bogiem Trójjedynym, który teraz leży gdzieś w lamusie, jeżeli nie gorzej, a my nawet nie wiemy w którym, więc nie potrafimy Go odnaleźć i umieramy z głodu Boga, a brak Tego Posiłku nie pozwala nam na odbicie się od dna. W Synagodze watykańskiej, która jest mylnie traktowana jako Kościół katolicki, od 50 lat obowiązuje bóg żydów i bóg muzułman – a co nawet jest otwarcie napisane w nowym katechizmie – jako wspólny (tożsamy) z Bogiem Chrześcijan, a co jest kłamstwem i bluźnierstwem. Bo Pan Bóg jest w Trzech Osobach, a nie w jednej! Skutkiem tego kwestia naszego rozpoznania TOŻSAMOŚCI Pana Boga ciągle się pogarsza i przynosi nam negatywne skutki. Kiedy watykańskie bluźnierstwa przeciw Panu Bogu Najwyższemu w Trójcy Świętej Jedynym usunęły Go jak przedmiot kultu chrześcijan (w bardzo wielu już miejscach i proces ten dynamicznie postępuje), został On ukradkiem zastąpiony kultem żyda, a co – tyle nieinteligentny, co i bezczelny – Bergoglio niezgrabnie eksponuje. Watykański kult żyda siłą kulturowej inercji przedziera się do polskiej świadomości, a więc jesteśmy nie tylko głodni Boga, ale i co gorsza, zatruci tym antybogiem, skutkiem tego z katolików stajemy się żydami, dzięki czemu żydzi tym łatwiej sprawują władzę okupacyjną nad nami. I tak koło się zamyka. Powszechnie rozpowszechniane brednie o żydowskich ofiarach w czasie drugiej wojny światowej są ustalonym już standardem w świecie głupoty mas ludzkich – i im dalej od wojny, i jej faktycznych świadków, tym dramatyczniej oraz niesprawiedliwiej dla tych niewinnych żydów tamtego okresu okupacji. Ale ostatnimi laty, obraz ten – zakorzeniony głównie wśród pospólstwa – nie jest już jedyny i nie dotyczy on ludzi badających historię tamtego okresu. Grupy badaczy po okresie dziesięcioleci stagnacji badawczej tamtej epoki rosną z każdym rokiem i ujawniane nowe fakty ukazują nam coraz pełniejszą prawdę. Prawdę, która bardziej pasuje do liczb, logiki czy nieco zapomnianych przekazów nieżyjących już świadków tamtych wydarzeń, aniżeli żydowskie brednie mające swe źródło w kolejnych już klonach opowieści starotestamentowych czy przepowiedniach cadyków, którzy liczbę sześciu milionów żydowskich ofiar odczytali w swych kibucach na Bałkanach, i to na długo przed rzezią Ormian. Bo stamtąd ta mądrość- proroctwo pochodzi, które następnie zawędrowało do świata anglosaskiego, skąd później zostało przekazane całej ludzkości. Zresztą, a co nas obchodzą żydowskie sprawy, to wszytko odrzucamy jako żydowskie natręctwo, które nam przeszkadza i nic innego!
Dodatkowo, chcą żydzi abyśmy dzielili z nimi ich “biedę”, czemu nam nie proponują również abyśmy dzieli z nimi ich bogactwa?
W dniu dzisiejszym, patrząc na II Wojnę światową, która trwa do dzisiaj – a przynajmniej dla nas, bo w skutkach wojny 1939 nigdy nie odzyskaliśmy niepodległości, suwerenności i nigdy, nawet przez jeden dzień, nie byliśmy w swoim własnym domu sami z sobą – Polska wygląda i strasznie, i beznadziejnie. Kiedy nie zamknęliśmy wydarzeń II wojny światowej w sposób zgodny z naszymi interesami i rok po roku ofiarami wojny są już nie tylko żydzi, ale i Niemcy, którzy mordując nas, wysadzając w powietrze nasze miasta i wsie, wypalająca nasze lasy – ponieśli „szkody materialne”, które my mamy powetować, otwiera się nam perspektywę kolejnej wojny światowej. Wojna ta jest zaplanowana z naszą pierwszoplanową rolą mięsa armatniego przeciw Rosji. Pretekstem do wojny jest ciężki los Ukraińców, którym „Rosja mocno dokucza”, a z czym Polacy „nie mogą się pogodzić”. Rola Polski i Polaków jako tarana przeciw Rosji i Rosjanom jest wylansowana przez żydów i są to ci sami żydzi, albo tacy sami, którzy 17 września rozpoczęli mordy Polaków na całej granicy wschodniej, a potem po wojnie milionami abortowali nasze nienarodzone dzieci, a tym, które uciekły spod noża, masowo oferowano wódkę lub inne podobne – co po nas widać. Ta obecna sytuacja jest tym bardziej niebezpieczna dla Polski i Europy niż we wrześniu 1939, a są to właśnie skutki naszych polskich zaniedbań czy słabości. Chodzi tu o tolerancję wobec zbrodniczości żydowskiej wymierzanej głównie w nas, ale też i w inne społeczności europejskie, a za co jesteśmy słusznie znienawidzeni czy pogardzani jako ci, którzy źle dbają o porządki we własnym obejściu.
W momencie, kiedy III wojna światowa wisi w powietrzu, a która może się zacząć od zrzucenia bomby nuklearnej na Polskę, a czemu „będzie winna Rosja”, bo według masowej propagandy „tak ma być”, musimy dokonać wysiłku odwrócenia złych tendencji i w końcu zacząć nazywać rzeczy po imieniu, a w tym wypadku, oprócz morza innych polskich zaniedbań: postawić żydów w stan odpowiedzialności za tysiąc lat ich zbrodni na naszym Lechickim narodzie. Te tysiąc lat zbrodni, to polowanie na ludzi i handel tak zdobytymi niewolnikami zanotowany już w pierwszych kronikach naszej państwowości, masowe przekupstwa urzędników królewskich celem czerpania korzyści, szpiegostwa na rzecz naszych wrogów, etc., etc. Musimy zażądać zwrotu od żydów wszystkich okupów, wszystkich lichw, wszystkich długów żydowskich wobec osób prywatnych czy Korony, a to z odsetkami. Tak np. uczynili Egipcjanie, którzy kilka lat temu naliczyli żydom długi z odsetkami tytułem kradzieży złota i srebra podczas Ucieczki z Egiptu. Tam w Egipcie, w kulturze wielkich starożytnych mądrości, nikt takich długów żydom nie zamierza odpuszczać, z takich rozliczeń nikt nie kpi, bo każdy rozsądny człowiek wie, że kwity trzeba umieć trzymać w pogotowiu. Wiele zbrodni żydowskich w Polsce bazuje na tzw. „Przywilejach Bolesława”. Przywileje te lub „Statut Kaliski” z 1264 roku są mentalnym gruntem żydowskich grabieży w obecnej Polsce. Są one niechybnie wymyślone przez żydów, a jako takie są nieważne. A nawet gdyby przywileje te miały miejsce w odległej przeszłości, to my Lechici musimy te przywileje ogłosić za niebyłe, a wszelkie korzyści dane tym przywilejem żydom muszą im być odebrane i to łącznie z procentem. W naszej konstytucji prawnej umowa zawarta skutkiem przestępstwa jest nieważna i nie przynosi skutków prawnych, umowa zawarta w złej wierze, która czyni szkody społeczne, również jest nieważna – wszelkie konsekwencje spadają na stronę wiarołomną i musi ona ponieść koszty, i to z nawiązką. Podobnie jest z żydowskim zbrodniami przeciw Narodowi – to jest kolaboracją z naszymi wrogami – żydzi muszą za to zapłacić, w tym za 17 września 1939 roku, czy też za Katyń. Żydzi muszą zapłacić za propagowanie aborcji na polskich dzieciach i za prawa aborcyjne, które narzucili Polsce w latach 50-tych podczas okupacji PRL-owskiej. Żydzi muszą zapłacić za poniżanie niewiast polskich, które pracując w przedsiębiorstwach produkujących kosher muszą rejestrować u przełożonych swój cykl miesiączkowy, a to po to, aby miesiączką nie pokalać koszerności wyrobu. Każdy polski wyrób spożywczy sprzedawany do strefy anglosaskiej czy izraelskiej jest certyfikowany kosherem, który ma stałą stawkę 0.5% wartości – ląduje ona w kieszeni rabina (jest wolna od podatku, bo urząd skarbowy boi się żyda i udaje, że nic nie wie). Stawkę ten – haracz – rabini muszą nam zwrócić, i to również z procentem dłużnym plus grzywa podatkowa. Lista żydowskich powinności wobec nas Lechitów jest długa, bardzo długa, a tu wymienione należności to jedynie przykładowe zręby. Ale długość tej listy nie może stać nam na przeszkodzie w wystawianiu żydom naszych kwitów – ich wystawienie to nasza powinność moralna i cywilizacyjna. Dzień 17 września to właściwą datą ku temu, aby powinności te wymienić.
In Christo Krzysztof Cierpisz 17-IX-2014
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.08.07 20:05 jw_mentions Possible Discussion on /r/Polska in post "AMA - Jestem Świadkiem Jehowy"

I am a bot! Please send me a private message with any comments or feedback on how I work.
EDIT: As of Sun Sep 16 02:10:59 EDT 2018, the post is at [48pts15c]

About Post:

--- --- Notes
Submission AMA - Jestem Świadkiem Jehowy
Comments AMA - Jestem Świadkiem Jehowy
Author Swiadek_Jehowy
Subreddit /Polska
Posted On Tue Aug 07 09:30:13 EDT 2018
Score 48 as of Sun Sep 16 02:10:59 EDT 2018
Total Comments 331

Post Body:

Hejka, Pytajcie o wszystko co chcielibyście wiedzieć o nas, ŚJ, a głupio przy drzwiach do nieznajomych.
Weryfikacja
Świadkowie Jehowy - najczęsciej kojarzycie nas z głoszenia, czyli pewnego dnia dzwonek do drzwi i dwójka ludzi zaczyna gadkę o Biblii. Ostatnio też widać nas na ulicach ze specjalnymi wózkami, jednak często nas spotykacie i nawet o tym nie wiecie, bo jesteśmy normalnymi ludźmi ze swoimi hobby, problemami i radościami jak każdy.
Tak, jesteśmy Chrześcijanami. Czym się różnimy od innych religii chrześcijańskich? * Wierzymy, że Jezus jest Synem Boga, a nie częścią Trójcy. * Nie wierzymy w naukę o nieśmiertelności duszy, ani w to, że Bóg skazuje ludzi na wieczne męki w piekle. * W stosunku do osób przewodzących nam w działalności religijnej nie używamy tytułów, które wynosiłyby ich ponad innych * Nie uważamy by oddawanie czci krzyżowi (jako narzędziu mordu) było właściwe. * Wszystkie swoje nauki staram się jak najbardziej opierać na Biblii
Więcej informacji o naszych wierzeniach opartych na Biblii znajdziecie TUTAJ
A teraz, Ask Me Anything

Related Comments (15):

--- --- Notes
Author ohmyjw
Posted On Wed Aug 08 06:51:15 EDT 2018
Score 7 as of Sun Sep 16 02:10:59 EDT 2018
Body link
Niezależnie od tego co odpowie OP - tak, to prawda. Pierwszy z brzegu cytat ze Strażnicy (rok 2017):
Chociaż może to nie być łatwe, musimy unikać kontaktów z wykluczonymi krewnymi — przez telefon, SMS-y, listy, mejle czy portale społecznościowe.
Kolejny (rok 2013):
Nie szukaj wymówek, żeby móc kontaktować się z wykluczonym krewnym, na przykład za pośrednictwem SMS-ów czy e-maili.
Zwrot "wykluczonymi" odnosi się do osób, które zostały wyrzucone z organizacji podczas procedury zwanej "komitetem sądowniczym", ale również do osób, które odeszły z niej same. Na kongresach Świadków Jehowy w ostatnich latach wyświetlano nawet filmy, na których wykluczona córka / syn dzwonią do rodziców, a ci nie odbierają telefonu.
I niestety bardzo często tak to wygląda w praktyce, czego sam jestem przykładem. Od powyższej reguły jest jeden wyjątek - w przypadku gdy dziecko nigdy nie zostało Świadkiem Jehowy (nie wzięło chrztu) wtedy z technicznego punktu widzenia nie jest wykluczone nawet jeśli przestanie chodzić na zebrania, głosić czy nawet wierzyć. I z taką osobą reszta rodziny może utrzymywać kontakty. Świadkowie Jehowy często lubią wskazywać na tę zasadę twierdząc, że wcale nie zrywają kontaktu z osobami które "odeszły" (sprytnie unikając doprecyzowania, że jest różnica pomiędzy "odejściem" a "odłączeniem się" bądź zostaniem "wykluczonym"). Tego rodzaju brak szczerości w odpowiedzi na to pytanie można nawet zobaczyć na ich stronie internetowej.
--- --- Notes
Author Swiadek_Jehowy
Posted On Thu Aug 09 05:28:14 EDT 2018
Score 2 as of Sun Sep 16 02:10:59 EDT 2018
Body link
Chyba subiektywne wrażenie, bo tych ze stojakiami bardziej widać. Nadal głosimy od domu do domu, ale faktycznie coś się zmieniło. Co raz częściej w rozmowach z ludźmi posługujemy się linkami do artykułow na jw.org, czy filmami tam zamieszczonymi. Po to jest internet i współczesna technika, żeby z niej korzystać.
--- --- Notes
Author Swiadek_Jehowy
Posted On Thu Aug 09 07:03:16 EDT 2018
Score 2 as of Sun Sep 16 02:10:59 EDT 2018
Body link
  1. Urodziłem się w rodzinie SJ, ale sam zostałem ochrzczony jak miałem 17 lat.
  2. Tak, jest to bardzo ważne dla wszystkich ŚJ. Jest to potwierdzenie, że jesteśmy na dobrej drodze. Wiemy, że możemy zostać pokonani (wielu ŚJ w Niemczech za czasów nazistów straciło zdrowie w obozach a niektórzy życie, a mogli wyjść podpisując jeden dokument, o wyrzeczeniu się wiary.) ale nie pokonani. Hitler grzmiał, że "usunie ten pomiot z ziemi" no i co? W czasach obecnych ŚJ też cierpią prześladowania w wielu krajach, właśnie za odmowę służby wojskowej, lub ogólnie za to że są świadkami Jehowy i nie przystępują do wyborów, nie zapisują się do parrtii politycznych. Dzięki tym dawniejszym prześladowaniom współcześni ŚJ mogą czerpać siły i wiedzieć, że dadzą radę i będą niezwyciężeni.
O sytuacji w wielu krajach
Film ŚJ a Hitleryzm
  1. Dzielenie się naszymi wierzeniami jest potrzebą serca, a nie obowiązkiem ściśle pojmowanym. Działamy w ponad 200 krajach, nawet w muzułmańskich tj. Iran, Irak, Pakistan. Śmieszne - na jednej z wysp Oceanii ŚJ kiedy przechodzili zawsze byli obszczekiwani przez groźnego psa i nie mogli wejść na teren jednego domu. Pewnego dnia kiedy próbowali ponownie okazało się że psa nie ma i mogli spokojnie porozmawiać z kobietą która była bardzo zainteresowana Biblią. Na koniec zapytali, co się stało, że pies do nich nie wyskoczył, a ona na to "przedwczoraj wujek go zjadł".
  2. Jedyne ograniczenia dietetyczne, to niespożywanie krwi.
--- --- Notes
Author sneakpeekbot
Posted On Wed Aug 08 13:10:49 EDT 2018
Score 1 as of Sun Sep 16 02:10:59 EDT 2018
Body link
Here's a sneak peek of /exjw using the top posts of the year!
#1: Never thought I’d have a girlfriend, never thought I’d have a good job that would allow me to travel, never thought I’d overcome my depression. I never thought I’d have a life “in the world”. I was so wrong 171 comments #2: My parents said my dream is delusional and I will starve if I leave the religion. Today, I fulfilled my 8 years long dream of becoming a full time Disney employee. 120 comments #3: What a Difference a Year Makes 106 comments
I'm a bot, beep boop Downvote to remove Contact me Info Opt-out
--- --- Notes
Author metmike89
Posted On Tue Aug 07 12:55:06 EDT 2018
Score 8 as of Sun Sep 16 02:10:59 EDT 2018
Body link
Czy związek kiedykolwiek próbował zamiatać takie sprawy pod dywan?
Dla kontekstu - Raport australijskiej 'Royal Commission into Institutional Responses to Child'
--- --- Notes
Author NicePantsMan
Posted On Wed Aug 08 10:19:23 EDT 2018
Score 7 as of Sun Sep 16 02:10:59 EDT 2018
Body link
Gdzie indziej odpisujesz, że nie utrzymujecie kontaktów z wykluczonymi, a
https://www.jw.org/pl/publikacje/książki/milosc-boza/osoby-wykluczone/ dosyć jasno mówi, że nie możesz
--- --- Notes
Author NicePantsMan
Posted On Thu Aug 09 06:40:41 EDT 2018
Score 2 as of Sun Sep 16 02:10:59 EDT 2018
Body link
https://www.jw.org/pl/publikacje/książki/rocznik-2017/sprawozdanie-z-dzialalnosci-2016/
-2% w Polsce to chyba najświeższe dane
--- --- Notes
Author WikiTextBot
Posted On Thu Aug 09 06:34:07 EDT 2018
Score 1 as of Sun Sep 16 02:10:59 EDT 2018
Body link
Persecution of Jehovah's Witnesses
Throughout Jehovah's Witnesses' history, their beliefs, doctrines, and practices have engendered controversy and opposition from local governments, communities, and religious groups.
Many Christian denominations consider the interpretations and doctrines of Jehovah's Witnesses to be heretical. Some religious leaders have accused Jehovah's Witnesses of being a cult. According to law professor Archibald Cox, in the United States, Jehovah's Witnesses were "the principal victims of religious persecution … they began to attract attention and provoke repression in the 1930s, when their proselytizing and numbers rapidly increased."Political and religious animosity against Jehovah's Witnesses has at times led to mob action and government oppression in various countries, including Cuba, the United States, Canada, Singapore, and Nazi Germany.
[ PM Exclude me Exclude from subreddit FAQ / Information Source ] Downvote to remove v0.28
--- --- Notes
Author NicePantsMan
Posted On Tue Aug 07 12:54:55 EDT 2018
Score 8 as of Sun Sep 16 02:10:59 EDT 2018
Body link
  1. Co sądzisz na temat odkryć Australian Royal Commission - ukrywania pedofilii w zborach świadków Jehowy (od str. 58)? https://www.childabuseroyalcommission.gov.au/sites/default/files/file-list/Case Study 29 - Findings Report - Jehovahs Witnesses.pdf
  2. Czy dopuszczasz możliwość, że zakaz kontaktu z wykluczonymi ze zboru jest spowodowany chęcią zablokowania przepływu takich informacji jak np. ta z pkt.1? Zakaz kontaktu z wykluczonymi - źródło: https://www.jw.org/en/publications/magazines/w20150415/disfellowshipping-a-loving-provision/ (przedostatni akapit: All in the congregation can show principled love by avoiding contact and conversation with the disfellowshipped person.).
--- --- Notes
Author Roadside-Strelok
Posted On Wed Aug 08 01:50:31 EDT 2018
Score 11 as of Sun Sep 16 02:10:59 EDT 2018
Body link
Jakby kogos to interesowalo to byly Swiadek Jehowy, ktory byl starszym zboru w Polsce robil AMA na /iama jakis czas temu:
https://www.reddit.com/IAmA/comments/4zzruz/iama_exjehovahs_witness_elder_now_an_activist_i/
I jego strona z (takze tajnymi) publikacjami od SW:
https://wtsarchive.com/
--- --- Notes
Author Kukuluops
Posted On Thu Aug 09 08:05:12 EDT 2018
Score 2 as of Sun Sep 16 02:10:59 EDT 2018
Body link
Podczepie się pod punkt 3 pytania.
Co sądzisz o zasadzie neutralności politycznej? Przeczytałem na jw.org skąd pochodzi ta zasada i jak jest argumentowana. Interesuje mnie osobista opinia. Partie polityczne reprezentują pewne zasady. Czasami wyraźnie są prezentowane w statucie partii czasami jasno wyrażane są przez zarząd partii, co wpływa na działania i kulturę całej organizacji. Biorąc pod uwagę scenę polityczną nie tylko w kontekście administracji państwowej, ale też jako istotnej siły kształtującej życie kulturowe kraju, branie udziału w wyborach jest istotne dla organizacji z kilku przyczyn. Po pierwsze zasada miłosierdzia nakazywała by głosować na partie, których nie cechuje nienawiść do grup religijnych/etnicznych etc.. Po drugie niektóre partie stanowią zagrożenie dla działalności organizacji albo poprzez utrudnianie działania ruchów religijnych (vide Единая Россия) lub poprzez silne promowanie katolicyzmu czy też radykalnego islamu. Po trzecie niektóre partie w jasny sposób dążą do upadku cywilizacji industrialnej (czyli ekterminacji większości populacji ludzkiej) przez negowanie globalnego ocieplenia (Republikanie w USA).
--- --- Notes
Author re_error
Posted On Tue Aug 07 17:08:36 EDT 2018
Score 13 as of Sun Sep 16 02:10:59 EDT 2018
Body link
Ja mam kilka pytań i byłbym wdzięczny za chociaż próbę odpowiedzenia na część z nich.
  1. Czy to prawda że doktryna ŚJ jest co kilka lat bardzo drastycznie "aktualizowana"?
  2. Skoro nie wierzycie w nieśmiertelną duszę to dlaczego wierzycie w niebo?
  3. Czemu w niebie jest tylko 144 000 miejsc?
  4. Skoro w niebie jest tylko 144 000 miejsc to czemu dalej nawracacie ludzi pomimo że nie mają już szansy na zbawienie? (Wg tej strony światków jehowy jest już ponad 8 milionów)
  5. Skoro wierzycie w niebo to dlaczego nie wierzycie w piekło?
  6. Dlaczego nie wierzycie w nieśmiertelność duszy?
  7. Jaki jest wasz stosunek do obrazów i ikon przedstawiających mękę Jezusa?
  8. Jakie sakramenty przyjmujecie?
  9. Ile przeciętnie osób podchodzi do Świadków Jehowy stojących na ulicy z ulotkami w ciągu dnia?
Z góry dziękuję za podjęcie się tego AMA i odpowiedzi na wszystkie pytania.
--- --- Notes
Author littletoes1
Posted On Wed Aug 08 13:10:32 EDT 2018
Score 3 as of Sun Sep 16 02:10:59 EDT 2018
Body link
Dzięki za info! Właśnie o tę szczerość mi chodziło w pytaniach, które sam zadałem, bo widzę, że zupełnie inaczej to wygląda z perspektywy kogoś kto odszedł, a nie ubrane w kwiatki jak to lubią przedstawiać ŚJ.
Chcę jeszcze dodać, że podziwiam osoby takie, jak Ty :) Myślę, że potrzeba nam tego więcej, bo osoby z zewnątrz w ogóle nie mają pojęcia jak to wszystko wygląda w takich kultach.
Znam paru Świadków i generalnie spoko ludzie (dopóki nie zaczną o religii) ale dopiero jakieś pare lat temu wszedłem przypadkowo na exjw i zupełnie inaczej to wszystko teraz wygląda, kiedy zdaję sobie sprawę, że oni wszyscy nie są jakimiś dziwakami, czy edgy chrześcijanami z wyboru, ale raczej ofiarami tego w czym się musieli wychować.
--- --- Notes
Author Swiadek_Jehowy
Posted On Thu Aug 09 09:50:52 EDT 2018
Score 1 as of Sun Sep 16 02:10:59 EDT 2018
Body link
1.Jednak rozmowa twarzą w twarz jest lepszym rozwiązaniem, poza tym zawsze i wszędzie dostępna jest nasza strona jw.org, gdzie każdy może sobie zaspokoić ciekawość. Każda nasza literatura, na końcu ma info o tej stronie i QR kod żeby sobie otworzyć w telefonie.
3.Uważasz, że każdy wpływ na rząd, to polityka? To raczej upominania się o nasze prawa zagwarantowane w konstytucji Rosjii i przez Europejski Trybunał Praw Człowieka. Wszyskie prawa w danym państwie są tworzone przez jakiś rząd i jeśli się na nie powołujesz, to jest polityka? Nie wydaje mi się. Polityką byłoby usiłowanie doprowadzenia do obalenia Putina, a nie pisanie doniego listów z poparciem dla naszych współwyznawców.
4.Przykład jest przykładem, dlatego nie bierze się go dosłownie, bo inaczej nie ma to sensu. Przykład ma za zadanie unaocznić coś, dać do myslenia, a nie wywołać konkretne działanie. Jeśli ktoś by faktycznie coś takiego zastosował, to jest głupcem, bo z niewolnika nie ma robotnika, takie dziecko po osiągnięciu dorosłości mówi pa, pocałujta w ... wójta. I jaki byłby sens takich działań.
--- --- Notes
Author NicePantsMan
Posted On Tue Aug 07 13:00:23 EDT 2018
Score 11 as of Sun Sep 16 02:10:59 EDT 2018
Body link
https://www.jw.org/en/publications/magazines/w20150415/disfellowshipping-a-loving-provision/ "Wszyscy w zborze mogą dać wyraz miłości opartej na zasadach, unikając kontaktów i rozmów z wykluczonym"
submitted by jw_mentions to jw_mentions [link] [comments]


2018.02.19 13:10 SoleWanderer Tylko frajerzy mogą myśleć, że bunt przeciw władzy jest ładny - Ziemowit Szczerek

Ignorujmy policyjne wezwania do rozejścia się. Siadajmy na ziemi na trasie ich pochodów. Niech nas wynoszą, po jednym Ziemowit Szczerek – ur. w 1978 r., dziennikarz, reporter, pisarz. Właśnie wydał „Międzymorze”, zapis podróży po krajach Europy Środkowej.
Weź farbę w sprayu i napisz na drzwiach najbliższego biura PiS „KONSTYTUCJA”.
Brudziński będzie na ciebie klął i robił z ciebie terrorystę, ale – bądźmy uczciwi – przy tym, co wyprawia PiS, napisanie „KONSTYTUCJA” na drzwiach to naprawdę małe miki. Zresztą możesz napisać „KONSTYTUCJA” czymś zmywalnym. Pastą do zębów na przykład. Chodzi o to, by napis na drugi dzień pojawił się na tych drzwiach znowu. I na trzeci, i na czwarty. Możesz im zakleić dziurkę od klucza gumą do żucia, tak jak to robiłeś/aś sąsiadowi bucowi. W końcu, nie oszukujmy się, jak się stało pod klatką, z czego dumny jest na przykład wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, to raczej nie może robić to jakiegoś większego wrażenia.
Niech czują, niech codziennie czują, że nie są kochani. Że nie mogą bez końca obrażać, ignorować i gnoić tych, którzy na nich nie głosowali. Albo wciskać ludziom idiotyzmów typu „narodowi socjaliści byli lewakami”. Zresztą, jeśli byli, to i PiS łączący elementy socjalistyczne z nacjonalizmem to lewacy.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Małżeństwo z Nakła zatrzymane za napisy na poselskich drzwiach
Kto wie, może coś w tym jest. Kaczyński do zwycięstwa poszedł w gruncie rzeczy z teorią walki klas pod pachą. Poszczuł klasę ludową na klasę średnią, a teraz wymienia elity. A biorąc pod uwagę, że klasa średnia zawsze aspiruje do elity, chce na własny model przerobić i „średniaków”, którzy do tych „nowych elit” mają aspirować.
Słabo, bo w ten sposób wypchnął z debaty o państwie dawne centrum. Czyli ludzi, po których wali i prawica, i lewica. Tych, którzy z dobrą wolą uwierzyli w europejskie wartości, w prawa człowieka, w świat, w którym możliwe są: tolerancja, otwartość i dobra wiara.
Ja rozumiem, on wcześniej sam był wypchnięty. Razem z Błaszczakiem, Brudzińskim, Macierewiczem i Rydzykiem. I bardzo dobrze, że był. Bo obecność tego typu mentalności w publicznej debacie kończy się tak, jak widzimy: izolacją międzynarodową, stanem wiecznej zimnej wojny domowej i ciągłą histerią.
Pewnie, kiedy oni byli wypchnięci, wypchnięte było również myślenie, że politykę trzeba prowadzić tak, aby racjonalna prawica i konserwatyści nie przyłączyli się ochoczo do tej dziwacznej radiomaryjnej ekipy.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Chcemy Polski wolnej od pogardy. Sześć razy niepodległość
Ale teraz, kiedy wypchnięci w końcu się wepchnęli, okazało się, że to jeszcze gorzej. Bo wielka część narodu, który egzaltowana prawica tak bardzo lubi zapisywać dużą literą, jest pozbawiona głosu, a nawet prawa do głosu. „Zamknijcie mordy zdradzieckie”.
W sytuacji, kiedy mamy zamknąć mordy, i to zdradzieckie, nikogo, w kim tli się choćby odrobina racjonalnego myślenia, nie może dziwić, że ignorowani i wyzywani ludzie muszą dobijać się swoich praw. I niech minister Brudziński uwierzy – zamalowywanie drzwi i nawet obrzucanie jajkami pisowskich urzędników partyjnych to nic wielkiego. Lekkie ukłucie. Prawie nie zaboli.
Tak więc jajka w ruch. Czemu nie?
Być może nawet z farbą w środku. Niech piorąc płaszcze i kaszkiety, czyszcząc włosy, pamiętają, że ktoś ich nie lubi i że ma do tego prawo.
Nie, żeby z tym przesadzać. To nie ma sensu. Ludzie, którzy posuwają się w swoim obywatelskim proteście za daleko i sprawiają – przywołam przypadki najbardziej skrajne, ale też najbardziej ikoniczne, jak bojowcy z IRA czy ETA – że poza tymi, w których akcje są wymierzone, cierpią też niewinni, są powszechnie odrzucani. Nie tędy droga.
No ale jajka – czemu nie?! Pokażmy im, że idziemy po nich. My, lemingi, lewaki, zdrajcy polskości, gorszy sort, mordy zdradzieckie. Blokujmy te ich toksyczne miesięcznice, które angażują gigantyczne siły państwa. Które te setki tysięcy obywateli wszystkich opcji, przeżywających narodową katastrofę, sprowadzają do garstki cyników oraz straumatyzowanych dziwaków. Które czynią z polskich gliniarzy przyboczne psy jednego kapryśnego, toksycznego faceta.
Protestujmy. Chodźmy na manifestacje. Ignorujmy policyjne wezwania do rozejścia się. Siadajmy na ziemi na trasie ich pochodów. Niech nas wynoszą, kolejno, po jednym.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Pobrali im DNA, przeszukali dom. Bo pobazgrali biuro PiS
Tu się, niestety, sporo zmienia. Jeszcze latem, gdy gliniarze wynosili nas spod Sejmu, było im wyraźnie głupio, choć już wtedy użyli, żeby nas usunąć, kretyńskiego pretekstu: blokowania drogi, choć swoimi „sukami” blokowali ją o wiele bardziej. Prawie nas wtedy przepraszali. Ale gdy 11 listopada wynosili Obywateli RP protestujących przeciw marszowi faszystów, nie było już tak radośnie. Byli agresywni, kopali, szamotali się. Gliniarz wyglądający na dowodzącego już, już wyrywał mi telefon. Pohamował się, gdy podetknąłem mu pod nos legitymację dziennikarską.
Gdy wywlekali Obywateli RP z trasy świętego przemarszu kolumny miesięczniczej z Jarosławem Kaczyńskim też nie było wesoło. I nie jest, gdy regularnie wożą zatrzymanych po komisariatach, szarpią się z nimi, przetrzymują, jak to się ostatnio mówi, „bez żadnego trybu”, zastraszają, pohukują. Gdy minister Błaszczak na konferencji prasowej udaje, że nie widzi faszystowskich haseł, widzi natomiast na którejś z antyfaszystowskich demonstracji „czerwoną flagę”. Gdy publicznie próbował mnie piętnować, gdy go o to zapytałem, że piszę dla mediów o „wiadomych poglądach”, tak jakby to było co najmniej w złym stylu, że istnieją media inne niż tylko wchodzące w tyłek władzy.
No więc jajka. No więc spraye. No więc blokowanie.
Musimy nabrać wiary w siebie. Bo plan Kaczyńskiego się spełnia i coraz więcej oportunistów, prawdziwych lemingów, prawdziwych mentalnych spadkobierców komuny, przechodzi na stronę nowych elit. Zaczyna do nich aspirować. To nie znaczy, że możemy zasklepić się w wyniosłym przekonaniu, że wcześniej wszystko grało, a „oni” przyszli i zepsuli. Że mamy nie wyciągać wniosków. Że możemy zignorować te wątki i nuty, które cynicznie PiS potrącił, bo wiedział, że były pomijane, a bardzo bolą.
Ale te wszystkie rachunki (prawdziwych lub urojonych, ale prawdziwie odczuwanych) krzywd nie oznaczają przyzwolenia na niedojrzałość, arogancję, zamordyzm. Niech czują, że tego nie lubimy.
Nie żyjemy, na szczęście, w kraju, który zabija opozycjonistów, bo w końcu opozycjoniści zaczęliby zabijać rządzących. Nie żyjemy, na szczęście, w kraju, który opozycjonistów więzi, bo pewnie wtedy trzeba by porywać i więzić rządzących. To przerabiali w Argentynie, Chile, Hondurasie, Wenezueli, na Ukrainie...
A gdyby ta dziecinna władza skazała Polskę na izolację, to bez żadnej żenady moglibyśmy z nimi zrobić to, co Ukraińcy z Janukowyczem i jego ludźmi. Pogonić i napluć na ich pamięć. Oczywiście wtedy oni poszczuliby nas pewnie kibolami i nackami, których karmią i dopieszczają. Ale nikt nie powiedział, że to będzie proste.
Naturalnie będą nas nękać policją. Nie spodziewajcie się, że będzie inaczej.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Drzwi do biura PiS zniszczone. "Atak totalnej opozycji"
Więc oczywiście, że będzie brzydko – ale tylko frajerzy mogą myśleć, że bunt przeciw władzy jest ładny.
Ale musimy „jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. Nie tylko wolno nam reagować, gdy władza łamie prawo. My mamy taki obowiązek. Właśnie po to, żeby nasi zachodni sojusznicy wiedzieli, że Polska to nie tylko race na Marszu Niepodległości, ustawy kneblujące usta historykom, granice zamknięte przed ofiarami wojen i środkowy palec pokazany europejskiej solidarności.
Ale to pytanie kołacze w tyle głowy: czy jeśli jajka, spraye, blokowanie, to sytuacja może eskalować?
Może.
Czyja to będzie wina?
Laboratoryjną próbkę takiej eskalacji i modelowe odpowiedzi dostajemy od środy. Mędrkowie się rozpisują, czy policja miała prawo potraktować Frasyniuka tak, jak potraktowała. A niby dlaczego mieli nie przyjść z kamerą, kajdankami, o szóstej rano? Złamał przecież prawo.
17.12.2017 Wrocław . Protest w obronie niezależności sądów pod Sadem Rejonowym 17.12.2017 Wrocław . Protest w obronie niezależności sądów pod Sadem Rejonowym Fot . Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta
Cudownie, o tym tyle lat marzyliśmy, tego naszym sąsiadom zazdrościliśmy! Wychował nam się naród legalistów, przestrzegaczy prawa! Niemcy przy nas wysiadają. Ci Niemcy, z których Polacy pokpiwają, że jak przychodzą kiepskie czasy, to opozycji u nich nie ma, bo jest zakazana.
Więc – mimo że bez der, die, das – już Niemcy z nas. Praworządni. Za chwilę się okaże, że nikt nie oszukuje na podatkach, nie przepisuje majątku na lewo, że wszyscy jeździmy z ważnymi biletami, nie zabudowujemy terenów zalewowych, nie wyprzedzamy na podwójnej ciągłej, a jeśli nam się zdarzy wyprzedzić – nie zacieramy śladów, tylko grzecznie czekamy na wezwaną policję i udostępniamy jej wszystko, o co poprosi. Nie upartyjniamy publicznych instytucji. Nie nadużywamy władzy. Jasne.
Jeśli założyć, że wszystko, co się dzieje w kraju, jest OK, to policjantom można zarzucić wyłącznie to, że skuli Frasyniukowi ręce z tyłu, a nie z przodu.
Ale nie żyjemy w takim kraju. Żyjemy w kraju, w którym policja i tak robi, co chce, bo na przykład Obywateli RP próbujących zatrzymać marsz faszystów zawleczono do komisariatów pod zarzutem „propagowania faszyzmu”, gdyż Obywatele mieli na transparencie zdjęcie przedwojennych ONR-owców, czyli mentalnych pradziadków tych, których policja ochraniała 11 listopada, i nie miała problemu z tym, że to faszyzm. To jest taki Bareja, że Bareja by tego nie wymyślił. Choćby z Mrożkiem siedli.
„Podstawa zatrzymania?”. „ Już szukam podstawy! – tego typu teksty znane są każdemu, kto spotkał się z policją na innej stopie niż przyjacielska. Domniemanie dobrej woli? Policja, która nie poluje na obywateli, ale służy im, sprawia, że kraj jest po prostu miłym i dobrze funkcjonującym miejscem do życia? Takie brednie to w podręcznikach do prawa i w głosach do kodeksów.
Policja robi, co chce. Władza robi, co chce. I to z ostentacją gangsta rapera wymachującego złotymi łańcuchami.
Precz. Won. Do widzenia. Nie macie mandatu. Jajkami w was.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2017.07.08 19:03 ben13022 Prof. Jan Zielonka: Jeżeli ktoś mówi, że wyborca zgłupiał, to dla mnie nie jest demokratą [Wywiad]

Liberalizm to jest pakiet, który działa tylko w całości. Nie można zgadzać się na sprzeczne z liberalizmem nierówności społeczne, tak jak nie można się zgadzać na hasła rasistowskie i tortury. Rozmowa z Janem Zielonką, profesorem polityki europejskiej na Oksfordzie
GRZEGORZ SROCZYŃSKI: „Zdradziliśmy nasze wolnościowe ideały, tolerowaliśmy dzikie nierówności i niszczenie państwa opiekuńczego, napadaliśmy inne kraje z wątpliwych powodów, torturowaliśmy więźniów i zawsze mieliśmy jakieś dobre usprawiedliwienia dla tych wszystkich praktyk. Ale nie powinniśmy się dziwić, że wyborcy chcą teraz kogoś innego” – mówił pan miesiąc temu w Brukseli. W czyim imieniu?
JAN ZIELONKA: Liberałów. Czuję się społecznym liberałem.
Takie bicie się w piersi ma sens?
Posłańca?
„Establishment musi zapłacić za to, co zrobił” – to pana słowa. Brzmi jak z wiecu Donalda Trumpa lub Marine Le Pen.
Pan też?
Presji?
Dentystę?
Tamci nie są gorsi?
Większy niż ten, który jest?
Czyli jakie?
Kontrrewolucji?
Podobnie uważa publicystka „The Washington Post” Anne Applebaum. W co drugim felietonie udowadnia, że lewicowy i prawicowy populizm są tak samo okropne. Adam Michnik pisze: „Zalewa nas kretynizm prawicowy i kretynizm lewicowy”.
I idzie jakiś nowy?
Pomyślał. Pan na przykład wydał książkę „Koniec Unii Europejskiej?”.
Bo?
Chyba inaczej. Chcą, żeby te państwa się połączyły w jeden organizm ze wspólnym sprawnym rządem.
Mówiliśmy o kryzysie intelektualnym. Pracuję na największym wydziale nauk politycznych w Europie i do dziś nie ma tu nikogo, kto rozumie nieformalne układy, sieci i powiązania. Wciąż w naukach politycznych wałkujemy partie i systemy partyjne. Tak jakby te partie miały dziś jakiekolwiek znaczenie. Starałem się ostatnio dotrzeć do informacji, jaki jest przeciętny wiek członka brytyjskiej Partii Konserwatywnej. Wyszło mi, że 74 lata. Zrobiła się chryja, że źle policzyłem, nakłamałem, bo – jak ktoś udowodnił – ten średni wiek to nie 74 lata, tylko 68 lat. I co z tym robić?
Nie wiem.
Rynki finansowe i rynki surowcowe to są siły, nad którymi nikt nie panuje.
No tak.
Czyli jaki?
Światowe ministerstwo praw człowieka?
Gdzie?
Jak?
Nie będzie?
Eksperymenty?
No ale kupili.
Juncker się zmienił. Mówi tak: „Musimy się zająć źródłami niezadowolenia ludzi i chronić ich przed ciemnymi stronami globalizacji”. Zapowiada walkę z nierównościami.
Juncker zapowiada likwidację rajów podatkowych. Zna się na tym, bo wie z praktyki, jak działa optymalizacja podatkowa. Ostatnio dosolił 13 mld euro firmie Apple za unikanie podatków.
To znowu brzmi jak cytat z Trumpa albo Farage’a.
Takie krytykowanie nie napędza populistów?
Kontrrewolucja jest do powstrzymania?
Może trzeba się przyłączyć?
Iść z nimi do łóżka?
Happy endem?
Może przyjdą.
To gdzie iść?
Czyli co robić?
Czyli?
Ale z tego walenia się w pierś nic nie wynika. Kompletnie nic. Pan powie z Brukseli „schrzaniliśmy”, koledzy pokiwają głowami. I tyle.
Trumpowi, Le Pen i Putinowi.
Czyli obóz liberalny ma złożyć broń i się rozejść.
*Jan Zielonka – ur. w 1955 r., profesor polityki europejskiej na Oksfordzie i w Ralf Dahrendorf Fellow w St. Antony’s College. Po polsku wyszły dwie jego książki: „Europa jako imperium” oraz „Koniec Unii Europejskiej?”
źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21095598,jan-zielonka-nie-bedzie-jak-bylo.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2017.06.09 14:58 SoleWanderer Szczerek znów celnie

Szczerek: Kaczyński śpiewa w chórze Putina. Polskę czeka w najlepszym razie los Białorusi

Irracjonalna miłość do Viktora Orbana świadczy o tym, że PiS funkcjonuje na dwóch płaszczyznach: jednej wyobrażonej, a drugiej prawdziwej. Polska, która ramię w ramię z Putinem pomaga obecnie niszczyć Zachód, będzie najmocniej bita w tyłek.
Polska znalazła się w dramatycznym położeniu. Jest zbyt duża i posiada zbyt bogatą historię, żeby nie mieć aspiracji, a zarazem jest zbyt słaba, żeby je skutecznie spełniać. Można jeszcze spełniać je mądrze, ale Polsce za bardzo ta historia pojechała po kablach i zwornikach, żeby mogła dorobić się rozsądnej i dojrzałej klasy politycznej.
Efekt jest taki, że Polska pozwoliła się sprowadzić do pozycji chóru. Chóru, którego wiodącym głosem bynajmniej nie jest. Barytonem tam śpiewa Rosja, tenorami są Węgry i Serbia. Polska, która nie ma liczących się solowych partii, a wyłącznie jazgocze gdzieś z boku, przypomina trochę w tym chórze frajera, który nasłuchał się pięknych opowieści, łyknął je jak bocian żabę, i teraz wbrew własnym interesom pomaga robić szum. Przy czym kasę za bilety zgarnia nie ona, a Rosja. I – być może – Węgry i Serbia.
Co więcej, Polska powinna brać czynny udział w rozmontowywaniu tego chórku przez unijne instytucje, bo w jej interesie jest nie tyle istnienie tego chóru, co Unii. Polska jednak, jak ostatni frajer, dalej śpiewa w chórze. I zanim się pokapuje, jakiego idiotę z siebie robi – będzie już za późno.
Europejczycy gorszego sortu
Ten chór to nic innego jak bunt drugiego pokolenia wschodnich Europejczyków. To pod wieloma względami podobny mechanizm, jak ten, który działa wśród młodych muzułmanów, potomków tych, którzy przyjechali na Zachód kilkadziesiąt lat temu. Ci młodzi muzułmanie, urodzeni już na Zachodzie, ale jednak nie traktowani przez Zachód jako swojacy i nadal pod wieloma względami upośledzeni, przyłączają się do ekstremistycznych organizacji islamistycznych. To oni często stoją za zamachami.
Mniej więcej podobnie wygląda antyzachodni sentyment w Europie Środkowej i Wschodniej. Dzieci tych, którzy tak chętnie obalali mur i rzucili się integrować z Zachodem, urodzili się już w postkomunistycznej Europie, a nadal czują się z niej wykluczani. Pracują w Wielkiej Brytanii, w Niemczech – i czują się ludźmi drugiego, gorszego sortu. Dlatego okopują się w swojskości. Szukają własnych wartości. Dokładnie tak samo, jak młodzi muzułmanie.
Różnica jest taka, że w obrębie islamu istniejący nurt radykalny każe wysadzać się razem z okolicą w powietrze, a w obrębie Europy Środkowej – maszerować w neonazistowskich marszach, głosować na nacjonalistycznych populistów i wspierać Putina. A jeśli nie bezpośrednio Putina, to w każdym razie to, co Putin mówi.
Jeśli się przyjrzeć narracji środkowoeuropejskich populistów to, wiadomo, pokrywa się to z narracją Rosji. Z tego prostego powodu, że Rosja podlega tym samym procesom, co reszta wschodniej Europy. Nie jest wcale inna. I tak samo, jak inni zawiodła się na Zachodzie. Zachód, mówią Rosjanie, tylko udaje te swoje wysokie standardy, a tak naprawdę sam jest nietolerancyjny, popada w dekadencję, odmawia innym prawa głosu, jeśli ten głos nie jest politycznie poprawny, odrzuca religię oraz tradycyjne wartości.
W zasadzie jest to również podobne do tego, co mówi zbuntowane drugie pokolenie. Rzecz w tym, że ci, którzy krytykują Zachód, sami nie przedstawiają sensownej alternatywy. Rosja już od dawna jest autokratycznym zamordyzmem, inne kraje też idą w tym kierunku. Poza tym – nie jest to pierwszy w historii bunt przeciwko postawie Zachodu. A bunty peryferii zawsze kończyły się czymś o wiele gorszym niż sam Zachód. Kuba, Iran, gdzie do tej pory w imię tradycji i szariatu wiesza się ludzi publicznie, Hiszpania Franco, Portugalia Salazara, Irlandia z czasów galopującego katolicyzmu, gdy zakazana była nie tylko aborcja, ale i rozwody.
Sojusz z Putinem i Radiem Maryja
Bunt naszej części Europy pokrył się, dodatkowo, z populistycznym buntem w ramach samego Zachodu. W sytuacji, gdy zachodnia lewica i prawica osiągnęły bowiem taki stopień zżycia, że w zasadzie trudno było powiedzieć kto jest kim (vide „wielka koalicja” w Niemczech), zaczęła wobec niej oddolnie powstawać opozycja. Populistyczna. To dlatego to nie chadecja jest już prawicą, która z prawej strony kontroluje bardziej liberalną od niej lewicę, tylko chadecja i lewica zlały się ludziom w „elitę”, a przeciw niej powstała nowa prawica. Nowa, świeża, a więc wrzaskliwa i populistyczna.
Polski PiS, nie mając świadomości tego zjawiska, a chcąc raczej kontrować „elity” z chadeckich pozycji (albo z pozycji takich, jakie sobie PiS wyobraża, że są chadeckie), jak ostatni frajer przyłączył się do chóru populistów. I, biedny, nie zdaje sobie sprawy, że jednocześnie śpiewa w chórze LePen i Putina. Bo poza tym chórem żadnych innych chórów nie ma. A i sam PiS nie zauważył, że już dawno nie jest chadecki, tylko skrajnie prawicowy – bo jaki ma być po sojuszu z Radiem Maryja i z takimi cudami jak Macierewicz w rządzie?
Dochodzimy tu do sedna sprawy. Ta nowa prawica nie ma żadnego europejskiego programu. Kaczyński chciałby mieć, ale uaktywnia mu się on w głowie po kolejnych katastrofach, które – za sprawą tego chóru, w którym PiS frajersko uczestniczy – się w Europie dzieją. Tak było, na przykład, po Brexicie. Kaczyński wtedy wyskoczył jak wystraszony zając z krzaków i zaczął opowiadać wszystkim o wspólnej europejskiej armii. W sytuacjach kryzysowych, gdy PiS musi jakoś urealniać swoje spojrzenie na rzeczywistość, też wiedzą kogo popierać: Merkel, która z pozycji pisowskich jest symbolem zła wszelkiego. Jak z niechęcią przyznał PiS w pewnym momencie, lepszej dla niej alternatywy w Niemczech nie ma. Identycznie było z Marconem.
Orban – spełniony antyliberalny sen
Irracjonalna miłość dla Orbana, który ma w Europie swoje sprawy do rozegrania i wcale nie kryje się z sympatią do Putina, pokazuje, jak ten nasz nieszczęsny PiS funkcjonuje na dwóch płaszczyznach: jednej wyobrażonej, a drugiej prawdziwej. Na wyobrażonej przyjaciel Viktor to spełniony antyliberalny sen i „Polak – Węgier ket jo barat”, a na prawdziwej, co wyjątkowo rzadko do otumanionego PiS-u dociera – to rosyjski sojusznik. Więc polska walka, na przykład, z Sorosem, która jest identyczna jak walka Węgrów, Rosjan czy prorosyjskich Bałkańczyków, jest na rękę wyłącznie Rosji.
Bo tylko Rosja ma „paneuropejski” program. To nic innego, jak tylko słynny plan Miedwiediewa, który zakłada wspólną strefę bezpieczeństwa pod rosyjskimi auspicjami rozciągającą się od Władywostoku po Lizbonę. Rosji się ten paneuropejski populistyczny ruch opłaca, bowiem obniża on demokratyczne standardy na tyle, by Rosja się w nich – po prostu – mieściła. Le Pen, brexitowa Brytania, Orban czy Wilders to dla Rosji wymarzeni sprzymierzeńcy, którzy nie będą się już, jak dawna liberalna Europa, czepiali praw człowieka czy innych „pedalskich” zachodnich wartości. Dlatego też Rosja tak gorąco popierała Trumpa, bo wrzucała go do tego samego worka co innych.
Rosja jednak, podobnie jak Kaczyński i cała reszta ekipy, przestrzeliła, nie widzi bowiem słonia na środku pokoju: ignoruje fakt, że europejski system otwartego, racjonalnego, antynacjonalistycznego podejścia do polityki, tak znienawidzony przez populistów, powstał po to, by partykularne interesy nie doprowadziły do kolejnych konfliktów. A ledwo Trump został prezydentem – europejska jedność się wali. W imię interesu USA Trump atakuje ważnego sojusznika – Niemcy, kręci nosem na art. 5 NATO. No i, co oczywiste, coraz bardziej zwraca się przeciwko geopolitycznemu zagrożeniu, czyli Rosji.
Tylko, że Putin zaczyna to rozumieć. Dlatego pozwolił ostatnio, by go Macron nakarmił żabami.
Polityka zagraniczna rodem z „Nagiej broni”
A co rozumie Kaczyński? Niewiele. Coś tam świta, coś tam zaczyna ogarniać, że może jednak Międzymorze przestrzelone, że Orban coś tam za bardzo z tą Rosją kombinuje (zupełnie, jakby nikt tego Kaczyńskiemu wcześniej nie tłumaczył). A o co chodzi Orbanowi? W jakimś to chórze, za sprawą pisowskiej polityki zagranicznej rodem z „Nagiej broni”, uczestniczymy?
Ano, wygląda to trochę tak, że do rosyjskiej gry podpinają się Węgrzy i Serbowie, którzy chcą upiec własną pieczeń na walącej się Europie. Owszem, dopóki UE istnieje i daje kasę, zarówno Orban, jak i serbski przywódca Vucić, który jest typowym przykładem nacjonalisty i autorytarysty ufarbowanego bardzo po wierzchu na probrukselskiego demokratę – uczestniczą w europejskim projekcie, chętnie przytulają pieniądze, które idą na wzmacnianie ich autorytarnych systemów i wspieranie proreżimowych oligarchów.
Trzeba jednak pamiętać, że zarówno Węgry, jak i Serbia to kraje głęboko skrzywdzone przez Zachód. Węgry – wiek temu, po traktacie w Trianon, który z dużego europejskiego państwa zredukował ich do pozycji europejskiej drobnicy (tak, jakby z Polski została tylko Kongresówka). Serbia – po rozpadzie Jugosławii.
Oba te kraje widzą, że w wypadku wycofania się z regionu gwarantującego ład światowy Zachodu, będą mogli zawalczyć o odzyskanie swojej pozycji. Serbia – na przykład przez przyłączenie zamieszkanej przez Serbów części Bośni (która w zasadzie i tak działa do pewnego stopnia niezależnie od Sarajewa) czy północnego Kosowa (działającego niezależnie od Prisztitny).
W obu tych krainach poparcie dla Belgradu jest gigantyczne, więc Rosja, która jest postrzegana jako sojusznik tak w Kosowie Płn., jak w Republice Serbskiej w Bośni, czy też w Serbii właściwej, mogłaby z czystym sumieniem robić za gwaranta nowego ładu na Bałkanach. Rosja bowiem, warto zauważyć, nie pcha się dalej w las (przynajmniej, póki co), niż tak daleko, jak jej chcą: Krym, Osetia, Abchazja, Donbas. Naddniestrze. Wszędzie ma poparcie i nie przekracza linii, nie pcha się tam, gdzie jej nie chcą. Rosjanie mogli zająć Tbilisi, ale nie zajęli. Mogli iść dalej w Ukrainę – nie poszli. Nie znaczy to, oczywiście, że zawsze tak będzie. Ale póki co – tak jest. Jeśli z Bałkanów zniknie Zachód (a to nie takie proste, biorąc pod uwagę jego nadal szeroką obecność wojskową w krajach byłej Jugosławii), to karty rozda Rosja. I będzie to rozdanie zgodne z etnicznymi oczekiwaniami. Przynajmniej Serbów.
Z Węgrami sprawa jest trudniejsza, ale biorąc pod uwagę entuzjazm, z jakim Węgrzy rzucili się popierać autonomię ukraińskiego Zakarpacia, dawnej węgierskiej Karpatalji, w czasie, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę – całkiem nieźle widać, co się kroi. Coraz mniej przyjemny węgierski kurs, na przykład, wobec faktu, że to Rumunia włada obecnie dawną węgierską Transylwnią i coraz głośniejsze szarpanie potrianońskich ran w Budapeszcie też świadczy, że tutaj taktyka salami może popchnąć Węgry do coraz mocniejszych działań. Węgrzy, oczywiście, nawet z pomocą Rosji nie byliby w stanie odzyskać całej przedtrianońskiej przestrzeni (choćby dlatego, że największym sojusznikiem Orbana jest serbski Vucić, a dawna węgierska Wojwodina należy do Serbii), ale gra na rozczłonkowanie Ukrainy dla Węgrów nie jest już taka nierealna. A mocno prozachodnia Rumunia już teraz, otoczona przez prorosyjskie w dużym stopniu kraje, czuje się coraz bardziej osaczona. Tylko, póki co, nie wpada w podobną pułapkę co Polska i nie przyłącza się do populistyczno-nacjonalistycznego chóru, który zagłusza to, co się w regionie dzieje.
„Wyjątkowa polska droga”
A jak będzie wyglądał region po tym, jak zniknie z niego ten znienawidzony Zachód, który Polska niby chce podtrzymywać, ale który atakuje z identycznych pozycji, co Rosja? No cóż, Węgrzy skłóceni ze wszystkimi sąsiadami, pewnie w końcu i z Serbią, Polska z Ukrainą, Serbia waląca klina w Bośnię, coraz bardziej skłócona z Chorwacją… A co będzie, gdy to Rosja, na co liczą populiści nie tylko w Europie Środkowej, ale chyba trochę i w Zachodniej (bo własnych zjednoczeniowych projektów nie mają) będzie rozdawała karty w ramach europejskiego systemu bezpieczeństwa? Cóż: zyskają na pewno jej sojusznicy. A Polska, która w ramach genialnej polityki PiS – ramię w ramię z Putinem pomaga obecnie niszczyć Zachód – będzie, cóż poradzić, najmocniej bita w tyłek.
Pozostaje tylko nadzieja, że ktoś, kiedyś, rozliczy rządzących geniuszów z ich międzynarodowej polityki. Dla Zachodu bowiem każdy przyczółek wsparcia dla Unii jest na wagę złota i otwarcie prounijna Polska byłaby nieoceniona. Byłby to ważny moment, w którym Warszawa mogłaby wzmocnić swoje znaczenie w Unii i w sposób mądry i odpowiedzialny – a nie głupi, niedojrzały i dziecinny – domagać się obrony swojego interesu w ramach wspólnoty. Zamiast tego – Warszawa gra przeciw Brukseli i coraz energiczniej piłuje gałąź, na której siedzi.
Warto przypomnieć, że Putin też zaczynał mając nadzieję, że uda mu się dogadać z Zachodem nie przyjmując zachodnich standardów. Skończył tak, jak skończył. To samo czeka PiS, które te zachodnie standardy właśnie demontuje, a jednocześnie chce, żeby Zachód zaakceptował „wyjątkową polską drogę”, która jest niczym innym jak połączeniem kopalnego konserwatyzmu z narodowo-socjalistycznym odruchem. Zachód PiS nie zaakceptuje, a PiS podryfuje na wschód. A biorąc pod uwagę przekonania krzepnącej właśnie neo-endecji – ta droga już się zaczęła.
Tylko, że Rosja to Rosja: nie da się bez niej funkcjonować i Zachód musi się z nią jakoś dogadywać. Polskę czeka w najlepszym razie los Białorusi.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2017.04.16 17:37 SoleWanderer Polska to głupi raj podatkowy. Dlaczego pozwalamy się okradać? - wyborcza.pl

http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,21631927,polska-to-glupi-raj-podatkowy-dlaczego-pozwalamy-sie.html
Austriacy skubali Czechów, więc Czesi znaleźli sobie własnego wypasionego miśka. Teraz skubią nas. Polska na optymalizacji podatkowej traci rocznie 46 mld zł. Europa - 300 mld euro. Rozmowa z prof. Dominikiem Gajewskim. Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej Co jest przyczyną? – Brak solidarności. W 2008 roku przyszedł kryzys i każdy kraj zaczął sobie radzić na własną rękę. Ratuj się kto może! Weźmy Austrię: mieli kłopoty z bankami, eksport spadł im o 20 proc., więc co zrobili? Oskubali sąsiadów. Rząd wprowadził przepisy, które pozwalały holdingom z innych krajów Europy nisko opodatkować zyski. „Przyjdźcie do nas, a damy wam realną stawkę kilkuprocentową”. Patent bezczelny, ale skuteczny. Odbyło się to głównie kosztem Włoch, Węgier, Słowacji i Czech.
Bo firmy zaczęły przenosić fabryki do Austrii? – Skąd! Tylko zyski na papierze. Jeśli kieruje pan dużą firmą produkującą meble we Włoszech, to nie przeniesie się pan z całym majdanem do Austrii. Po co? Rejestruje pan spółkę w Wiedniu i płaci odtąd realnie 6 proc. podatków.
To jest zgodne z unijnym prawem? – Nie jest. Czesi się wściekli. Złożyli oficjalny protest do Komisji Europejskiej. „No jak to? Austria robi takie numery, a wy nie reagujecie”. Bruksela uruchomiła procedurę kontroli.
Jak z naszym Trybunałem? – Tak. Powołała zespół. Zespół sprawę badał. Przesłuchał przedstawicieli krajów poszkodowanych i przesłuchał Austriaków. Argumenty, tłumaczenia, dyskusje. Po kilku miesiącach Austria dostała tzw. decyzję żółtej kartki. Odwołała się. Znowu argumenty, tłumaczenia, dyskusje. Czas leci. Żółta kartka się uprawomocniła, to potem jest kartka czerwona. Kolejne odwołania. Trwało to rok, firmy przez cały ten czas miały raj podatkowy. W końcu Bruksela wysłała do Wiednia decyzję: „Macie to zmienić”.
A Wiedeń: „Nie będziecie nam mówić!”. – Przeciwnie: „Ależ oczywiście, szanujemy wartości europejskie, bardzo przepraszamy i już zmieniamy”. Z dniem 31 grudnia przepisy zlikwidowali, a od 1 stycznia wprowadzili inne, które działają bardzo podobnie.
Cyrk. – Jest jeszcze ciąg dalszy. Otóż Czesi i Słowacy po tej lekcji zmienili taktykę: „No pięknie. Unia nam nie pomogła, Austria bawi się w kotka i myszkę. Zróbmy to samo”. Postanowili wejść do gry i oskubać kogoś innego. Kogo Czesi i Słowacy mają jako takiego wypasionego miśka?
Polskę? – No oczywiście. Proszę zwrócić uwagę, ile luksusowych samochodów zaczęło jeździć po Warszawie na czeskich numerach. I nie przyjechali tutaj turyści. Firmy – zwłaszcza ze Śląska – rejestrują działalność w Czechach i tam się rozliczają z podatków.
Przecież stawki podatkowe dla firm w Polsce i Czechach są takie same. – Bo na tym polega inteligentny raj podatkowy, że pozornie wszystko jest w porządku. W Austrii oficjalne podatki też są wysokie. „My zaniżamy podatki? Ależ skąd! Spójrzcie na nasze stawki!” – odpisują Brukseli. Czesi przyjęli taką taktykę: „Przyjdź do nas, polski podatniku, a będziesz mógł korzystać z zasady gościnności podatkowej”.
Gościnności? – Jak pan przyjmuje gości na herbatce, to przy wyjściu nie sprawdza im kieszeni, prawda? Firma może swój dochód zmniejszyć o różnego rodzaju koszty, które nie mają związku z działalnością. Oficjalnie podatek wynosi 19 proc., ale płaci go pan od jednej dziesiątej rzeczywistych zysków, bo resztę może wrzucić w koszty. I realne opodatkowanie to niecałe 2 proc.
W raju podatkowym ważniejsze są ulgi niż stawki - mówi specjalista od podatków prof. Dominik Gajewski z SGH
I to się Czechom opłaca? – Oczywiście. Bo mają zerowe koszty jako państwo. Im bardziej firma działa u sąsiada, tym lepiej mieć jej podatki. Tłumaczyć?
Tak. – To weźmy przykład wielkiej europejskiej korporacji handlowej, która ma tysiące sklepów i miliardy euro obrotów. Jej ciężarówki wożą towary po drogach Niemiec, Francji, Włoch i Polski. Drogi się zużywają, prawda? Trzeba je remontować z podatków. Jak ciężarówka ma wypadek i nikt się nie chce przyznać, to sąd rozstrzyga, kto winien. Sądy też utrzymuje się z podatków. Jak pracownik magazynu spadnie z drabiny, to ląduje w publicznym szpitalu. Kiedy osiągnie wiek emerytalny, to dostaje od państwa emeryturę. I tak dalej. Tam, gdzie firma działa i ma obroty, tam generuje też rozmaite koszty, które ponosi państwo. Podatki mają te koszty pokrywać. A tu nagle pojawia się dobry wujek w postaci małego Luksemburga albo Austrii, gdzie firma nie prowadzi żadnej rzeczywistej działalności: „My ci pozwolimy płacić 2 proc., ale rozlicz się u nas”. Spijają śmietankę podatkową.
No ale to jest złodziejstwo. – Jest.
I co? – Nic. Oficjalnie się do tego nie przyznają. „No jak to? Co się czepiacie? Mamy dobry system podatkowy, wysokie stawki, wszystkich praw przestrzegamy”. Luksemburg potajemnie podpisywał umowy z wielkimi korporacjami na opodatkowanie zysków stawkami od 1 do 3 proc. W 2014 roku dziennikarze to ujawnili i wybuchła afera Luxleaks. Okazało się, że Luksemburg ściągnął do siebie cały biznes europejski, 340 największych holdingów. Na tej liście byli wszyscy. Może pan strzelać nazwami w ciemno.
Ikea? – Była.
Coca-Cola? – Była. Amazon, Google, Lukoil. Wszyscy liczący się na świecie – od Stanów Zjednoczonych po Rosję – płacili od swoich europejskich zysków od 1 do 3 proc. podatku. Jeśli nawet nazwa jakiejś dużej firmy nie pojawia się w dokumentach z Luksemburga, to są różne spółki córki. Oficjalnie stawka podatku CIT w Luksemburgu wynosi 29 proc. „Mamy wysokie podatki”. A pod stołem – 1 proc. Bo zastosujemy ulgi i zwolnienia, które nie funkcjonują nigdzie indziej. Wykorzystali stare regulacje z lat 50., które zapomniano skasować w trakcie przyjmowania Luksemburga do Unii.
Miliardy wyciekają frajerom. Jeśli Marine Le Pen zostanie prezydentem Francji głosami sfrustrowanych młodych, podziękujcie Pepsi, Ikei i Deutsche Bankowi
Inni też tak robią? – Szwajcaria. Cztery lata temu straciła swoją najsilniejszą kartę, czyli to, że była światowym centrum tajemnicy bankowej. Stany Zjednoczone najmocniej na to naciskały, bo tropiły po całym świecie miliardy grup przestępczych, dochodziły do Szwajcarii i odbijały się od ściany. W końcu tę ścianę skruszono, Szwajcarzy zgodzili się wymieniać informacjami. Więc te szemrane miliardy już tam nie płyną tak szerokim strumieniem. Trudno utrzymać się z czekolady, zegarków i stoków narciarskich. Trzeba wymyślić coś ciekawego. I teraz poszczególne kantony dilują z korporacjami.
Dilują? – Specyfika systemu szwajcarskiego polega na tym, że każdy kanton ma sporą suwerenność i może ustalać indywidualne rozwiązania podatkowe w zależności od potrzeb holdingów. Jak się Bruksela próbuje wtrącać, to Szwajcaria, która nie jest w Unii, może mówić: „Nie wasza sprawa”. Oczywiście jeśli nacisk Brukseli jest silny, to w końcu ustępuje, ale za chwilę w innym kantonie pojawia się podobne rozwiązanie, które pozwala podatki optymalizować. Ostatnio odbyło się w Szwajcarii referendum. Pytano, czy państwo powinno przyznać obywatelstwo wnukom imigrantów. A przy okazji zadano też inne pytanie: „Kraje sąsiednie i Komisja Europejska naciskają, żebyśmy nie stosowali konkurencyjnych rozwiązań podatkowych. Czy zgadzasz się, żeby te rozwiązania były bardziej restrykcyjne?”. I obywatele odpowiedzieli: „Nie”. Chcą, żeby holdingi miały u nich preferencyjne stawki. Zgarną tylko 3 proc., ale i tak się opłaci.
Europejskie banki w rajach podatkowych. Wyprowadziły aż jedną czwartą zysków!
Bo nie ich drogi są rozjeżdżane. – Tak. Holding otwiera w Szwajcarii biuro, które ma 50 metrów kwadratowych i prawa do znaku towarowego. Oddziały holdingu z innych państw Europy muszą tej szwajcarskiej spółce przelewać setki milionów opłat za korzystanie z tego znaku.
I cały swój zysk taka firma rozlicza w Szwajcarii? – Niecały. Jak jest pan prezesem wielkiej międzynarodowej firmy, to musi kombinować inteligentnie. W Niemczech zostawia pan do opodatkowania 5 proc. rzeczywistego zysku, w Anglii – 3 proc. I te ogryzki opodatkowuje tamtejszymi wysokimi stawkami.
Po co? – Żeby nikt się nie czepiał. Jeśli dziennikarze „Die Welt” na konferencji prasowej zapytają prezesa: „Czy płacicie podatki?”, to może odpowiedzieć: „Płacimy! Aż 30 proc. według niemieckich stawek, proszę spojrzeć do bilansu”.
Jeden ze szwajcarskich trików to ulga nieruchomościowa. Holdingi mogły odliczać od podstawy podatkowej kredyt hipoteczny wzięty na nieruchomość. Powie pan: nic nadzwyczajnego, w wielu państwach firmy mogą odliczyć odsetki. Ale tam można było odliczyć całą ratę kapitałową! Co to oznacza? Że holding, zamiast zapłacić podatki, kupował nieruchomość. Po pięciu latach był posiadaczem dużego hotelu albo biurowca.
Ale po co takiemu holdingowi biurowiec w Szwajcarii, jeśli tak naprawdę nie prowadzi tam działalności? – Po nic. Sprzedaje nieruchomość po pięciu latach i ma czyste pieniądze z niezapłaconych podatków. Prezes firmy nawet nie musi tego biurowca oglądać, bo wszystko odbywa się za pośrednictwem wyspecjalizowanej kancelarii. Ale jak pan zapyta prezesa o podatki: „Płacimy! Przecież w Szwajcarii stawka wynosi 21 proc., proszę sobie sprawdzić”.
Holdingi działają transgranicznie. Jakieś działanie u nas może być niedozwolone, ale jeśli przerzucimy je do spółki w Czechach, będzie dozwolone. Jeszcze inną część działalności przerzucimy do spółki w Irlandii. Fiskus wariuje, bo nie wie, jak do tego podejść. Oczywiście może pan uciec dalej, do Afryki, na Kajmany. Każdy holding, tworząc swoją strategię podatkową, ma do dyspozycji derywaty, instrumenty hybrydowe, ich nazw urzędnicy nawet nie znają. Ciągle są nowe mody, jedne triki znikają, pojawiają się inne.
Ostatnio co jest modne? – „Pożyczka obligacji szanghajskich”. Cała Europa się z tym zmaga. Ten instrument jest tak pomyślany, że pozwala wytransferować cały zysk do Azji. Przerzucić go do spółki w Szanghaju i kupić obligacje, które mają horrendalnie wysokie oprocentowanie. W slangu korporacyjnym mówi się, że te papiery są „wysoko uzyskowione”. Przychodzi kontrola: „No jak to? Przerzuciłeś zysk w jakieś azjatyckie obligacje? Przecież mogłeś kupić obligacje krajowe”. „Ale tamte mi dadzą 50 proc. zysku, miałem cel ekonomiczny, żeby tak zrobić”.
I gdzie jest trik? – To jest fikcja.
Nie przyniosą takiego zysku? – Ale kiedy to można stwierdzić? Po pięciu latach, kiedy zobowiązania podatkowe się przedawnią.
Za pięć lat pieniądze z tych obligacji wycofam. – Tak. Bez płacenia podatku.
I wszyscy wiedzą, że to jest oszustwo? – Ale jak pan to udowodni? Obligacje szanghajskie są tak skomplikowane, że jak biedna pani Krystyna z urzędu skarbowego usiądzie nad tym, to załamie ręce. A jeszcze dokumenty przyjdą w obcym języku.
A jeśli to będzie Christine z brytyjskiego urzędu skarbowego? – To na Christine jest jakiś inny sposób. Korporacje międzynarodowe monitorują państwa, sprawdzają na bieżąco orzecznictwo sądów i słabe punkty urzędów skarbowych. Wiedzą, jakie słabości ma nasza Krystyna, a jakie brytyjska Christine. Azja jest teraz głównym ośrodkiem optymalizacji podatkowej z intelektualnym centrum w Kuala Lumpur. Zatrudnili najlepszych specjalistów z USA i Europy, dali im kosmiczne stawki. Jako prezes wielkiej firmy może pan polecieć do Kuala Lumpur i powiedzieć tak: „Chcę wytransferować z Europy Środkowo-Wschodniej 30 mld euro”. I oni sprzedadzą panu strategię szytą na miarę. Zbudują hybrydę z paru spółek i zaplanują kolejne ruchy polegające na przerzucaniu zysków między nimi.
Żeby zejść z podatkami na zero? – Zwykle chodzi o zejście na 3 proc. Jest mniej więcej tak: robi pan trzy ruchy między spółkami i wtedy, zamiast płacić 19 proc. podatku, płaci jakieś 6-7 proc. Sześć ruchów – można zejść na 3 proc. A może pan zrobić osiemnaście ruchów i wtedy będzie zero.
Czyli uczciwość korporacji polega dziś na tym, że płacą w Europie podatki w wysokości 3 proc. i łaskawie nie schodzą na zero? – Niektóre schodzą. Wiele płaci 3 proc., inne – te mające skrupuły – 6-7 proc. Korporacje mają do dyspozycji 600 instrumentów optymalizacji podatkowej. Ale to nie wszystko. Jeśli prowadzi pan biznes w dziesięciu europejskich krajach, to może korzystać z umów międzypaństwowych o unikaniu podwójnego opodatkowania. Zaczęto je podpisywać w latach 60., czyli w czasach, kiedy każdy robił wielkie oczy na określenie „umowa leasing”. Są więc pełne dziur i nie uwzględniają zjawisk, z którymi mamy do czynienia dzisiaj. Ale nadal obowiązują. Dziś umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania służą unikaniu jakiegokolwiek opodatkowania. Każde państwo podpisało ich od 60 do 150. A proszę pamiętać, że umowy międzynarodowe mają pierwszeństwo przed ustawami krajowymi. Międzynarodowa korporacja może zbudować siatkę spółek i tak żonglować, że zapłaci 0,01 proc. podatku. W świetle prawa.
Szwindel. – Tak. Tylko nie ma sensu używać takich słów i pałać świętym oburzeniem. Nie chcę, żeby mnie odbierano jako moralistę, który prowadzi krucjatę przeciw holdingom. Bo państwa i rządy są tak samo winne. Brak skutecznej polityki powoduje, że prezesi holdingów muszą się zachowywać coraz gorzej.
Bo? – Jeśli pan jest prezesem, który ma skrupuły, a ja prezesem, który skrupułów nie ma, jeśli pan płaci podatki, a ja – działając w tej samej branży – agresywnie podatki optymalizuję, to kto wygrywa? Z oszczędności na podatkach mam dodatkowe spore pieniądze i przerzucam je na walkę z panem. Na przykład przez rok oferuję swoje produkty poniżej kosztów.
W Unii nie wolno stosować cen dumpingowych. – Wielu rzeczy nie wolno. Tyle że jako prezes holdingu jestem w stanie każdej kontroli wykazać, że to nie jest cena dumpingowa. Co ten uczciwszy prezes ma zrobić? Dwa lata wytrzyma, a potem pokaże słabe wyniki i akcjonariusze wyrzucą go na zbity pysk. Więc prezesami holdingów zostają ludzie, którzy takich skrupułów nie mają. Firmy widzą, że państwa nie reagują, że nie ma żadnych sankcji za agresywną optymalizację. To jest zjawisko psucia dobrego podatnika.
Czy Unia wie, że wielkie firmy płacą najwyżej kilkuprocentowe podatki? – Wszyscy wszystko wiedzą. W 2014 roku po aferze Luxleaks rząd Luksemburga został zmuszony do przekazania Komisji Europejskiej dokumentów. Przekazał ich 7 mln. I widać tam czarno na białym, że holdingi od swoich europejskich zysków płaciły podatki w wysokości 1-3 proc.
I co? – Było wielkie oburzenie, okrzyki, że to skandal. I sporo moralizowania.
Z którego coś wynikło? – Niewiele. Dlatego właśnie jestem przeciwnikiem moralizowania, bo ono służy wyłącznie poprawie naszego samopoczucia, a nie żadnym realnym działaniom.
Więzienie za LuxLeaks. Ale... nie dla oszustów
Ile budżety państw Europy tracą? – Co roku 300 mld euro. To kwota wyliczona na podstawie dokumentów z Luksemburga.
To dużo? – Kosmos.
Ale jak wielki jest ten kosmos? Czy gdyby ta kwota trafiała do budżetów, to nie byłoby problemu deficytów? – Nie byłoby.
Nie trzeba by robić cięć w emeryturach, systemach edukacji i zdrowia, co miało miejsce po kryzysie w wielu krajach Unii? – Pewnie nie. A w każdym razie cięcia nie byłyby tak duże.
To ja czegoś nie rozumiem. Przecież to jeden z głównych problemów rządów europejskich, że mają deficyty i ciągle muszą oszczędzać. Holandia, Francja, Wielka Brytania – wszędzie tam przez ostatnie lata odbywało się odchudzanie sektora publicznego i wszędzie wywołało to frustrację obywateli. – Tak. To jedna z przyczyn fali populizmu. Politycy głównego nurtu wiedzą, że coś z tym trzeba zrobić, tyle że brakuje solidarności. Jedni próbują coś w podatkach załatać, a inni się wyłamują i mówią holdingom: „Zapraszamy do nas”. Z wielkimi firmami dilują Luksemburg, Holandia, Austria, Czechy, Irlandia, zaraz zacznie dilować Londyn. Wiele państw przechodzi na złą stronę mocy. A reszta się zastanawia: „Może trzeba dołączyć?”. Często słyszę na korytarzach w Brukseli takie rozmowy: „Nie liczymy już na solidarność, musimy chronić swój ogródek”. „Może lepiej skubać, niż być skubanym?”. Najbardziej irytujące, że to wszystko dzieje się w ramach Unii Europejskiej, gdzie powinny obowiązywać wspólne zasady. Co jakiś czas wybucha skandal, wszyscy są niesłychanie wzmożeni moralnie, wygrażają holdingom, ale późniejsze działania Brukseli są rozwadniane.
Na przykład? – Komisja Europejska przyczepiła się w zeszłym roku do Irlandii, która pozwoliła firmie Apple zyski z całej Europy opodatkować stawką – uwaga – 0,005 proc. Odbyło się to kosztem wszystkich krajów Unii, również Polski, gdzie przecież ta firma sprzedaje swoje produkty. Wybuchł skandal, powołano komisję, która policzyła, że niezapłacone podatki Apple’a to 13 mld euro. Bruksela powiedziała więc do Irlandii tak: „No, tym razem przesadziliście. Musicie zażądać, żeby Apple oddał te 13 mld. A jak nie, to sami zapłaćcie”.
I? – Guzik. Kto się odezwał? Rząd USA. „Dlaczego nachodzicie nasze firmy?”. I Irlandia natychmiast potulnie ogłosiła: „Dziękujemy pięknie, nie chcemy tych pieniędzy, bo jesteśmy krajem przyjaznym dla biznesu”.
Komu nie zależy na likwidacji rajów podatkowych?
Ekonomista Thomas Piketty pisze tak: „Irlandia najpierw była cudem, potem katastrofą, a teraz jest skandalem. Wprost nieprawdopodobne, że Unia pożycza jej 90 mld euro, aby ratować irlandzkie banki, a jednocześnie nie wymaga podniesienia stawki podatku od spółek. Pozwalamy w ten sposób na podkopywanie bazy podatkowej sąsiadów i nie ma to nic wspólnego z zasadami gospodarki rynkowej czy liberalizmu. To się nazywa kradzież. Pożyczać pieniądze tym, którzy nas okradli, i nie domagać się niczego, co by zapobiegło takiej sytuacji w przyszłości, to z kolei głupota”. – Zgadzam się z Pikettym. Przy czym on pisze o oficjalnym irlandzkim podatku od spółek, który i tak jest niski, bo wynosi 12,5 proc. Ale koncerny nawet tego nie płacą. Nie możemy wyegzekwować od Irlandii uczciwych zasad od lat. Mimo że jest z nami w jednym klubie. Największy problem z Irlandią miała Wielka Brytania, bo wiele spółek tam odpłynęło. A teraz z kolei cała reszta państw Unii będzie miała problem z Wielką Brytanią, która zacznie z korporacjami dilować. Firmy ulokowane w londyńskim City coś muszą dostać.
Dostać? – Po Brexicie, żeby chciały w Anglii dalej działać. Wielka Brytania będzie nowym rajem podatkowym, mamy to jak w banku. Jestem przekonany, że wprowadzą jednocyfrową stawkę podatku CIT. Najpierw to będzie karta przetargowa w trakcie negocjacji brexitowych, będą tym szantażować całą resztę, a potem i tak to wprowadzą. Dżuma podatkowa drąży nas od wewnątrz. Dla Europy nie jest problemem raj podatkowy w Panamie czy na Kajmanach, bo z tym jako tako potrafimy sobie radzić. Problemem jest nieuczciwość między partnerami.
Facebook w 2014 roku zapłacił w Wielkiej Brytanii 4237 funtów podatku. – Zgadza się.
Przy miliardowych przychodach. – Owszem.
Tak na chłopski rozum: jeżeli firma działa w jakimś kraju, sprzedaje swoje usługi za miliard, wystawia faktury, to przecież urzędnicy skarbowi widzą to na swoich komputerach. – Widzą.
Mogą ten miliard z faktur porównać z podatkiem w wysokości 4237 funtów i zameldować ministrowi finansów, że coś jest nie tak. – Mogą.
Brytyjski minister może zadzwonić do prezesa Facebooka i powiedzieć: „No chyba żartujecie! Cztery tysiące funtów podatku? Albo płaćcie uczciwą dolę, albo do widzenia”. – Tak, genialne rozwiązanie. Tylko przyjmijmy, że jestem tym Zuckerbergiem. Po co mam sprzedawać usługi jako spółka zarejestrowana w Anglii? Sprzedam te usługi jako spółka irlandzka.
„Jeśli nie płacisz podatków, to nie możesz u nas w ogóle sprzedawać. Ani jako spółka brytyjska, ani jako irlandzka czy luksemburska”. – Mogę, bo takie jest prawo. A żeby je zmienić, musi być wola wszystkich stron. Podobne regulacje. Harmonizacja.
Facebook kończy z unikaniem podatków? Zapłaci miliony w Wielkiej Brytanii
Czyli wszystkie kraje Europy musiałyby wspólnie powiedzieć firmom: „Podatki macie płacić tam, gdzie zrobiliście obroty”. – Tak. I powstało takie rozwiązanie. Byłem w grupie ekonomistów, która na zlecenie Komisji Europejskiej je przygotowała. Prace trwały od 2000 roku. Patent nosi nazwę CCCTB, czyli wspólna skonsolidowana korporacyjna podstawa opodatkowania. Holdingi nie mogą przerzucać zysków. Płacą tam, gdzie faktycznie działają.
Dokładnie jak? – Zyski koncernu ze wszystkich państw Unii są traktowane łącznie. Dopiero potem są dzielone na poszczególne kraje. Robi to specjalny algorytm, który uwzględnia, ile holding zatrudnia w danym państwie pracowników, jaki miał obrót i dochód. To wszystko są policzalne rzeczy. Przypadającą mu część zysku każdy kraj samodzielnie opodatkowuje według własnych stawek.
Skuteczne? – Tak. Bo trudniej uciec.
Na Kajmany. – Ale wtedy takiej firmie można powiedzieć to, co pan proponuje: „Nie możesz działać w całej Unii”. I prezes się pięć razy zastanowi, czy stać go na rezygnację z rynku, na którym jest 500 mln konsumentów.
Co się z CCCTB stało? – To co zawsze. Na forum międzynarodowym wszyscy chwalili: „Świetny pomysł! Skończmy z optymalizacją!”. A potem wspólnymi siłami dyrektywę w tej sprawie rozwodniono. Prace nad CCCTB trwały dwanaście lat. Uczestniczyłem w negocjacjach, rozmawialiśmy z przedstawicielami rządów. Przyjeżdża minister finansów wielkiego europejskiego kraju z trzema osobami towarzyszącymi. Uścisk dłoni, przedstawiają się i słyszę, że te osoby towarzyszące to wiceprezesi oraz księgowi największych holdingów. W końcu w 2011 roku powstał projekt regulacji, która jest dziurawa.
Bo? – Okazało się, że CCCTB ma być fakultatywne. To holding decyduje, czy chce to rozwiązanie wybrać, czy nie. I nikt nie zrobił bezpiecznika, żeby uniemożliwić transfer zysków między starym a nowym systemem płacenia podatków. Holding mógłby ogłosić, że korzysta z CCCTB, wszyscy biją brawo, a 90 proc. zysku rozlicza po staremu. Zresztą ta rozwodniona wersja CCCTB też nie została wprowadzona. Kilka krajów – między innymi Polska – zgłosiło weto. „Wkraczacie w nasze ustawodawstwo narodowe, zabieracie nam suwerenność podatkową” itd. Trwają prace. Może jeszcze coś z tego będzie.
A dżuma zaraża? – Zaraża i mutuje. Społeczeństwa mówią: „Gdzie ta sprawiedliwość? Holdingi nie płacą, a wy znęcacie się nad biednym przedsiębiorcą, który nie ma gdzie uciec”. To może prowadzić do rewolucji. Optymalizacja podatkowa ma poważne konsekwencje dla małych i średnich firm. Dusi je.
Jak? – Państwo ma przecież ściśle określoną politykę budżetową. Musi zebrać środki, aby potem je wydać na swoje cele. Jeżeli od największych firm nie wpływa to, co powinno, to gdzie fiskus idzie? Do małego i średniego przedsiębiorstwa. Trochę jak na podwórku pod trzepakiem, gdzie łatwiej utoczyć małego, słabszego niż dużego i dobrze zbudowanego. W zdrowym kapitalizmie jest tak, że dużym firmom siedzą na ogonie firmy średniej wielkości, które bywają sprytniejsze, bardziej obrotne. I co jakiś czas odnoszą sukces, następuje zdrowa wymiana liderów. Ten mechanizm działa dużo gorzej, jeśli średniak musi płacić podatku 20 proc., a wielki holding – 2 proc. I ten wielki ma dzięki temu środki, żeby konkurencję zadusić w zarodku.
Wiadomo, ile Polska traci na optymalizacji podatku CIT? – 46 mld zł rocznie. Wynika to m.in. z dokumentów Luxleaks. Pokazały, z których krajów ile pieniędzy ucieka.
To prawie tyle co polski deficyt. – Tak. Na korytarzach w Brukseli mówi się czasem o Polsce, że jest inteligentnym rajem podatkowym, skoro pozwala wielkim firmom nie płacić. Ale nawet jeśli mamy cechy takiego raju, to po pierwsze – przez przypadek, a po drugie – niczego na tym nie zyskujemy. Nie działamy sprytnie jak Austria czy Irlandia. Tylko: „się zrobiło”.
Się zrobiło? – Jesteśmy głupim rajem podatkowym. To, że nasz fiskus jest bezzębny wobec międzynarodowych korporacji, nie wynika z dilowania, tylko raczej z siły bezwładu. Nawet nie wiemy, jakie sposoby optymalizacji stosują u nas holdingi. To musi sprawdzić urzędnik na dole, a jeśli nie jest przeszkolony, to nie sprawdzi.
Za miliardy z funduszy europejskich budujemy drogi, mosty, tunele. Wykonawcami są koncerny z całego świata. Ale jak pan spojrzy, jakie były wpływy z podatków w czasie, gdy unijne środki płynęły najszybciej, to okazuje się, że CIT nie drgnął. A powinny być przecież wyższe wpływy, skoro tyle się buduje. O co chodzi? Międzynarodowe firmy doradcze, jeszcze zanim weszliśmy do Unii, sprzedawały pilotażowe programy, które pozwalały zoptymalizować w Polsce podatki w kontekście programów unijnych. Teraz zaczynają płynąć kolejne unijne miliardy. I są już gotowe, lekko zmodyfikowane rozwiązania podatkowe z poprzedniej perspektywy budżetowej.
Polska może coś z tym zrobić? – Coś może. Trochę.
Żeby płacili 19 proc.? – No skąd! Tyle to oni nie będą płacić. Jakieś 10 proc. może da się uzyskać, gdybyśmy uszczelnili system. Żeby płacili pełną dolę – czyli uczciwie dokładali się do wszystkich kosztów państwa i zostawiali jakąś górkę – to można załatwić tylko przez solidarne działania państw Unii.
Wspólny rząd? – CCCTB. I ponadnarodowy urząd fiskalny, który będzie w stanie się oprzeć naciskom rynków. Bo jeśli pojedyncze państwo wprowadzi zbyt restrykcyjne rozwiązania, to zaraz jest przez nie karane. Nawet silne Niemcy na zbyt wiele nie mogą sobie pozwolić. Paradoks polega na tym, że suwerenność wobec rynków można dziś zyskać, tylko zrzekając się części prerogatyw państwa narodowego na rzecz takiego wspólnego silnego ciała.
Właściwie dlaczego pan jest po tej, a nie po tamtej stronie? Jako doradca podatkowy zarabiałby pan więcej. – Optymalizacja podatkowa od 20 lat ciekawi mnie naukowo. Wolę ją badać, niż wyszukiwać triki dla firm.
Badał ją pan głównie na Zachodzie. – Bo u nas miałem za mało danych. Zacząłem się w tym specjalizować w latach 90. na studiach w Lublinie i wtedy uchodziło to za dziwactwo. Więc wyjechałem studiować techniki optymalizacyjne do Stanów. Potem wróciłem do Europy na uniwersytety w Wiedniu i Paryżu. Realizowałem projekt dla Komisji Europejskiej, wyszukiwałem luki w unijnym prawie podatkowym, które potem próbowano łatać. To, że byłem naukowcem, otwierało mi drzwi w niektórych holdingach, mogłem z bliska przyjrzeć się metodom optymalizacji.
Dlaczego wrócił pan do Polski? – Bo w 2014 roku dostałem telefon z Ministerstwa Finansów. Mateusz Szczurek zaproponował, żebym pomógł stworzyć strategię uszczelnienia naszego systemu podatkowego. Pracowaliśmy ponad rok z całym zespołem. Strategia powstała, ale jej nie wprowadzono.
Dlaczego? – Szczurek był mocno za. Próbował to przepchnąć. „Świetnie. Ale po wyborach” – zdecydowali politycy. Podejrzewam, że nie chcieli mieć jęków biznesu o gnębieniu kontrolami. Drobny i średni biznes to też są przecież wyborcy.
Holdingi znakomicie to rozegrały PR-owo. Mówię to z pewnym podziwem. Elementem naszej strategii było wprowadzenie tzw. klauzuli unikania opodatkowania. Dzięki niej fiskus może zajrzeć w księgi rachunkowe korporacji, wyłowić dziwne transakcje, które służą optymalizacji, i nakazać zapłatę podatku w normalnej wysokości. Napuszczono media, mały i średni biznes zaczął krzyczeć, że to będzie brzytwa w ręku głupiej małpy, czyli państwa. Ministerstwo, niestety, nie potrafiło rozsądnie przeciwstawić się tej propagandzie. Tłumaczyłem Krajowej Izbie Gospodarczej zrzeszającej polski biznes: „To jest brzytwa na holdingi międzynarodowe, a nie na was!”. Trochę się udało ich przekonać, więc opór zelżał, no ale zbliżały się już wybory i nic z tego nie wyszło.
Naszą strategię – tzw. tarczę podatkową – pokazaliśmy posłom. Bardzo byli poruszeni, że budżet tyle pieniędzy traci: „Skandal!”, „Trzeba coś z tym zrobić!” itd. Po czym nikt się de facto tym nie zainteresował. Niech pan sobie wyobrazi, że po tej całej prezentacji dla posłów dostałem tylko jeden telefon – z ambasady jednego z sąsiednich krajów. Próbowali mnie ściągnąć do siebie, żebym doradzał ministrowi finansów.
No ale coś się panu w Polsce udało? – Nie bardzo. Moim jedynym sukcesem jest to, że wyciągnąłem problem spod dywanu. Parę lat temu polscy politycy o tym nawet nie mówili.
Nie wiedzieli? – Wiedzieli. Tylko jak się zaczyna o czymś mówić, to pojawia się problem: „No ale co z tym robicie?!” – pytają dziennikarze. A ponieważ nie mamy w administracji specjalistów od optymalizacji podatkowej i nie bardzo wiadomo, co robić, to politycy woleli siedzieć cicho. Mówiono sporo o karuzelach VAT – czyli działalności przestępczej – bo z tym lepiej, gorzej, ale jakoś sobie umiemy radzić. Natomiast jeśli chodzi o opodatkowanie korporacji, to problem nie został ruszony.
PiS coś zrobił? – Wprowadził klauzulę unikania opodatkowania, która została po poprzednim rządzie.
Zadzwonili do pana? – Zadzwonili. Zaproponowali dalszą pracę w Radzie ds. Przeciwdziałania Unikaniu Opodatkowania. Ale po roku zrezygnowałem.
Dlaczego? – Bo wymiana kadr nie jest sposobem na walkę z unikaniem opodatkowania. Dużo niezłych urzędników z Ministerstwa Finansów odeszło do firm doradczych. Tymczasem uszczelnianie systemu trzeba robić czyimiś rękami. Najlepiej ludzi doświadczonych. Nawet najbardziej zdeterminowany minister sam tego nie dokona.
Ekonomista Thomas Piketty pisze tak: „Na poziomie światowym saldo finansowe jest ujemne. Jest to logicznie niemożliwe, o ile nie znajdujemy się w posiadaniu planety Mars”. O co chodzi z tym Marsem? – O to, że pieniądze znikają w czarnej dziurze. Na przykład amerykański bank centralny wpuszcza do obiegu finansowego 100 mld dol., a po roku z tych pieniędzy w obiegu zostaje tylko 80. Reszta znika.
Gdzie? – W rajach. Bardzo łatwo transferować dochody poza jakiekolwiek systemy rejestrujące. Do państw w Afryce, Azji, które są poza systemami monitoringu. I nagle się okazuje, że wielka korporacja nie ma pieniędzy, pracuje pro publico bono.
Ile pieniędzy jest w tych rajach? – Nikt nie wie. Biliony.
Edward Lucas, publicysta „The Economist”, proponuje, żeby zamrozić aktywa w rajach podatkowych, zlicytować je, a zyski przekazać do budżetów państw. Pisze tak: „Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że przyjdzie mi napaść kiedyś tak ostro na prawo własności, ale jeżeli nie przywołamy do porządku plutokracji, możemy ocknąć się wkrótce w świecie nowego bolszewizmu”. – Mocne. Proszę zwrócić uwagę, że napisał to publicysta bardzo prorynkowej gazety. Brak realnych działań ze strony państw powoduje, że w powietrzu zaczynają fruwać pomysły radykalne. To zrozumiałe. Ludzie, którzy do tej pory myśleli w kategoriach liberalizmu rynkowego, zaczynają mówić: „W biały dzień widać to złodziejstwo, nie można tak dalej”. I społeczeństwa też zaczynają się uskrajniać, jak widzą te skandale.
A pomysł Lucasa, żeby raje podatkowe zlicytować? – Chciałbym, żeby to było możliwe. Ale to nierealne. „Święte prawo własności” itd.
To jak? – Już mówiłem – najbardziej skuteczne byłoby wspólne działanie całej Unii. Jest wielu ludzi, wiele środowisk i wiele państw, którym naprawdę na tym zależy. Cała Europa nie jest jeszcze zainfekowana. Niemcy nie są. Wielka Brytania nie była. Hiszpania walczyła z oszustwami podatkowymi, mimo że dotykały rodziny królewskiej. Kraje skandynawskie – z pewnymi wyjątkami – też zachowują się uczciwie. Wciąż dużo siły jest po tej dobrej stronie.
Rządy będą czuły coraz silniejszy nacisk społeczeństw. Jeszcze parę lat temu, gdy próbowałem z polskimi ekonomistami o problemie rozmawiać, słyszałem: „Holdingi podatków nie płacą? To są jakieś populistyczne opowiastki”. Gdybym nie zajmował się tym jako profesor i nie miał wielu lat doświadczeń zdobytych na Zachodzie, toby tutaj wariata ze mnie zrobili. Dziś klimat przyzwolenia znika, również w Polsce. Obywatele mają dość tego, że holdingi uprawiają jazdę na gapę. Mały i średni biznes też zaczyna rozumieć, że jest ofiarą tych praktyk. Albo klasa polityczna sobie z tym problemem poradzi, albo będzie musiała odejść. Bo puste budżety nie napełnią się same.
CV Dominik Gajewski – prawnik, ekonomista, kierownik Centrum Analiz i Studiów Podatkowych Szkoły Głównej Handlowej. Autor kilku książek na temat unikania opodatkowania przez międzynarodowe koncerny. W marcu tego roku współorganizował w SGH konferencję „Międzynarodowe unikanie opodatkowania a bezpieczeństwo państwa”, której „Wyborcza” była patronem medialnym
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2017.03.06 12:16 ben13022 Kosmos Humboldta. Jak zapomnieliśmy o niemieckim geniuszu.

Za życia sławą ustępował tylko Napoleonowi, inspirował setki uczonych, poetów i prozaików. Popadł w zapomnienie, choć niemal w pojedynkę wymyślił naturę.
Kiedy w 1847 roku ukazał się drugi tom „Kosmosu", dzieła życia Alexandra von Humboldta, pruski naturalista – tym terminem określano wówczas przyrodników – z niepokojem pytał swego wydawcę o reakcje. Nigdy nie zapominał negatywnych recenzji, choć te prawie się nie pojawiały. Wydawca Johann Georg von Cotta uspokoił swojego autora, zapewniając, że ludzie „dosłownie bili się" o egzemplarze, a jego biura zostały „wręcz splądrowane". Publikacja cieszyła się takim powodzeniem, że oferowano za nią łapówki, a paczki z książkami przeznaczonymi dla księgarzy w Londynie i Petersburgu w tajemniczych okolicznościach ginęły, trafiając do – jak pisze w świetnej biografii Humboldta „Człowiek, który zrozumiał naturę" Andrea Wulf – „zdesperowanych klientów w Hamburgu i Wiedniu".
Humboldt był wówczas u szczytu. Pierwsze dwa tomy „Kosmosu" z czterech opublikowanych za jego życia doczekały się w ciągu czterech lat aż trzech angielskich wydań (wyłączając skandalicznie źle przetłumaczoną wersję piracką), rozchodząc się w nakładzie 40 tysięcy egzemplarzy w samej Wielkiej Brytanii. W Niemczech pierwszy tom sprzedał się w kilka miesięcy w 20 tysiącach. Przekłady, w tym na język polski, pojawiły się natychmiast. Wspomniany von Cotta mówił o „epokowej" popularności książki. Nie widział tylu zamówień nawet wtedy, gdy Goethe – zresztą przyjaciel Humboldta – opublikował swoje opus magnum, „Fausta".
Skąd wzięło się to szaleństwo na punkcie „Kosmosu"? Otóż Humboldt pisał o przyrodzie jak nikt przed nim, łącząc wrażliwość poety z niekwestionowanym autorytetem naukowca. W jego prozie kolorowe promienie zorzy „splatały się w migoczącym morzu ognia", a opowieści o migracjach ludzi, o roślinach i zwierzętach sąsiadowały z trudniejszymi zagadnieniami i nowatorskimi ustaleniami na temat magnetyzmu ziemskiego, wulkanów czy linii wiecznego śniegu. Zachwyt artysty i „twórcza siła wyobraźni" były dla tego berlińczyka tak samo istotne, jak skrupulatność pomiarów i sumienność naukowca. W drugim tomie – równie popularnym co pierwszy – Niemiec ukazał historię ludzkości od czasów starożytnych do współczesności, ale zamiast suchych faktów pisał m.in. o poezji, sztuce, polityce, rolnictwie, a także o uczuciach.
W całym „Kosmosie" Humboldt przedstawił swoją wizję świata i życia, nad którą pracował przez bez mała pół wieku. Świat organiczny w jego ujęciu przestał być sumą części, którą chcieli w nim widzieć oświeceniowi naturaliści. Humboldt odrzucił mechanicyzm, dojrzał w naturze „żyjącą całość", w której wszystko jest ze sobą powiązane i tworzy przypominającą sieć „misterną konstrukcję". „W tym wielkim ciągu przyczynowo-skutkowym – pisał, wyprzedzając epokę – żaden element nie może być rozważany w oderwaniu od innych".
Ale już przed wydaniem „Kosmosu" uważano Humboldta za największego naukowca swoich czasów – uchodził za człowieka, który zrewolucjonizował sposób postrzegania świata ożywionego. Legendą uczyniła go pięcioletnia podróż, w trakcie której oczarowały go tropiki, wspiął się na uważany wówczas za najwyższy szczyt na Ziemi ekwadorski wulkan Chimborazo i dowiódł, że istnieje wodne połączenie między dwiema największymi rzekami Ameryki Południowej: Amazonką i Orinoko. Zasłynął między innymi tym, że wymyślił znane dziś ze wszystkich map pogody izotermy, odkrył równik magnetyczny, wprowadził pojęcia wegetacji i stref klimatycznych. Jako pierwszy mówił też – na przykładzie wenezuelskich plantacji – o szkodliwych zmianach klimatycznych wywołanych przez człowieka. Zamiast umieszczać rośliny w przyjętych z góry kategoriach, ukazał wegetację przez pryzmat klimatu i położenia, co było radykalną nowością, która dziś kształtuje nasze rozumienie ekosystemów, a jego „Ansichten der Natur" („Widoki natury") dały początek nowoczesnej literaturze podróżniczej.
Jeśli chcielibyśmy sporządzić krótką listę tych, którym Humboldt dostarczył inspiracji, znalazłyby się na niej niemal wszystkie największe znakomitości XIX wieku z zakresu nauk przyrodniczych. Humboldt natchnął między innymi: autorów teorii ewolucji Charlesa Darwina i Alfreda Russella Wallace'a, ojca nowoczesnej geologii Charlesa Lyella, ojca ekologii Ernsta Häckla i George'a Perkinsa Marsha, który zainicjował współczesną ochronę przyrody. A mowa tu wyłącznie o wpływach bezpośrednich i takich, do których naukowcy otwarcie się przyznawali! „Nic nigdy nie rozbudziło mojego zapału bardziej niż »Personal Narrative« Humboldta" – pisał Darwin, dodając, że „znał ją niemal na pamięć". Darwin wprost „wielbił" Humboldta. Bez niego nie wsiadłby na okręt „Beagle", a co za tym idzie nie dotarłby na Galapagos, gdzie narodziły się zręby jego najważniejszej teorii. Warto zresztą dodać, że i Humboldt cenił Darwina. Po lekturze „Podróży na okręcie »Beagle«" napisał do niego: „Ma pan przed sobą wspaniałą przyszłość".
Ale berlińczyk inspirował nie tylko naukowców. Dla Goethego był częściowym natchnieniem przy kreacji postaci Heinricha Fausta, pojawia się także w jego „Powinowactwach z wyboru", w których Ofelia mówi: „Jakże chętnie słuchałabym kiedyś opowiadającego Humboldta". Wielu ludzi miało się zresztą przekonać o prawdziwości słów największego niemieckiego poety, że spędzić kilka dni z autorem „Kosmosu" to „jak przeżyć kilka lat". Wszechstronną wiedzą oszałamiał, a poza tym... nie dawał nikomu dojść do słowa. Humboldt zainspirował ponadto „Waldena" Henry'ego Davida Thoreau, a także ostatni poemat Edgara Allana Poego „Eureka" (odpowiedź na „Kosmos"). Hołdem dla jego wypraw jest „Wspaniałe Orinoko" Jules'a Verne'a (kapitan Nemo ma z kolei wszystkie dzieła Humboldta). Cytują go zresztą właściwie wszyscy wielcy romantycy – obok utworów Goethego i Poego naturalista gości także w twórczości lorda Byrona, Williama Wordswortha i Walta Whitmana.
Autor „Kosmosu" pochodził z dobrej pruskiej arystokratycznej rodziny. Urodził się w Berlinie w 1769 roku. Jego ojciec, Alexander Georg, był szambelanem u Fryderyka Wilhelma II (chrzestnego Alexandra, który z kolei będzie piastował tę samą funkcję u dwóch kolejnych Fryderyków Wilhelmów), matka Marie Elisabeth była córką bogatego przedsiębiorcy. Zimy Humboldtowie spędzali w Berlinie, miesiące letnie w rodzinnej posiadłości w Tegel. Alexander Georg zmarł, gdy jego synowie Alexander i Wilhelm mieli odpowiednio 9 i 11 lat. Śmierć ojca oznaczała koniec sielskiego dzieciństwa. Apodyktyczna matka – być może to jej zawdzięczał cięty język, z którego słynął – postanowiła zapewnić chłopcom jak najlepsze wykształcenie i zatrudniła wymagających guwernerów. Nigdy nie była zadowolona z ich postępów, a sam Alexander uchodził nawet za przygłupiego. Marie Elisabeth miała też jasno określoną wizję przyszłości synów: pragnęła, by pracowali w pruskiej administracji.
Choć przyrodnicze zainteresowania Humboldta ujawniły się już w jego dzieciństwie, chłopak nie zamierzał buntować się przeciwko matce. Wprawdzie marzył o podróżach, ale ukończył Akademię Górniczą we Freibergu i mimo wszystko przygody z górnictwem nie traktował do końca jako przykrego zesłania. Trzyletni kurs na uczelni zajął dysponującemu wprost niewiarygodną pamięcią młodzieńcowi osiem miesięcy i w wieku zaledwie 22 lat został on inspektorem górniczym. Na tym nie koniec – porażony brakiem podstawowej wiedzy u górników, napisał dla nich podręcznik. Skonstruował lampę działającą głęboko pod ziemią, wynalazł maskę do oddychania, wreszcie zaś otworzył darmową szkołę dla górników (warto dodać, że jego brat założył pierwszy berliński uniwersytet, znany dziś jako Uniwersytet Humboldtów). Wymarzoną wyprawę do Ameryki Południowej umożliwiły Alexandrowi śmierć matki w 1796 roku i spadek w wysokości stu tysięcy talarów (jak ogromna to suma uświadamia fakt, że wystarczyła ona z nawiązką na pięcioletnią podróż, a kiedy Fryderyk Wilhelm III przyznał mu przyzwoitą roczną pensję jako szambelanowi, miała ona wysokość 2,5 tysiąca talarów).
Gdy tylko odziedziczył pieniądze, zabrał się do dzieła. Najpierw uznał, że musi się dokształcić z geologii, botaniki, zoologii i astronomii. W Jenie eksperymentował z elektrycznością, w Dreźnie opanował sekstans, w Wiedniu badał rośliny tropikalne w cieplarniach cesarskich ogrodów. Zimę spędził w Salzburgu, gdzie zdobywał doświadczenie w pomiarze gór i meteorologii. W 1798 roku był już gotów, ale z powodu wojen morskich nie mógł opuścić Francji drogą morską. Szczęśliwie rok później udało mu się wyprosić u króla Hiszpanii Karola IV paszport umożliwiający poruszanie się po wszystkich hiszpańskich terytoriach zamorskich. 16 lipca 1799 roku Humboldt wraz z poznanym w Paryżu botanikiem Aimé Bonplandem przybył do Cumany w Nowej Andaluzji (dzisiejsza Wenezuela). Bogactwo tropikalnego życia z miejsca go poraziło.
W lutym 1800 roku wybrał się na poszukiwanie Casiquiare, rzeki łączącej Orinoko z Amazonką, której istnienie powszechnie podawano w wątpliwość. W ciągu czterech miesięcy niesamowitej wędrówki pokonał niespełna 2800 kilometrów. Sławę przyniosły mu już same listy z podróży, w których opisywał cuda natury. Czytelnicy nie mogli się oprzeć choćby tchnącemu duchem epoki opisowi wnętrza ekwadorskiego wulkanu Pichincha: „Nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie nic równie ponurego, bezgranicznie smutnego i ostatecznego jak to, co tam zobaczyłem". Podczas gdy w Europie znano 6 tysięcy gatunków roślin, Humboldt przywiózł ze swej wyprawy 60 tysięcy okazów, w tym 2 tysiące gatunków, o których do tej pory w Europie nikt nie słyszał. „Czytał rośliny – pisze Andrea Wulf – jak inni czytają książki".
Tak szczęśliwy jak w Ameryce Południowej miał już Humboldt nie być nigdy, po powrocie do Europy osiadł w Paryżu, do Berlina – prowincjonalnego, jak zauważał – wybrał się dopiero rok później i utknął tam z powodu wojny Prus z Francją. Ale to Paryż miał się stać – ku zgorszeniu niektórych rodaków – jego drugim domem, tam środowisko naukowe było najprężniejsze. Humboldt nie wiedział, że na następną wyprawę przyjdzie mu czekać ćwierć wieku. Marzył o Indiach i Himalajach, ale Kompania Wschodnioindyjska – znająca poglądy niemieckiego naturalisty na niewolnictwo – storpedowała jego plany.
Ponownie miał wyruszyć dopiero w 1829 roku do Rosji, gdzie zobaczył i zbadał Sybir, Ałtaj, Step Kazachski i Morze Kaspijskie. Druga wyprawa, choć nie tak efektowna, pomogła mu ostatecznie „scalić, potwierdzić i powiązać" wszystko, nad czym latami pracował. Rosjan najbardziej uradowało to, że potwierdziła się teza Humboldta, iż występowaniu złota i platyny towarzyszy obecność diamentów. W trakcie wyprawy odnaleziono je na Uralu. W Orsku Humboldt poznał z kolei Polaka Jana Prospera Witkiewicza, zagorzałego miłośnika jego twórczości i zesłańca, któremu karę śmierci za udział w organizacji uczniowskiej Czarni Bracia zamieniono na dożywotnią służbę wojskową na Syberii. Niemiec marzył o wyzwoleniu rosyjskich chłopów, ale wiedział, że to nierealne, udało mu się jednak wpłynąć na ułaskawienie kilku skazańców. Za jego wstawiennictwem Mikołaj I awansował i przeniósł Witkiewicza.
Humboldt nie pojawił się oczywiście znikąd, samorodni geniusze, którzy w pojedynkę odkrywają nowe światy, raczej w nauce nie występują. Choć wyrósł ponad naukowców swoich czasów, był niewątpliwie dziecięciem epoki. W równej mierze ukształtowały go oświeceniowe ideały, co romantyczna wrażliwość. Nic nie miało większego wpływu na niemieckiego przyrodnika niż rewolucja francuska 1789 roku, która dla całego pokolenia romantyków stała się nośnikiem oświeconych wartości. Młody Alexander wielkim podziwem darzył także ojców założycieli Stanów Zjednoczonych i gorąco popierał przyświecające im ideały, którym przeciwstawiał europejski despotyzm. Przyjaźnił się z Thomasem Jeffersonem (amerykański prezydent skwapliwie korzystał z wiedzy Humboldta o Meksyku) i słynnym rewolucjonistą Simónem Bolívarem.
Ale opiniom wielkiego przyrodoznawcy nie brakowało wyważenia. Dostrzegał, że „ojczyzna wolności" opiera swoją potęgę na niewolnictwie, rozumiał też, jak łatwo rewolucja przeciwko kolonialistom i „barbarzyństwu cywilizowanego człowieka" potrafi obrócić się w dyktaturę. Prorocze okazały się też jego słowa o Stanach Zjednoczonych, które określił jako „kartezjański wir, który porywa i wciąga wszystko w mdłą monotonię". Mierzył, notował, klasyfikował i badał z gorliwością godną encyklopedysty, ale wniósł do nauki także „czucie i wiarę", odchodząc przy tym od wizji człowieka jako pana i posiadacza natury. Romantyzm, kojarzony w Polsce za sprawą Adama Mickiewicza ze sprzeciwem wobec „szkiełka i oka", w Europie – szczególnie w Anglii i Niemczech – był w istocie bardzo mocno związany z nauką, czego znakomitym przykładem piszący wiersze chemik Humphry Davy, wybitny poeta Samuel Coleridge czy sam Johann Wolfgang Goethe, który zajmował się m.in. optyką, anatomią porównawczą i wulkanami. To właśnie za sprawą romantycznych inspiracji Humboldt przeniósł Kantowską koncepcję wiedzy jako systematycznego konstruktu na świat przyrody. Kant uświadomił mu także doniosłość subiektywnego poznania. W naturze zaś, jak na romantyka zaznajomionego z filozofią Friedricha Schellinga przystało, niemiecki przyrodnik dostrzegał żywy organizm.
Zapewne nie byłoby romantyzmu Humboldta i takiego Humboldta, jakiego poznała nauka, gdyby nie spotkanie ze wspomnianym już Goethem. Umożliwił je młodemu Alexandrowi mieszkający w Jenie i obracający się w kręgach niemieckich romantyków brat. Wilhelm w 1794 roku przedstawił Alexandra Goethemu i Schillerowi (ten drugi zresztą uważał, że młodszy Humboldt odciąga autora „Cierpień młodego Wertera" od poezji i estetyki ku nauce). To dzięki Goethemu Humboldt uznał, że „to, co przemawia do duszy, umyka pomiarom". Stąd wzięło się także jego – tak pociągające z punktu widzenia czytelników – holistyczne podejście, w którym wszystko się ze sobą łączyło: to, co wielkie i małe, wyczulenie na szczegół z wielką wizją, nauka ze sztuką, poezją i historią. Dług wobec autora „Fausta" naukowiec spłacił dedykacją w „Essai sur la géographie des plantes" (Esej o geografii roślin), ale trzeba pamiętać, że i Goethe niemało mu zawdzięczał. Wspólnie spędzili wiele godzin na dyskusjach i... w laboratoriach.
Nie ma człowieka, którego nazwisko nosiłoby więcej obiektów, poczynając od pasm górskich, a na 300 gatunkach roślin i 100 zwierząt kończąc. Dlaczego więc kolos zwany „Szekspirem nauki" (w moskiewskiej gazecie), „jednym z cudów świata" (przez amerykańskiego transcendentalistę Ralpha Waldo Emersona) i „największym człowiekiem od czasów potopu" (przez Fryderyka Wilhelma IV), którego stulecie urodzin świętowano na całym świecie (w Nowym Jorku zebrał się 20-tysięczny tłum, w Berlinie na ulice wyległo 80 tysięcy osób mimo rzęsistego deszczu), ostatecznie popadł w zapomnienie, bo tak chyba należy określić jego dzisiejszą pozycję w świecie nauki?
Powody tego stanu rzeczy są złożone. Należałoby wśród nich wymienić choćby niechęć do niemieckich naukowców po obu wojnach światowych (dotknęła ona także m.in. Ernsta Häckla). Przede wszystkim jednak autor „Kosmosu" nie sformułował żadnej wielkiej teorii. To dlatego dziś w łańcuchu wielkich naturalistów i biologów wymienia się jednym tchem Linneusza, Darwina i Watsona z Crickiem, a o pruskim geniuszu zapomina się chyba nawet częściej niż o pierwszym genetyku Mendlu. Popularnością Humboldt cieszy się głównie w Ameryce Południowej (jako inspirator Bolivara i piewca kontynentu), a także w Niemczech, gdzie Daniel Kehlmann poświęcił mu i wielkiemu matematykowi Gaussowi bestsellerową (i przeniesioną na duży ekran) powieść „Rachuba świata".
Dobrze więc, że ukazała się znakomita książka Andrei Wulf, tym bardziej że dopiero dziś widać, jak wiele dla nauki – szczególnie dla ekologii – i dla naszego zrozumienia własnej pozycji i roli w świecie zrobił Humboldt. W dobie „szóstego wymierania" (zagłady gatunków za sprawą m.in. globalnego ocieplenia, z którą aktualnie mamy do czynienia) jego przesłanie jest szczególnie żywe: „Człowiek może jedynie działać w zgodzie z naturą i dostosowywać jej siły na swój użytek, pojmując jej prawa".
Niemiecki naturalista dożył niemal dziewięćdziesiątki, ale można zaryzykować twierdzenie, że jego największe dzieło ukazało się kilka miesięcy po jego śmierci, kiedy pod koniec 1859 roku Charles Darwin opublikował „O powstawaniu gatunków". Bez wielkiej wizji Humboldta nie byłoby wielkiej teorii Darwina i całej plejady przyrodoznawców.
autor: Krzysztof Cieślik
źródło: http://www.rp.pl/Plus-Minus/303029925-Kosmos-Humboldta-Jak-zapomnielismy-o-niemieckim-geniuszu.html#ap-4
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.09.05 20:35 ben13022 Wywiad Sroczyńskiego z Waldemarem Pawlakiem

Rostowski się tylko uśmiechał. Wiedzieli, że z powodu 22 złotych nie wyjdę z koalicji.
Z Waldemarem Pawlakiem rozmawia Grzegorz Sroczyński.
Paradowska mówiła, że nikt tak nie dostał w tyłek jak Pawlak.
"Cyborg". "Robot". "Człowiek z drewna". "Terminator". Bolało?
Spoza?
Kaczyński też tak mówi. "Byliśmy przez 25 lat odpychani". "Byliśmy wyśmiewani". "Słyszeliśmy rechot".
Byli upokarzani?
Duża część działań obecnej władzy wynika z resentymentu jednej postsolidarnościowej elity, która czuła się marginalizowana i lekceważona przez drugą postsolidarnościową elitę. I to się łatwo nie wypali.
Dlaczego?
Bauman pisze, że dla rynku i kapitalizmu ludzie są wartościowi, jeśli mogą tyrać, zarabiać i kupować, a jak nie mogą, to stają się odpadami, które najlepiej byłoby elegancko zutylizować. U nas po transformacji tych "odpadów" zostało sporo. Byli nazywani "homo sovieticus", a teraz chcą usłyszeć: "To inni ci zabrali, zablokowali twój awans, nie pozwolili się rozwijać".
Jak ktoś czuje się upokorzony, to zwykle zaczyna upokarzać innych.
Pan to rozumie?
Komu najbardziej pan nie zapomniał?
Swoi?
Dlaczego Pawlak sobie poradził, a Gliński - nie?
Poszło wtedy o stołki?
Czyli?
Jaka?
Bo?
Nie wiem.
Może tego chcą.
Główny to jaki?
Trump wygra?
Dlaczego?
Pan wszystko czytał?
Staroć.
Bo?
Rządziliście osiem lat z Platformą. O co się najbardziej żarliście?
I zwalczyliście?
Przedszkola to był pański pomysł?
Tak się z Platformą umówiliście?
Nie interesowały?
Czyli?
Ile?!
Właściwie o co im chodziło?
I co pan zrobił?
Co dalej?
Nikogo to nie interesuje.
Unia elit.
CV
Waldemar Pawlak: był nieprzerwanie przez 26 lat posłem PSL, dwa razy premierem (w 1992 roku przez 30 dni, a potem w latach 1993-95). W rządzie Tuska przez pięć lat był wicepremierem. W ostatnich wyborach nie dostał się do Senatu. Jest prezesem Ochotniczych Straży Pożarnych, doradza związkowi Pracodawcy RP, prowadzi z synami gospodarstwo rolne.
źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,20557773,waldemar-pawlak-wkurzalem-sie-tlumaczylem-ale-tusk-nie-chcial.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.08.31 17:00 SoleWanderer MACIE ŻYĆ TAK, JAK MY ŻYJEMY - Tygodnik Powszechny

Mogliśmy się już widzieć, i to w tym samym miejscu. W 2011 r. Mateusz Bożydar Marzoch, prezes jednego z warszawskich Kół Młodzieży Wszechpolskiej, asystent posła Roberta Winnickiego, „narodowiec, katolik”, jak przedstawia się na Twitterze, szedł w Marszu Niepodległości. Ja stałam w pobliżu kawiarni przy placu Konstytucji w kontrmanifestacji. Minęło 5 lat, niewiele mniej niż nasza różnica wieku.
Kiedy 1 sierpnia obserwowałam kolejny przemarsz narodowców, oprócz wielu innych uczuć – opisanych przeze mnie na łamach „TP” w tekście „Nowy Świat maszeruje” (nr 33/16) – poczułam wstyd. Wstyd, że nie weszłam w tłum i nie zapytałam: „Dlaczego tu przyszedłeś?”, ale także z powodu własnej pogardy i poczucia wyższości. Poniższa rozmowa wzięła się m.in. z potrzeby przełamania tej postawy.
MAGDALENA KICIŃSKA: Dziękuję, że zgodził się Pan na spotkanie – wielu przedstawicieli organizacji, o których pisałam w „TP”, nie chciało rozmawiać. Zwłaszcza że był Pan jedną z osób, które negatywnie skomentowały naszą okładkę sprzed dwóch tygodni.
MATEUSZ BOŻYDAR MARZOCH: Bardziej nie podobał mi się tytuł. Bo dlaczego to, co robimy, jest kradzieżą? To przywracanie Polakom świąt i rocznic. Zanim organizacje narodowe o to nie zadbały, mało kto je celebrował, a jeśli, to niemrawo. Teraz – tłumy. Dopiero od niedawna mamy też np. Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. To zasługa pracy u podstaw, którą robimy.
A nie prezydentów Kaczyńskiego i Komorowskiego, którzy przeprowadzili proces legislacyjny w tej sprawie?
Oni raczej wyczuli, że powinni to zrobić, reagując na presję. To my upomnieliśmy się o pamięć.
Krzycząc 1 sierpnia: „Śmierć wrogom ojczyzny”?
To hasło ściśle historyczne, używane szczególnie po II wojnie światowej, kiedy polscy partyzanci walczyli z okupantem sowieckim i z ludźmi, których uważali za wrogów.
Chce mnie Pan przekonać, że nie ma w tym okrzyku odniesień do tu i teraz?
1 sierpnia krzyczeliśmy też „Jedna kula, jeden Niemiec”, a nie wydaje mi się, żeby ktoś teraz nawoływał do zabijania Niemców. Bądźmy poważni.
Niech mi więc Pan wytłumaczy związany z Powstaniem kontekst innego hasła, które skandowano: „A na drzewach zamiast liści będą wisieć syjoniści”?
Tu przyznam: nie wiem, co koledzy mieli na myśli. Ale nie dam się wmanipulować. Pani chce, żebym powiedział, że dosłownie bierzemy to, o czym krzyczymy.
Chcę zrozumieć, co Panu daje wykrzykiwanie tych haseł.
Poczucie sensu: czerpiąc z doświadczenia tamtych ludzi i oddając im cześć, czuję z nimi łączność. Wiem dzięki temu, gdzie i kim jestem, i jakie z tego wynikają dla mnie obowiązki. Np. w czasie wojny – jak należy się zachować. Wiem, że poszedłbym walczyć z tymi samymi hasłami na ustach.
A w czasie pokoju? Oglądałam Pański profil na Facebooku i konto na Instagramie. Widzę, że lubimy podobną muzykę, i zastanawiam się, czy jest coś, co poza muzyką może nas łączyć.
Poglądy pewnie nie.
Obawiam się Pańskich.
Niesłusznie. Nie jesteśmy tacy źli.
Nie dopuszczacie możliwości, że ktoś inaczej widzi świat.
Bo jesteśmy pewni, że nasza wizja jest dla Polski najlepsza.
O tym mówię – o braku wątpliwości. Jak się go zdobywa? Jak znalazł się Pan w Młodzieży Wszechpolskiej?
Pochodzę ze wsi, gdzie moi rodzice prowadzą gospodarstwo. Tam się wychowywałem, później poszedłem do liceum w powiatowym mieście i mieszkałem w internacie. Nie wiedziałem wtedy zbyt wiele o organizacjach narodowych. Od gimnazjum udzielałem się jako harcerz.
ZHP?
Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego Zawisza. Wciągnął mnie kuzyn i to właśnie tam nabrałem poczucia, jak wielki sens ma nie tylko praca – co wyniosłem wcześniej z domu, bo od najmłodszych lat pomagałem w prowadzeniu gospodarstwa – ale przede wszystkim służba.
Czym ona jest?
Pomocą drugiemu człowiekowi, pracą na rzecz wspólnoty i gotowością do poświęceń na jej rzecz.
Tu się zgadzamy – ja również uważam, że to istotna wartość.
No więc ja podjąłem służbę na rzecz Młodzieży Wszechpolskiej – w 2011 r. pojechałem na Marsz Niepodległości i zobaczyłem, że potrzebna jest pomoc. Wstąpiłem do Straży Marszu – budowała ją m.in. MW, trafiłem na spotkanie. Sprawdzili, kim jestem.
Jak?
Weryfikacja polegała na rozmowie, sprawdzeniu naszych profili na Facebooku, to wszystko. Od początku roku akademickiego – kiedy zacząłem studia: bezpieczeństwo wewnętrzne na UW – zacząłem chodzić na spotkania. I od tej pory każda akcja, każda służba, którą pełnimy – np. ostatnio, przy pogrzebie kard. Macharskiego na Wawelu – daje mi ogromną satysfakcję i poczucie, że dokonałem właściwego wyboru.
To znaczy?
Że jestem wśród ludzi, którzy myślą tak jak ja i chcą tego samego.
Wcześniej Pan tego nie czuł?
Może w harcerstwie, ale z tego się wyrasta. A potrzeba zostaje.
Co Pan ostatnio czytał?
„Wszechpolaka”.
A książki?
Szczerze mówiąc, od dziecka muszę się do książek zmuszać.
Pytam, bo chciałabym się dowiedzieć, co Pana ukształtowało.
Już powiedziałem: praca. To, co robiłem w domu, potem w harcerstwie, teraz w MW – dla innych i dla narodu.
Jest Pan honorowym dawcą krwi.
Od 18. roku życia. I dawcą szpiku.
A kiedy patrzy Pan na probówki, w których zgromadzona jest krew, w każdej taka sama, nie myśli Pan – kto ją oddał, komu zostanie przetoczona?
Nie, bo człowiek to człowiek, życie to życie. Jeżeli umierałby ktoś, kto jest innego koloru skóry, wyznania czy nawet, powiedziałbym, orientacji, moje człowieczeństwo nakazywałoby mu pomóc i tę krew przekazać.
Woodstockowiczowi też?
Na Woodstocku nigdy nie byłem.
Może gdyby Pan na własne oczy zobaczył uczestników festiwalu, to nie napisałby Pan o nich na Twitterze „podludzie”.
Widziałem filmy i zdjęcia – zachowywali się jak robaki, taplali w błocie jak zwierzęta.
Nie mają prawa bawić się tak, jak uważają za stosowne?
A ja mam prawo to oceniać.
To chyba nie po chrześcijańsku mówić, że ktoś jest „podczłowiekiem”.
Dlatego jako chrześcijanie chodzimy do spowiedzi.
A z tego się Pan wyspowiadał?
A to już moja intymna kwestia.
Wpisu Pan nie usunął.
Oj, wiele wpisów wisi, które bym chciał pokasować, ale nie mam czasu.
Można być polskim patriotą i gejem?
Wie pani, to trudne pytanie. Homoseksualizm jest czymś nienaturalnym, co dotyka człowieka na jakimś etapie jego życia.
Homoseksualizm nie jest chorobą, wyborem ani stylem życia.
Według mnie jest schorzeniem. Ale osobiście uważam, że taki człowiek też mógłby zginąć za Polskę.
Ginęli. Oddawali życie za Polskę ludzie różnych wyznań, orientacji…
No dobrze, dobrze, znamy te historie…
Dlaczego Pan się śmieje?
Wszystko można zmanipulować – mówić np., że „Rudy” był homoseksualistą.
A to by było coś złego, gdyby był?
Dla mnie? Tak.
Bo?
Bo to nienaturalne i niezdrowe dla tej osoby i dla społeczeństwa. Ale nie uważam, że należałoby tych ludzi zabijać.
A mniej drastycznie – być członkiem tej samej wspólnoty też nie należy?
To nie tak. Nasz problem z tymi ludźmi nie wynika z tego, że oni mają ten swój problem, ale z tego, że chcą, żebyśmy my ich defekt zaakceptowali i przyjęli jako normę. Na to zgody nigdy nie będzie. Bo to pierwszy krok, za nim idzie cała ideologia tolerancjonizmu, która doprowadziła do tego, co się teraz dzieje na zachód od Polski.
Co to jest tolerancjonizm?
Zachód wybrał zupełną anarchię i ideologię, która go rozbroiła, wmawiając ludziom, że wszystko jest dobre: chcesz być kobietą, chociaż się urodziłeś mężczyzną – nie ma sprawy. Chcesz zabić dziecko – twoje prawo, a aborcja to oznaka wolności kobiety. I że nie zabija się człowieka, że to tylko zlepek tkanek. Więc ja się pytam: co z tego zlepka tkanek będzie potem? Słoń? Zachód zapomniał, że są rzeczy niepodważalne.
Dla mnie to, co niepodważalne, to prawa człowieka, dla Pana – prawa boskie, prawa jednej religii?
Moja wiara zakłada, że człowiek całe życie powinien dążyć do zbawienia, a inni ludzie, inni katolicy, powinni pomagać ludziom obok siebie, nawet niewierzącym, znaleźć drogę do zbawienia.
I chce Pan narzucać swoją wizję tego, co można, a czego nie można, innym?
Jeszcze nie narzucamy.
Jeszcze...
Nie muszę narzucać komuś, żeby miał narodowe poglądy i za największe dobro uważał naród, choć tego bym chciał – pamiętając, że przed narodem tylko Bóg. Ale są sprawy fundamentalne, w których nie możemy pozwolić, by ktoś decydował o sobie wbrew boskiemu prawu i wbrew interesowi narodu. Taką sprawą jest np. aborcja.
Ci, którzy Pańskiego zdania nie podzielają, są wrogami ojczyzny?
Wrogami ojczyzny są ci, którzy prowadzą do jej moralnego zepsucia, do liberalizmu, źle pojętej tolerancji i odejścia od wartości chrześcijańskich, na których została zbudowana. Wszyscy, którzy starają się to negować, którzy starają się doprowadzić do tzw. multikulturalizmu i wymieszania wszystkich ze wszystkimi, zniesienia granic – także moralnych. Wszyscy ci, którzy na pierwszym miejscu nie stawiają interesu Polski i narodu polskiego, ale jakiś wyimaginowany europejski albo swój własny.
Bardzo ogólne słowa.
Mam nazwiskami wymieniać?
Pańscy koledzy często to robią. Spróbuję zgadnąć: np. ci, którzy popierają prawo do decydowania o przerywaniu ciąży? Zwolennicy przyjmowania uchodźców? Osoby, które są LGBT i które działają na rzecz ich praw?
Wszyscy oni działają na rzecz degrengolady moralnej społeczeństwa, a nie na rzecz ochrony praw. Oglądała pani igrzyska olimpijskie, bieg na 800 metrów i te trzy pseudopanie, które paniami raczej nie są…
Ale co to ma wspólnego z prawami osób LGBT w Polsce?
To przykład tego, do czego oni dążą. Do przywilejów, chcą sobie ugrać przywileje. Tak to się zaczyna – mniejszość krzyczy, że jest dyskryminowana, a tak naprawdę chce lepszego traktowania. Od znajomych, którzy wyjechali do Wlk. Brytanii, wiem, że tam np. dotyczy to czarnoskórych. Nie pracują tak ciężko jak my, są leniwi, ale jak pracodawca chce ich zwolnić, to zarzucają mu rasizm.
To, co Pan mówi, to właśnie rasizm: wywyższanie jednej rasy ponad inną na podstawie fałszywych uogólnień. Mniejszości nie chcą być „lepsze”, chcą być równe.
Pani w to wierzy, ja nie.
A rozmawiał Pan z kimś, kto działa np. w organizacji LGBT?
Nie, i jakoś nie chcę.
Może by się Pan dowiedział, że chcą czegoś innego, niż Panu się wydaje.
Wystarczy mi widzieć Paradę Równości i to świństwo, które tam maszeruje. Faceci poprzebierani za kobiety, pomalowani jak jakieś nabzdyczone panie z burdelu; pseudo-katolicy, którzy chcą, żeby ich Kościół zaakceptował; mężczyźni, którzy wymachują sztucznymi penisami, co to ma być? To wbrew naturze. Najpierw akceptacja dla par homo, potem adopcja, a potem usłyszymy to, co w Holandii, by zalegalizować zoofilię, albo w Szwecji – by uczyć dzieci obowiązkowo masturbacji. To chore.
Słucham Pana i myślę: to pomieszanie wszystkiego ze wszystkim. Zasłyszane plotki, niepotwierdzone pogłoski, między którymi istnieje wymyślony związek przyczynowo-skutkowy.
Potwierdzone. Dla nas jest jasne, że to wszystko się łączy, a państwo tego nie widzą, bo wierzą w ich dobre intencje.
Ma Pan w swoim środowisku kogoś o innej orientacji niż heteroseksualna?
Nie.
Nigdy nie chciał Pan skonfrontować swoich wyobrażeń z tym, kim oni są naprawdę?
Wystarczy mi to, co widzę i czytam. Zaczyna się od drobnych rzeczy, a potem granice przyzwoitości się zacierają, i w efekcie rodziny zostają pozbawione wpływu na to, jak wychowują dzieci, bo jakaś ideologia i organizacje, które wcielają ją w życie, uważają, że zrobią to lepiej.
Pańska organizacja też uważa, że ma monopol na prawdę.
Nie można wszystkim na wszystko pozwalać w stylu „róbta co chceta”. Trzeba stawiać granice, żeby mieć w życiu jakieś punkty stałe, wartości, żeby wiedzieć, do czego się odwołać. A odwołać się można tylko do tego, co nas ukształtowało: wiara i historia.
Ma Pan rodzeństwo?
Trójkę.
A jeśli brat powiedziałby, że jest gejem?
Argumenty ad personam są bardzo słabe.
Chciałabym nadać sprawom, o których Pan ma tak mocne poglądy, jakąś twarz.
Na to pytanie nie odpowiem. To intymna sprawa i nie chcę, żeby ktoś w nią ingerował.
Ja nie chcę, żeby Pan ingerował w moje. Pytałam po prostu, co by Pan poczuł.
Nie powiem, że się nad tym nigdy nie zastanawiałem. Ale mam takie szczęście, że zostaliśmy wszyscy dobrze wychowani przez naszych rodziców.
To znaczy, że ktoś, kto jest homoseksualistą, jest nim dlatego, że został źle wychowany?
Tak uważam.
Był Pan na Światowych Dniach Młodzieży. Jak Pan odebrał to, co papież mówił o uchodźcach?
Jesteśmy zawiedzeni. On mówi tylko to, co nakazuje wiara, ale według nas nie do końca bierze pod uwagę zasadę ordo caritatis, czyli porządek miłości, mówiącą o tym, że najpierw trzeba troszczyć się o rodzinę i kraj, a potem o resztę. Poza tym to, co głosi papież, to jego nauka społeczna – pocieszamy się, że nieomylność dotyczy tylko kwestii wiary. W pozostałych, jak każdy człowiek, może się mylić.
Studiuje Pan na UW…
Kończę licencjat.
…Myśli Pan o tym, co organizacja, do której dziedzictwa odwołuje się ta, do której Pan należy, robiła w latach 30.?
Proszę pani, w latach 30. na ulicach jedni strzelali do drugich. Bojówki komunistyczne zresztą…
Pytam też o numerus clausus i getto ławkowe.
Jestem w stanie zrozumieć, że dla Polaków liczna mniejszość żydowska na uniwersytetach to był problem. Że dostawała wiele przywilejów, a zdolni Polacy nie.
Nie dostawała przywilejów – miała zagwarantowaną w konstytucji marcowej równość praw, w tym do studiowania.
Mogli sobie na to pozwolić ze względu na dobre usytuowanie, a Polacy nie.
Według spisu powszechnego z 1931 r. nieliczni Żydzi byli właścicielami majątków ziemskich. Prawie 70 proc. utrzymywało się z drobnego handlu i rzemiosła. Niewielu pracowało w przemyśle, zaledwie 2,6 proc. w administracji. Żydowscy studenci w międzywojniu wywodzili się z różnych warstw społecznych. Mówi Pan, że bicie brało się z tego, że byli na uniwersytetach, bo było ich stać, a polskich studentów nie i odpowiedzią była przemoc? Studenci żydowscy stanowili 20-25 proc. studentów. Czyli mniejszość.
Ta liczba rosła i nie dziwię się, że Polacy się buntowali i chcieli w swoim kraju mieć większy dostęp do szkolnictwa wyższego.
A Żydzi nie byli we własnym kraju?
Ale to dalej byli Żydzi. Mieli obywatelstwo polskie, ale do polskości za bardzo się nie poczuwali.
Skąd Pan to wie?
Dla nich przede wszystkim, zresztą do tej pory tak jest, najważniejszym punktem odniesienia była przynależność do społeczności żydowskiej.
Nie słyszał Pan o asymilacji? O Żydach-patriotach? O tych, którzy służyli w Wojsku Polskim?
To nie zmienia postaci rzeczy, że Polacy chcieli, żeby w ich kraju to jednak rodacy mieli dostęp do tego, co im się należy.
I pałka i pięści były do tego środkiem?
W tamtych czasach tak rozwiązywało się te sprawy. Teraz tak nie jest. Nikt z czystej nienawiści nie chce mordować kogoś – np. Żyda – tylko dlatego, że jest Żydem. Ludzie sobie tak mogą krzyczeć albo pisać w sieci, ale to się nie przełoży na czyny raczej.
Raczej?
Raczej. I tyle.
Nie uspokaja mnie ta deklaracja.
Dopóki te grupy nie stanowią zagrożenia dla Polski, dopóty nie mają się czego bać.
Jaka byłaby Polska, której Pan chce?
Wielka i katolicka. Miałaby się opierać na dobrze zorganizowanym narodzie, gotowym do wspólnego wysiłku na rzecz budowy swojej ojczyzny. Miałaby silną armię i gospodarkę, byłaby silna swoim narodem, dobrze wykształconym, pracowitym, wyszkolonym, by bronić ojczyzny, kiedy jest taka potrzeba, ale też dbać o nią na co dzień, np. płacąc podatki, będąc nieobojętnym na to, że komuś obok dzieje się krzywda. Ta Polska opierałaby się na wartościach chrześcijańskich, poszanowaniu dla życia ludzkiego i rodziny jako podstawowej komórki narodu. Na gotowości do ofiarowania życia za ojczyznę i na zdolności do poświęceń, jeżeli tego akurat będzie wymagała sytuacja.
A co z osobami innego wyznania? Z ateistami?
Nie każemy im zmieniać wiary, możemy nauczać, przekonywać, zachęcać, ewangelizować. Potem po śmierci każdego człowieka Bóg ze wszystkiego rozlicza. Ale taki ktoś musi szanować i przestrzegać naszych zasad.
A co z mniejszościami etnicznymi? Są częścią tej wspólnoty czy nie?
No, nikt Ślązaków np. nie wykluczył, nikt nie wykluczy też społeczności tatarskiej.
A żydowskiej? Wietnamskiej?
Roman Dmowski powiedział, że Polakiem może być ten, kto na pierwszym miejscu stawia interes i dobro narodu polskiego. Jeżeli to jest dla niego punkt odniesienia, to wtedy może określać się Polakiem.
Jak wyglądałby ład międzynarodowy, gdyby każde państwo przyjęło taką filozofię?
Nacjonalizm nie jest szowinizmem. Jest stawianiem na pierwszym miejscu swojego narodu. W stosunkach międzynarodowych to wygląda trochę inaczej. Można tak prowadzić politykę zagraniczną, by o tym pamiętać, ale też prowadzić interesy z innymi.
Mam na myśli co innego: jaki kraj umiał prowadzić politykę, w której na pierwszym miejscu byłby interes narodu, nie wchodząc w konflikty zbrojne z innym państwem o takiej filozofii. Zna Pan takie przypadki?
Myślę, że to da się pogodzić, zawsze powtarzam: trzeba prowadzić dialog i czasem iść na ustępstwa.
Czyli np. oddać Niemcom, gdyby chcieli, Wrocław?
Nie, absolutnie.
Dlaczego, przecież to jest ich interes narodowy, ich ziemia?
Naszym interesem narodowym powinno być odebranie Wilna i Lwowa, Brześcia itd., ale przecież nikt tego teraz nie podniesie. Choć trzeba też pamiętać: granice nie są dane raz na zawsze, tyle lat pokoju nie znaczy, że wojna kiedyś nie wróci.
Młodzież Wszechpolska włączy się w Obronę Terytorialną?
Wielu kolegów już w niej działa, są też w Strzelcu czy innych organizacjach. Wielu służy w wojsku jako żołnierze zawodowi i jako oficerowie. Do MW należą naprawdę różni ludzie, są osoby, które pracują na uczelniach, prawnicy, lekarze, rolnicy. Wszyscy, którym zależy na dobru kraju.
A co to jest patriotyzm?
Odróżniamy patriotyzm od nacjonalizmu. Patriotyzm jest czymś chwilowym, pewnego rodzaju uniesieniem, emocją, która wykwita, kiedy sprzyjają ku temu warunki. Nacjonalizm jest stanem trwałym i przekłada się na rzeczywistą pracę, którą dana osoba wykonuje na rzecz narodu.
Można być polskim patriotą, jeśli ma się skórę inną niż białą?
Przyznam szczerze, że ja nad tą kwestią się nigdy nie zastanawiałem, bo wchodzi tu jeszcze pojęcie rasy. Naród polski jest rasą białą. Ale jeżeli ktoś innego koloru skóry poczuwa się do tego i np. byłby w stanie oddać życie za Polskę, to myślę, że nie moglibyśmy mu odmówić prawa do bycia patriotą.
Tylko przelewając krew udowodniłby swoje poświęcenie? Nie może tego dowieść w warunkach pokoju? Ale dobrze, zostańmy przy krwi. Czy honorowy dawca zasłużyłby swoim poświęceniem?
Jeżeli ktoś innego wyznania lub koloru skóry oddaje krew, to mógłbym przyjąć, gdybym potrzebował. Ale jak on oddaje tę krew, to nikt z nas nie wie, komu ona zostanie podana… no to jest trochę co innego, niż zginąć, zasłaniając kogoś piersią.
Ta jednorodność, o której Pan wcześniej mówił, nigdy tu nie istniała. Historia Polski to historia różnorodności – kultur, języków, religii, grup etnicznych. Ras również.
Nie istniała do końca, ale Polska przez swoje zdrowe podejście zachowała jednolitość, chociaż różni ludzie się tu przewijali.
Nie przewijali się: żyli tutaj. A jednorodność „udała się” z powodu wojny i jej następstw.
Różnorodność przed wojną przysparzała wielu problemów, konflikty były duże, a jednak nie było u nas nocy kryształowej.
Ale były pogromy.
Bez przesady. Nie da się tego porównać do sytuacji w Niemczech. W historii każdego narodu zdarzają się sytuacje, z których nie jest się dumnym, ale powtarzam – takie były czasy i widocznie tak trzeba było.
A jest coś w Polsce po 1989 r., z czego jest Pan dumny?
Na pewno z tego, że w ostatnich latach obudziła się świadomość narodowa, coraz mniej ludzi zapatrzonych jest w Zachód, a zaczyna widzieć wartość tego, co polskie. Ale też dostrzega swoje wady i z nimi walczy.
Jakie są te wady narodowe?
Bezczynność chociażby, brak zaangażowania społecznego, np. to, że ludzie nie poczuwają się do tego, żeby iść głosować.
Ja również uważam, że udział w wyborach jest patriotycznym obowiązkiem. Tylko że dla mnie poza tym to poczucie wspólnoty z tymi, którzy tu żyją, i pamięć o tych, którzy żyli tu w przeszłości. To praca na jej rzecz, materialna i symboliczna. To szacunek dla demokracji, opartej na równości wszystkich obywateli. A Pan powiedział, że podpisałby się pod słowami swojego szefa, że „liberalna demokracja to nowotwór”.
Tak.
To co zamiast liberalnej demokracji?
Narodowa.
To znaczy?
Demokracja, w której rzeczywistym odnośnikiem jest naród i wola narodu, a nie poddawanie się, uginanie kolan przed wszelakimi mniejszościami. Macie żyć tak, jak my żyjemy.
„My” – chcą Państwo decydować o tym, kogo do wspólnoty można zaliczyć. Ja uważam, że „my” to też koleżanka lesbijka, i kolega, który jest Żydem, i Wietnamczyk, i ateista…
I oni wszyscy powinni się dostosować do prawa i zwyczajów, jakie tu funkcjonują.
Myślę, że to musiałoby być dla Pana bardzo trudne, gdyby się Pan zakochał w osobie, która nie pasuje do wzoru.
Nie grozi mi to. Nigdy nie miałem takiej sytuacji. Nigdy nie czułem zauroczenia w stosunku do kogoś o innym kolorze skóry czy wyznaniu. I raczej mnie to nie dotknie.
Jest Pan szczęśliwym człowiekiem?
Tak.
A co sprawia, że może Pan tak o sobie powiedzieć?
To, co robię, jakie wiodę życie, daje mi to poczucie: że służę w życiu tak, jak najlepiej potrafię.
A we mnie, jeśli miałabym uosabiać „tamtą stronę”, co Pana najbardziej wkurza?
Wolność słowa. A raczej to, że uznaliście, że macie na nią wyłączność i możecie decydować, co ludzie mają prawo myśleć i mówić.
Przecież Państwo mówicie swoje. Nam chodzi o granicę – jest nią artykuł 13 konstytucji.
Nie znam jej na pamięć.
„Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa”.
My nie nawołujemy do przemocy, mówiłem pani – tamte hasła to tylko przypomnienie historycznych kontekstów.
Ataki na Romów, obcokrajowców w Białymstoku, palenie kukły Żyda też mają historyczny kontekst?
Jakieś ataki, jeśli się zdarzają…
Sytuacje, o których mówię, miały i mają miejsce.
…jeśli się zdarzają, to marginalnie.
Przemoc to rozwiązanie?
Niektórzy sądzą, że tak.
A Pan?
Czasem jest konieczna – kiedy ludzie czują się zagrożeni, państwo nie zapewnia im bezpieczeństwa, a sytuacja skłania do takich aktów.
Według mnie kreuje ją Państwa retoryka: wskazywanie wrogów ojczyzny, z którymi trzeba walczyć.
Ale gdybyśmy o tym nie mówili, wy mówilibyście: wszyscy są naszymi przyjaciółmi. A nie wszyscy są, nie można stracić czujności. Trzeba mieć bezpiecznik, są nimi organizacje narodowe, które mówią głośno to, czego inni boją się powiedzieć.
Właśnie to mnie w Państwa wizji świata przeraża – wrogość i nieufność, na których się opiera ten ład. Zostanę więc pewnie nadal wrogiem ojczyzny, jak pisali do mnie ludzie, którzy sami siebie nazywają narodowcami.
Dla nas postawy, które pani wyznaje, szkodzą Polsce i Polakom.
Wyklucza mnie Pan w ten sposób ze wspólnoty, której czuję się członkinią.
No dobrze, ale nikt pani przecież nie każe wyjeżdżać.
Mam tylko dostosować się do Waszych reguł?
Do zasad, które uznajemy za słuszne, i które są słuszne.
A na początku rozmowy próbował mnie Pan przekonać, że byłoby tu i dla mnie miejsce.
Wystarczy się dostosować – a będzie. ©
Sauce: https://www.tygodnikpowszechny.pl/macie-zyc-tak-jak-my-zyjemy-35214
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.06.08 09:05 ben13022 Wywiad z Pawłem Reszke, laureatem Nagrody im. Kapuścińskiego

Paweł Krysiak: Jaką Polskę widzisz, gdy wychodzisz z lubelskiej redakcji "Wyborczej", znajdującej się na popularnym deptaku, i jedziesz w teren?
Paweł P. Reszka: Na pewno nie taką, jaką nasza władza chciałaby się chwalić, nie popularną i nie uwielbianą. Zupełnie nie mam poczucia, że jest "european". To Polska, która się wstydzi. Zresztą nawet nie trzeba wyjeżdżać z Lublina, by zobaczyć tę Polskę, której raczej nie pokazują w telewizjach śniadaniowych. Pół godziny spacerem od centrum są domy, w których nie ma łazienek. To mieszkania komunalne. Bohaterka jednego z moich reportaży Alicja, licealistka, nigdy nie zaprosiła do siebie nikogo z klasy, bo jeszcze chciałby umyć ręce i wtedy wydałoby się, że dziewczyna i jej rodzina kąpią się w misce. Oni i tak są w lepszej sytuacji niż ich sąsiedzi, bo mają przynajmniej toaletę. Urządzili ją w pokoju sąsiada. Kiedy umarł, po prostu przebili się przez ścianę i zajęli na dziko jego lokal. Są tacy, którzy nie mają toalet, więc załatwiają się w ciemnej norze na podwórku. W podłodze jest dziura, trzeba przyjąć pozycję "na narciarza". Emeryt, któremu z powodu cukrzycy ucięli nogę, tam i tak nie dojdzie. Żona usunęła siedzisko z krzesła, podstawia tam pudełko, i tak sobie radzą.
*Reporterzy lubią sytuacje skrajne, szukają sprzeczności. *
*Często piszesz o ludziach, którzy mają poczucie przegranej. *
*Złe państwo, pokrzywdzony biedny człowiek, reporter interweniuje i naprawia świat. *
*Recenzując rok temu twoją książkę "Diabeł i tabliczka czekolady", napisałem, że Reszka pokazuje nam wstydliwą część Polski. A może z twojej perspektywy reportera wiadomo, dlaczego wygrał PiS? *
*Nikt nie chce czuć się odrzucony. Ludzie potrzebują dobrego słowa, akceptacji, chcą poczuć się godnie. *
*Tej Polski, o której piszesz, nie ma w ogólnopolskich mediach. Nie widzą jej mieszkańcy stolicy? *
*To jednak jakiś koszmar, że tak dużo ludzi ciągle czuje się odrzuconych, wypchniętych. I jeszcze mają poczucie, że to ich wina. Jak to wytłumaczyć? *
Co rozświetla mroczny świat Reszki?
Zdarzyło się ostatnio w twojej pracy reporterskiej coś, co wprawiło cię w zakłopotanie, w poczucie, że przestajesz rozumieć, co się wokół ciebie dzieje?
*Co odpowiedziała? *
NAGRODA IM. RYSZARDA KAPUŚCIŃSKIEGO
Mottem tegorocznej edycji było zdanie: "Stoimy w ciemności otoczeni światłem" - cytat z "Podróży z Herodotem". W finale znalazły się także książki nagrodzonej Pulitzerem Jenny Nordberg, ("Chłopczyce z Kabulu", Czarne), Michała Książka, łączącego reporterski zapis z poetyckim spojrzeniem ("Droga 816", Fundacja Sąsiedzi), Karoliny Domagalskiej, autorki cyklu reportaży o in vitro ("Nie przeproszę, że urodziłam", Czarne), Michała Potockiego i Zbigniewa Parafianowicza, którzy opisali władzę Janukowycza na Ukrainie ("Wilki żyją poza prawem", Czarne). Jury wybierało spośród 96 zgłoszonych książek (w tym 33 przekładów).
Z laudacji przewodniczącego jury Macieja Zaremby Bielawskiego dla Pawła Piotra Reszki:
W rzeczywistości niosącej nadmiar zdarzeń i słów - nagradzamy autorską powściągliwość, a więc książkę objętościowo skromną. W czasie zdominowanym przez chaos emocji - nagradzamy skupienie. Wobec inwazji agresji - nagradzamy empatię. Przy nadmiarze komentarzy - nagradzamy umiejętność wsłuchiwania się w głosy ludzi.
"Diabeł i tabliczka czekolady" to misterna przeplatanka 15 reportaży publikowanych wcześniej z 12 tekstami nowymi. Te ostatnie mają formę krótkiej wypowiedzi. Nie wiemy, jak powstawały. Wolno podejrzewać, że w ten sam sposób co kolaże Swietłany Aleksijewicz.
Te króciutkie teksty to prawdziwe majstersztyki, na pograniczu poezji. Wzruszające, zagadkowe, straszne. Ale to nadal reportaż czystej wody, wierny swoim bohaterom: oddaje ich język i tok myślenia. Nasuwa się biblijne słowo na ten szczególny rodzaj wycofania: "cichość". "Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię". I nie o skromne milczenie tu chodzi, lecz o szacunek dla tajemnicy wolności bliźniego.
Jeśli bohaterowie Reszki czasami budzą śmiech, to dlatego, że nas zaskakują, nie dlatego, że śmieszą. A kiedy budzą współczucie, jest to współczucie zmieszane z podziwem i pokorą. Że człowiek tak doświadczony przez los potrafi znaleźć w sobie tyle siły i nadziei.
Kazanie na Górze, sedno chrześcijaństwa, okazuje się również przepisem na reportaż najwyższego lotu.
źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/1,152664,20110219,pawel-p-reszka-polska-ktora-sie-wstydzi.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.05.07 13:24 ben13022 Wywiad z prof. Andrzejem Lederem o polskiej polityce i nie tylko.

MICHAŁ SUTOWSKI: Już kilka lat temu wieszczył Pan, że w Polsce nastąpi rewolucja konserwatywna. Czy musiało do tego dojść? Tylko proszę nie mówić, że widać musiało, skoro doszło…
ANDRZEJ LEDER: W pewnym sensie musiało. Zostawiając na boku kwestie doraźne, takie jak na przykład katastrofalna kampania wyborcza prezydenta Komorowskiego czy afera taśmowa, głębokich źródeł niedawnego zwrotu politycznego trzeba szukać w polityce polskiej ostatnich dziesięcioleci, a konkretniej w słabości tak opcji demokratyczno-liberalnej, jak lewicowej w sferze symbolicznej. W to „puste miejsce” weszła wyobraźnia skrajnie tradycjonalistyczna lub nacjonalistyczna. Z mojego punktu widzenia podstawowy problem polega na tym, że lewicowa moralność, lewicowe wartości i w ogóle sposób myślenia zostały w sferze publicznej unicestwione – najsilniejsza partia lewej strony sceny politycznej, czyli SLD, ze względu na elektorat i wrażliwość faktycznie lewicową partią nie była. Elektorat SLD miał w dużej części poglądy podobne do elektoratu PiS, różniła go od tego ostatniego przede wszystkim biografia. Zaś elity SLD są w gruncie rzeczy liberalne. Spodziewanie się po spadkobiercach PZPR lewicowości zawsze było ułudą. W poważniejszym sensie za to, że lewica jest dziś praktycznie niereprezentowana politycznie, odpowiedzialne są jednak przede wszystkim środowiska opozycji demokratycznej z okresu PRL. Po 1968 roku, zbierając się po klęsce, która wynikła ze społecznej izolacji, zdając sobie sprawę z własnej słabości i wreszcie last but not least urażone społeczną nośnością haseł antysemickich, doszły downiosku, że bez sojuszu z Kościołem nie da się zneutralizować nacjonalizmu i uzyskać masowego poparcia. Zdecydowały się więc na ten sojusz. On osłaniał środowiska opozycji i legitymizował wobec „ludu”, a za to one oddały Kościołowi sferę moralności…
Chodzi Panu o tak zwany wielki zwrot opisany przez Dariusza Gawina?1
No dobrze, to wiemy, dlaczego przegrała PO. Ale co ma do tego Kościół, lewica, dialog?
Mówi Pan o społeczeństwie tradycyjnym, któremu jak grom z jasnego nieba na głowę spadł kapitalizm. Czy nie ma Pan jednak wrażenia, że pod pewnymi względami społeczeństwo w okresie PRL było mniej konserwatywne? Na przykład w kwestii stosunku do aborcji?
Bo były do załatwienia sprawy ważne i pilne?
A dlaczego „podziemna”, ale zarazem powszechna praktyka społeczna nie przekłada się – przez tyle już lat – na język moralności publicznej?
To dlaczego z sondaży wynika, że ludzie wychowani w PRL łatwiej akceptują odmienność, choćby w przypadku uchodźców z innych kręgów kulturowych?
Czy to odmienne doświadczenie życiowe różnych pokoleń nie przekłada się też na stosunek do wolnego rynku i solidaryzmu społecznego? O ile to starsze pokolenie głosujące na PiS wiąże naród z solidaryzmem – 500 złotych na dziecko plus wartości patriotyczne – o tyle młodych jeszcze niedawno porywał wolnorynkowy Korwin-Mikke. Paweł Kukiz też posługuje się retoryką antybiurokratyczną.
Kapitał to mają raczej zwolennicy Ryszarda Petru.
A czy nie jest tak, że najbardziej agresywnymi „indywidualnymi” darwinistami są akurat ci, którzy niekoniecznie mają największy potencjał, by w kapitalistycznej dżungli przetrwać? Zwolennicy PiS o wysokim nieraz kapitale kulturowym, absolwenci wydziałów prawa wybierają raczej opcję „wspólnotową”…
Będzie merytokratyczne, szkoła nie będzie marnować talentów…
Lemingi z Wilanowa i z Mordoru na Domaniewskiej też sobie nie poradziły?
Polacy też mają, pod warunkiem, że wyjadą z Polski.
Kto mówi? Petru z Balcerowiczem? Sam Pan przed chwilą twierdził, że PO pod koniec rządów nieco jednak skręciła w lewo, niemal wszyscy już mówią o większej płacy minimalnej…
Komentatorzy ekonomiczni twierdzą, że część obietnic socjalnych uda się PiS zrealizować. Dotychczasowe działania rządu na poziomie ustrojowym i organizacji kultury budzą sprzeciw głównie środowisk liberalnych, krytykujących destrukcję zasady „hamulców i równowagi” czy ręczne sterowanie repertuarem teatrów. Inteligenckie autorytety wieszczą schyłek demokracji „sprzedanej za 500 złotych”, a liberalna młodzież naigrawa się z młodzieży narodowej, która poszła pod teatr, bo usłyszała, że na scenie będzie porno. W czasie demonstracji w obronie Trybunału Konstytucyjnego można było odnieść wrażenie, że to wszystko obchodzi naprawdę niewielką grupę obywateli… Czy, mówiąc kolokwialnie, nie wpadamy jako lewica w stary kanał „światłej elity” gardzącej „motłochem”?
Zablokowanie programu refundacji in vitro nie dotyczy elit – je na to stać.
I to rzeczywiście dla niego taki wielki problem?
Ale nawet jeśli „wielkomiejska inteligencja” czy klasa średnia faktycznie będą rządowi niechętne, to o wiele za mało, żeby wywrócić i rząd, i cały układ polityczny. Zwłaszcza żeby wywrócić go na lewo.
Jeśli z jakichś powodów duża część społeczeństwa rozczaruje się czy zniechęci do PiS, to ludzie ci zwrócą się raczej ku siłom na prawo od Kaczyńskiego. A przecież wielkomiejska inteligencja, choćby nie wiem jak jej PiS obrzydł, nie wygra sama wyborów za cztery lata! Musiałaby zorganizować się w sojusz z innymi grupami społecznymi. Jak takie grupy przyciągnąć?
Ale skoro lewicowo-liberalna klasa średnia też miałaby być częścią takiego sojuszu, takiego szerszego projektu cywilizacyjnego, to czy można go obudowywać językiem wrogości do elit i establishmentu?
Siły, dodajmy, na którą głosuje głównie wielkomiejska inteligencja – choć program faktycznie obliczony jest na tych, którym się gorzej powodzi.
Wyobraźnię dużej części klasy średniej przez niemal cały okres transformacji określał horyzont integracji europejskiej. W efekcie wielowymiarowego kryzysu UE elity lewicy i centrum niejako straciły dźwignię europejską – argument modernizacji, doganiania Zachodu, „europejskich standardów”, który pozwalał czasem grać powyżej swojej ligi, to znaczy forsować różne rzeczy pomimo słabego zakorzenienia społecznego.
A w Europie Wschodniej przede wszystkim afirmujemy?
Słabo to wygląda.
Źródło: KRYTYKA POLITYCZNA NR 44: KONIEC PRASY. BĘDZIECIE TĘSKNIĆ?
prof. dr hab. Andrzej Leder - polski filozof kultury. Absolwent dwóch warszawskich uczelni wyższych: Akademii Medycznej oraz UW (filozofia). Wykładowca w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Autor lub współautor publikacji, w tym również wydanych w formie książkowej, dotyczących głównie filozofii kultury oraz ogólnie filozofii i psychologii. Przez 20 lat publikował w czasopiśmie "Res Publica Nowa", ale jego teksty ukazywały się także m.in. w "Dialogu" i "Krytyce Politycznej". Członek Polskiego Towarzystwa Fenomenologicznego. Publikacje książkowe A. Ledera: "Przemiana mitów, czyli życie w epoce schyłku. Zbiór esejów" (Wydawnictwo OPEN, 1997), "Nieświadomość jako pustka" (Wyd. Instytu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, 2001), "Przemiana mitów, czyli wojna o obrazy" (Wydawnictwo OPEN, 2004), "Nauka Freuda w epoce Sein und Zeit" (Wyd. Fundacji Aletheia, 2007).
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.03.27 16:10 SoleWanderer Ziemowit Szczerek - Licheń, czyli ja

Szedłem na Golgotę. Myślę, że wszyscy tam powinni pójść. Wcale nie szydzę. Tutaj nie ma co szydzić, do Lichenia trzeba przyjechać Polskę zrozumieć.
Pojechałem znów do Lichenia. Jechałem pomiędzy nieczynnymi straganami z rurkami z kremem i świętymi medalikami. Zaparkowałem na wielkim pustym parkingu strzeżonym przez pokraczne gipsowe anioły.
Kawę kupiłem w sklepie, w którym sprzedawali też figury świętych, Jezusów i Maryj. Jezusy i Maryje miały smutne oczy i ceny przyczepione do szyj: wyglądały jak niewolnicy na targu. A potem wyszedłem, stanąłem przed katedrą i z kawą parzącą mi dłoń po prostu się gapiłem. Cielę na malowane wrota, właśnie tak. Nie mogłem oderwać wzroku od tego barbarzyńskiego ogromu i blaszanego blasku złoconych kopuł. Bo niby Kościół polski to Kościół łaciński, niby Polska należy do starej i wyrafinowanej cywilizacji Zachodu, cywilizacji umiaru i subtelności, ale jednak jak przychodzi co do czego, to nikt tak naprawdę w tę subtelność nie wierzy. Każdy wie, że ogrom i błysk sprawdzają się najlepiej.
W tle piały wiejskie koguty. Stałem u stóp katedry i patrzyłem na gigantyczne figury nad wejściem: Matka Boska miała nieco zapadniętą twarz, ale za to biła z niej taka moc, że przyginała do ziemi świętych Pańskich po obu jej stronach. Piastowski orzeł na wieżycy wyglądał jak ukrzyżowany. W środku ciekło od złota, biło po oczach od blasku, kiczu, pokracznych, ale pompatycznych malowideł.
Anioły ze skrzydłami wymodelowanymi w kształt topora wyglądały jak armia pięknych elfów-klonów, która bez mrugnięcia okiem zimną stopą zadepcze wszystko, co złe, paskudne, mordorskie. I brzydkie - ale taką zwykłą, niebłyszczącą brzydotą. Rzędy krzeseł miały oparcia rzeźbione w husarskie skrzydła i jeśli wierni w nich siądą, wyglądają jak husarskie zastępy.
Z trzeci albo czwarty raz tu wracam, obsesyjnie.
Bazylika wznosi się jak niebiańskie UFO przybywające do Polski prosto z raju typu "na bogato", który kusi złotymi zegarkami, najnowszymi modelami BMW z wystawy na pierwszym poziomie Rajskiej Galerii Handlowej, klejnotami Blyskovski i ogólnie luksusem. Nieba wyglądają jak wiekuiste spa w prestiżowej lokalizacji wykupionej za łapówkę od Niebiańskiego Parku Narodowego, ze skubaniem złuszczonej ziemskiej powłoki przez złote rybki. Nie zwykłego, obywatelskiego, republikańskiego nieba, gdzie wszyscy zażywają wiekuistości skromnie, poczciwie, w tych białych prześcieradłach i na bosaka, tylko takiego nieba, w którym wszyscy są oligarchami, bogaczami, karmazynami, królewiętami, magnaterią, a co najmniej właścicielami sieci solariów.
UFO wznosi się swą złotą kopułą pomiędzy tymi domami i dachami o kształtach od Sasa do Lasa, gromadzą się wokół tej kopuły te wszystkie szyldy krzyczące na różowo, żółto i czerwono, że naprawa tłumików i nowe opony, że lody na kredyt i kredyty na lody. A wokół snuje się pysznie nowy polski asfalt położony za unijne, czarny i tłusty jak świeży makowiec. Asfalt, który nie zdążył jeszcze popękać, powybrzuszać się i rozleźć. Choć zdąży, nie bójcie się.
Każdy, kto obserwuje polski chaos, wie dobrze, że w tym szaleństwie jest metoda. Że ten chaos jest sobie wewnętrznie pokrewny. Że kręci się, owszem, wokół czarnej dziury w swoim środku, ale tylko czeka, żeby wydać z siebie coś arcypolskiego.
I wydał Licheń. Nie wyobrażam sobie tej katedry, dajmy na to, w Berlinie, Budapeszcie czy choćby Pradze, ale za to spokojnie mogłaby stać na przykład w gruzińskim Batumi czy macedońskim Skopje, miastach o wiele zresztą ciekawszych od Berlina, Budapesztu czy Pragi, bo, podobnie jak Polska, łączących w sobie największe możliwe aspiracje i wizje z barbarzyńskością, nieumiarkowaniem i koślawością.
Ten barbarzyński chaos to polska forma, której nie dostrzegamy, bo ją wypieramy. Bo się jej wstydzimy, bo chcielibyśmy być inni. Chcemy być Zachodem, ale nie tym rzeczywistym, który nas zresztą zdradził po raz kolejny.
Bo Polska się zbuntowała przeciw Zachodowi. Bo okazał się on czymś innym, niż miał być. Złote, błyszczące neony okazały się zwyczajnymi reklamami Rossmanna i Lidla. Miała być kraina bogactwa, a okazała się krainą lewactwa. Miały być dupy z rozkładówek "Playboya" w szybkich furach, a są połajanki feministek, że słowo "dupa" uwłacza kobiecie, i ochrzan od Zielonych, że szybkie fury zatruwają atmosferę.
Nie wspominając o tym, że "Playboy" skończył z nagimi fotkami.
My tu sobie, Polacy, lepszy Zachód u siebie zrobimy, poczekajcie. Zrobimy to samo co zawsze: weźmiemy od was tylko to, co chcemy, a nie to, czym nas karmicie. Zjemy wasze mięso, zostawimy sałatkę. I poustawiamy to, co od was weźmiemy, tak by to nam, a nie wam się podobało. Najlepiej na kupie, żeby było duże. Weźmiemy sobie, po pańsku, od was fundusze unijne, jaki taki know-how technologiczny, niemieckie samochody, francuskie sery, szwedzkie meble, przysypiemy to wszystko z wierzchu republikańską fikcją, żeby nie było, że my zbyt duże chamy, że my bez majtek po ulicy chodzimy, bo i u nas republika, ba, Rzeczpospolita - a potem powiemy Zachodowi: dałeś, frajerze, to teraz się zbieraj.
Ogniska już dogasa blask. Nikt cię tu nie lubi. Zostaw zabawki.
Szedłem na Golgotę. Myślę, że wszyscy tam powinni pójść. Wcale nie szydzę. Andrzej Stasiuk pisał, że przyjechał do Lichenia szydzić i że szybko mu przeszło - i miał rację: tutaj nie ma co szydzić, tu trzeba przyjechać Polskę zrozumieć. Nie żeby od razu się modlić, ale żeby zobaczyć to, co tak długo jako "prawdziwi Europejczycy" wypychaliśmy ze swojej podświadomości. Żeby zobaczyć, kim jesteśmy.
Golgota licheńska jest dla polskiej formy tym, co estetyka D~a de los Muertos dla Meksyku czy kolorowo malowane Matki Boskie w całej Ameryce Południowej. Albo czym są miejskie legendy w Stanach czy wystrój czeskich piwnych gospód. To odbicie ludowej duszy, coś, co wychodzi z trzewi polskiego narodu. To i - na przykład - disco polo. Sen, który sami o sobie śnimy.
Do Lichenia jeżdżę po to, by się zachwycać, ale również po to, żeby się pośmiać. Bo to zdrowo śmiać się z samego siebie, a ja wiem, że Licheń to również ja.
A zresztą jak, powiedzcie, przejść obojętnie obok Jaskini Zdrady, obok Groty Objawienia, w której anioł ofiarowuje Jezusowi kielich, a razem z tym kielichem nagą żarówkę, która rozświetla się wtedy, gdy wierny włączy w grocie światło takim samym włącznikiem, jakim włącza światło w łazience. Albo obok betonu udającego marmur, z tymi wszystkimi błękitnymi i czerwonymi żyłkami namalowanymi cienkim pędzelkiem. Albo obok Kaplicy Przebłagania za Picie i Palenie, gdzie wisi biczowany Chrystus, a biczujący go łotrzy mają złe twarze: trochę diabłów z jasełek, a trochę z wyobrażeń o "końcu cywilizacji białego człowieka", bo jeden ma paskudną, żółtą twarz monstro-Tatara, a drugi - brązową, zakutaną w arabski zawój.
To naprawdę trzeba zobaczyć. Na przykład smutnego świętego Piotra, obok którego umieszczono hańbiącą tablicę z napisem "Trzy razy zaparłem się mojego mistrza". I koguta, który w tej historii zapiał trzy razy, a teraz ochrzania z góry na dół biednego Piotra jak psa. Anielicę z fryzurą pani Joli z poczty albo Grotę Zaśnięcia Matki Bożej z tabliczką "Wychodząc z groty, zgaś światło".
No jasne, robię sobie z tego jaja, bo niby czemu mam nie robić, najdalszy jednak jestem od pogardy. Gardzić Licheniem to trochę tak, jak brylować w wielkim mieście i wstydzić się swoich krewnych z jakiejś zapadłej wsi, że naniosą błota do salonu. To jak ukrywać przed światem jakąś część osobowości. Tak, tak: śmialiśmy się, że się boimy, my, Polacy, szafy otwierać, bo wypadną z nich trupy, Jedwabne. Ale z drugiej strony polskiego kija patrząc, nie byliśmy również gotowi przyznać, że Licheń to również my. Sacro polo, disco polo: tak, to my.
Owszem, nie ma co idealizować "sielskiej prostackości", ale próby zaorania tej estetyki, wyszydzenia do cna, przypominają próbę schowania przed wytwornymi gośćmi naszej rodziny ze wsi o grubych manierach. Bo goście wcześniej czy później wyjdą, a z rodziną nadal musimy żyć. I warto ustalić z nią jakiś modus vivendi. Choćby ze względu na własne bezpieczeństwo.
Bo kiedyś w końcu nas ta rodzina pobije i wrzuci do piwnicy. Oh, wait ...
Tak zwana przez prawicę Polska lewacka nie czuje się częścią Lichenia, mówi: "Licheń to nie my", odcina się od barbarzyńskości, ale państwo przez nią stworzone, owszem, jest i było barbarzyńskie.
Wystarczy na nie popatrzeć, na wygenerowaną przez nie przestrzeń publiczną, ale nie tylko. Polska SLD była barbarzyńską pseudolewicą, strojącą się w demokratyczne szatki, bo "tak wypada", bo inaczej sami zostalibyśmy na świecie, a Polska PO - barbarzyńskim centrum, po lakierze europeizującą się krainą, która za unijne pieniądze budowała drogi i stadiony, ale nie miała energii, siły ani potrzeby stworzyć porządnie funkcjonującej, dbającej o obywateli republiki z republikańskimi zasadami, obyczajami i budzącymi szacunek instytucjami.
Polskę PO można porównać do krainy Gallo-Rzymian sparodiowanych w "Asterixie": przyjmujących kulturę z Rzymu i nieumiejętnie przebudowujących swoje galijskie chaty tak, żeby przypominały rzymskie wille. Można było stworzyć własną jakość, w Polsce przecież jest gdzie sięgać, Polska to nie tylko Licheń - ale zaniedbano to. Elity się europeizowały, reszta kraju tkwiła w europejskim czyśćcu, w międzyświecie: niby geograficznie Europa, ale jednak nie ta właściwa. I w końcu ten międzyświat się zbuntował.
I w poszukiwaniu symboli buntu sięgnął tam, gdzie mu było intuicyjnie najbliżej: do Lichenia właśnie.
"Lewa strona" Licheniem gardzi, ale nie jest w stanie wyrzucić go z polskości, bo trudno o coś bardziej polskiego niż ludowa religijność, sama więc się z tej polskości usuwa. W czym mocno pomaga jej hejterska retoryka prawicy. Ale tutaj wszyscy napotykają pewien problem: z polskości za bardzo nie ma gdzie odejść. Do Europy? Ledwo zipie, zresztą tożsamości europejskiej nie ma. Na grunt jakiejś ideologii jako tożsamości? A niby jakiej? "Lewa strona" trwa więc w dziwnym zawieszeniu, w niedotożsamości, obrażając się na polskość i do niej wracając, jak do rodziny, bijącej i agresywnej, bo opętanej przez rodzinnych tyranów i dewotów. Krzyczących, że albo się lewacy dostosują, albo niech spieprzają.
Gdzie chcą. Na Madagaskar na przykład.
Zawsze znajdą się tacy, których trzeba wyzuć z polskości, choć są polskimi obywatelami, i których trzeba "wypchnąć z kluczowych sektorów", w których są "nadreprezentowani". A dalej ten sam nudny schemat: wypychanie, przejmowanie, rzucanie farbą w witryny sklepów, dryfowanie władzy na prawo, w stronę skrajnej prawicy, rozmontowywanie demokracji i wprowadzanie systemu wodzowskiego. Przeżyjmy to jeszcze raz. I nikt się nawet nie zorientował, że rzeczywistość już dawno przerosła sam Licheń, który rozbudowuje się za pieniądze z Unii i wiesza w swoich piwnicach obrazy wychwalające dzień wstąpienia do Unii Europejskiej.
Ale nie tylko polska "lewa strona" jest daleka od akceptacji polskiego państwa. "Prawa strona" również jest daleka od przyjęcia go takim, jakie jest.
To "kochaj, kurwa, ojczyznę, bo ci wyjebie" jest tragiczne i groteskowe, bo wygląda jak zmuszanie się do seksu na siłę, z zaciśniętymi zębami. Ten odruch odrzucenia tego, co krytyczne, świadczy o tym, że ta "miłość" to ropiejąca rana. Nienawiść do "Polski w ruinie", do tej beznadziejnej "postkomunistycznej" rzeczywistości, to dziecinna tęsknota do Polski wyobrażonej, nieistniejącej, zamieszkiwanej przez duchy "żołnierzy wyklętych" i zastępy polskich bohaterów. To wszystko ma przykryć beznadziejną codzienność. Codzienność kondominium.
Sam Jarosław Kaczyński jest tego najlepszym przykładem. Urodzony już po wojnie, ale wychowany z głową wsadzoną w to międzywojnie jak w doniczkę, rósł w atmosferze, która była jakimś rozpaczliwym snem o międzywojniu, podczas gdy w realu trwał przaśny PRL. Kaczyński rósł więc w schizofrenii i to ona go ukształtowała. Polska Kaczyńskiego nie istnieje i nigdy nie istniała, bo takie wyidealizowane międzywojnie to bajka. Kaczyńskiego wychowały duchy i demony i teraz ku takiej Polsce duchów, takiej, która nigdy nie zaistniała, prowadzi wyznawców, uczyniwszy z tej Polski religię.
A Polacy za nim idą, bo poza, którą Kaczyński przyjmuje - poza przedwojennego inteligenta, z tym swoim językiem z innej epoki i z głową w innej epoce - ich przekonuje.
Bo oto wiedzie ich pół duch, pół człowiek, przedstawiciel innej Polski, który być może nie wie, ile kosztują ogórki w warzywniaku na rogu, a za zakupy płaci świeżą dwusetką, ale to tym lepiej, bo on tej skurwionej ziemi nie dotyka. Bo on wyprowadzi naród z Polski - domu niewoli, szarzyzny, beznadziei i postkomuny - do innej Polski, tej, w której jego samego dusza tkwi. Do Polski Obiecanej.
Tak, to jest czysty Licheń. To jest tworzenie licheńskiej Polski. Kiczowatej i tandetnej jak licheńska Golgota, ale będącej czymś w rodzaju realizacji polskiego najpierwotniejszego odruchu.
Licheń to dziecinne polskie marzenie, Polska malowana, piękna jak międzywojenny oficer, wyidealizowana jak Jezus na świętym obrazku. Polska niepodległa, mityczna. Ale też barbarzyńska. Kiczowata, sprowadzona do parad, do demonstracji siły, do chwalenia się, co to nie ona. Głupawa, dziecinna, barbarzyńska, niedojrzała. Nie, nie wolno nią gardzić, bo to my, to nasza podświadomość.
Ale trzeba było być odpowiedzialnym, to polskie rozkapryszone dziecko wrzeszczące "ja chcę!", to dziecinne, rozkapryszone tupanie nogami trzymać na wodzy i nie pozwolić mu wygrać z rozsądkiem.
Nie zrobiliśmy tego. Nie powstrzymaliśmy naszego wewnętrznego bachora. Ot, bezstresowe wychowanie. I teraz możemy tylko patrzeć, jak rozrabia. Jak gloryfikowany jest ten ulotniusieńki momencik, w którym choć przez parę chwil pokazaliśmy światu pięść, gdy choć przez chwilę mogliśmy się pomościć w regionie. Zabrać sobie Wileńszczyznę - bo tak! Zaolzie - bo możemy! Domagać się kolonii - bo inni też mają, i choć był to czyściuteńki festiwal polskiego zakompleksienia, to dla polskiej ślepej niedojrzałości był to festiwal narodowej dumy. Moment haju, do którego wracamy jak narkoman.
No, ale taka jest ta Polska. I co z nią zrobić? Wyprzeć? Znienawidzić? Reformować? Kształcić? Pogłaskać? Uspokoić? Jak?
Kaczyński zresztą też się do tej gry Licheniem musiał przygotować: odrzucić niechęć do "niskiego", do "dziadów", którym kazał "spieprzać" jego brat. Do niskiej formy, knajactwa, którego ponoć nie cierpi.
Musiał iść do barbarzyńców po pomoc, jak niektórzy średniowieczni władcy: do Hunów, Awarów, Madziarów, Pieczyngów. Musiał ukorzyć się przed jednym z barbarzyńskich wodzów - księdzem Rydzykiem, publicznie go wychwalać. To musiało boleć, ale było ceną, którą - jak uznał - warto było zapłacić.
I zapłacił. Zbarbaryzował się, choć czasem próbuje jeszcze desperacko wrócić do języka jako tako inteligenckiego dyskursu, choć wychodzi mu to niemrawo. Bardziej przypomina szlachciurę na sejmiku: tu rzuci jakąś łacińską sentencję, tam wyświechtaną mądrość, a na końcu i tak wychodzi mu nienawistne szczucie.
Ale o tyle było mu łatwiej, że bez problemu mógł przyjąć barbarzyńską emocjonalną niedojrzałość. Bo sam jest niedojrzały, z tą swoją gówniarską mściwością, szukaniem problemów u innych, a nie w sobie. Tak, Kaczyński ma emocjonalność rozpieszczonego bachora.
Ta niedojrzałość zresztą jest dramatem również dla samego Kaczyńskiego, bo - najpewniej - wcale nie chciał być nigdy ludowym trybunem. Chciał przemawiać do inteligenckiego centrum, tam też, myślę, kierowane od zawsze były jego diagnozy. Ale centrum nie chciało ich słuchać, ze względu na tę niedojrzałość właśnie, bo Kaczyński nigdy nie potrafił ubrać swoich intencji w cywilizowaną, dojrzałą formę i zawsze ze swoim przekazem trafiał nie tam, gdzie chciał. Był jak ambitny, alternatywny zespół, którego nie doceniali krytycy, lubiły natomiast programy discopolowe. I w końcu machnął ręką na krytyków i dał się temu disco polo ponieść. Ale Jarek, jego wyznawcy i jego polityko polo to również nie "oni" - to my sami. My i nasza niedojrzałość.
Zastanawiałem się, patrząc na św. Piotra wystawionego na wieczne upokorzenie w licheńskiej Golgocie, ilu psychoterapeutów głosowało na Kaczyńskiego. Przecież Kaczyński to jest obrazkowy przykład toksycznej, niezdrowej, niszczycielskiej osobowości. Patrzyłem na licheński pręgierz i nie miałem wątpliwości, że tu chodzi o nowe średniowiecze. Wałęsa w dybach, na miejskim, błotnistym gumnie, wszyscy z "listy Wildsteina", Jaruzelski, wszyscy, którzy "kolaborowali", którzy są "nie nasi": Michnik, Lis... i dalej, bo to idzie przecież dalej, tylko to już było dla Jarosława nie do przełknięcia. Bo przecież dalej jest "Poznaj Żyda" Bubla, dalej jest ONR, dalej są Bosak i Winnicki.
Więc, owszem, niedojrzałość Kaczyńskiego zbiegła się w pewnym punkcie z niedojrzałością emocjonalną tej Polski "licheńskiej", radiomaryjnej, częstochowskiej - Polski ludowego katolicyzmu. I nie do końca wiadomo, jaką wobec tego przyjąć postawę.
"Śmieszkować" za bardzo nie można, bo Polska "licheńska" nie lubi, jak się z niej śmieją. Było to dobrze widać, gdy podczas protestów pod Pałacem Prezydenckim, w okresie hasła "gdzie jest krzyż", "krzyżowcy" starli się ze "śmieszkowcami":
  • Czemu wy się z nas śmiejecie?! - nie mogli pojąć oburzeni "krzyżowcy".
  • A czemu wy nie możecie po prostu śmiać się z nas? - nie mogli pojąć "śmieszkowcy".
I tu trafiali w sedno. Tak, Polska "licheńska" nie ma dystansu - i trudno się dziwić, bo Polska "miastowa", Polska "inteligencka", która coś za szybko i ochoczo wskoczyła w buty Polski "pańskiej", choć sama jest przecież w znakomitej większości ludowej proweniencji, zazwyczaj tą ludowością gardziła. Wszyscy to wiemy aż za dobrze. "Ale wiocha", "ty wieśniaku", "wy wsiury", "wy chamy" - to wszystko to mocno żałosny syndrom polskiego emigranta, który po dwóch tygodniach pobytu na Zachodzie gardzi Polaczkami.
Ale jak ułożyć modus vivendi? Nie śmiać się z siebie?
Trudno ot tak, po prostu, podchodzić z czułością: "Chodź, Jarek. Zjedz snickersa. Powiedz, gdzie cię boli. Pokaż, pomożemy" - bo podniesie się wrzask zarzutów o protekcjonalność. Ale inaczej chyba nie można.
Nie, nie można tą Polską "licheńską", kształtującą dziś znów polską mentalność, gardzić. Ale trzeba mówić wprost, że jest niedojrzała. Że nie dorosła do delikatnego mechanizmu rządzenia państwem. O poziomie najważniejszych prawicowych mediów, których bezkrytyczna postawa wobec władzy i poziom ataków na opozycję, bez najmniejszej próby analizy czy zrozumienia jej postawy, przypomina często poziom licealnych gazetek.
Ale trzeba również mówić o niedojrzałości i barbarzyństwie tej części mediów nieprawicowych, które - w strachu przed polskim barbarzyństwem - całą prawicę stroiło w te barbarzyńskie szatki: nie udało się na przykład w sposób cywilizowany porozumieć w sprawie uczczenia pamięci Lecha Kaczyńskiego, to czczona jest ona w sposób niecywilizowany, przesadny, pompatyczny: najpierw wepchnięto go na Wawel, a teraz, najprawdopodobniej, postawi się mu pomnik na Krakowskim Przedmieściu, wdzierając się, podobnie jak to było z Jezusem Świebodzińskim, na chama w publiczną przestrzeń.
Trzeba mówić o dziecinnym triumfalizmie, hejterstwie i groteskowości prawicowych publicystów obarczających "lewaków" winą nawet za, a co tam, polski antysemityzm, nazywających wolnością słowa prawo do obrażania inaczej myślących. O sprostaczeniu haseł, przy których maszerują zwolennicy prawicy, tego "jebania tych" i "wieszania tamtych". O tępej jednostronności prawicowych polityków, którzy nie widzieli "festiwali nienawiści" wobec "Komoruskich" i "POpaprańców", ale widzą je teraz.
Ta "obrona suwerenności" i "wychodzenie z Rurytanii" odbywa się za pomocą uruchamiania najniższych instynktów i prostaczenia państwowych mechanizmów. Wpędzania państwa w toksyczny związek z polskością: nieprzepracowaną, rozemocjonowaną, terroryzującą, bijącą. Z polskością w podkoszulce żonobijce, cierpiącą na kompleks większości i niższości jednocześnie, więc ryczącą z wściekłości z powodu każdej krytyki i co chwila próbującą udowodnić światu co to nie ona, ryczącą Błaszczakiem do Niemców, że mordercy i naziści, i Macierewiczem do Amerykanów, że demokrację mają od niedawna, więc niech się nie rzucają. Tak, nazizm powstał w Niemczech, ale nazizm to nie narodowość, tylko, warto przypomnieć, pewien sposób myślenia. Tak, państwo amerykańskie istnieje od niedawna, ale składa się na nie doświadczenie o wiele starsze, europejskie, które doprowadziło do powstania efektywnie działającej demokracji, której zagrozić może tylko podobny prostacki populizm, który w Polsce właśnie doszedł do władzy.
Bo nie ma niczego wstydliwego w akceptacji tego, że jesteśmy europejską prowincją.
To nie nasza wina, tak po prostu ułożyła się historia, i jeśli chcemy wyjść z tego ustawienia, musimy się przyłączyć do istniejącego centrum, a jest nim centrum zachodnie, ale musimy też wnosić do niego własną wartość, coś polskiego, unikalnego i - przede wszystkim - atrakcyjnego. Tak, żeby Europa samej siebie bez nas nie potrafiła sobie wyobrazić. Nie stawać się problemem dla Europy, jak teraz, ale nie przyjmować też pozycji kserokopiarki, jak za czasów PO. Tworzyć u siebie coś własnego, wartościowego, i dawać to Europie.
I nie mieć złudzeń, że czymś takim będzie konserwatywna rewolucja w rosyjskim stylu, bo Zachód, w przeciwieństwie do Polski, rozumie, że nie jest to żadna wartość, tylko czystej wody barbarzyństwo. Ale innej drogi niż Europa nie mamy, bo za każdym razem, gdy od Europy się odwracaliśmy, generowane u nas, na miejscu (albo jeszcze dalej na wschodzie), standardy kulturowe i cywilizacyjne, niestety, nie umywały się do tych zachodnich. Bo jeśli chcemy zobaczyć, czym jest Polska bez Zachodu, wystarczy zobaczyć Licheń. Albo okolicę Jezusa Świebodzińskiego. Wystarczy pójść na marsz narodowców i głośno powiedzieć, że jest się z innej opcji. A potem, jeśli się przeżyje, wyciągnąć wnioski.
Obawiam się, że jeśli odwrócimy się od Europy także teraz, będziemy musieli się liczyć z obniżeniem ochrony praw jednostki, z brutalizacją i postępującą samowolą policji, która nie będzie się już musiała przejmować krytyką ze strony "lewackich" mediów czy "lewackiego" rzecznika praw obywatelskich. Już teraz mamy do czynienia z wulgaryzacją prawa w postaci ustawy inwigilacyjnej czy pozwolenia na używanie nielegalnie zdobytych przez policję dowodów w procesie. Już teraz kontrola poczynań władzy została rozmontowana. Widać więc wyraźnie, w którą stronę to wszystko idzie.
A rysująca się na horyzoncie perspektywa powstania propisowskich sił paramilitarnych to już zupełne odejście od cywilizowanych zasad i dryf w kierunku rosjoidalnego zamordyzmu.
Bo to wszystko, ten Licheń, jest faktycznie kolorowe i piękne, i prawdziwe w swojej naiwności, ale pod tym czai się coś mrocznego i niebezpiecznego. Można się Licheniem zachwycać i nie wolno z niego szydzić, bo to nasza podświadomość. Trzeba o to dbać, bo to nasze dziedzictwo. To my, a nie "oni". Ale jest to podświadomość do przepracowania.
Bo to, co właśnie Polskę opanowało, to nie "oni". To my sami, i ta barbarzyńskość w końcu z nas wylazła. I mocno ugryzła nas, proszę o wybaczenie, w dupy.
Ziemowit Szczerek - ur. w 1978 r., dziennikarz, pisarz, tłumacz. Autor m.in. reportażu literackiego z Ukrainy "Przyjdzie Mordor i nas zje" (za tę książkę dostał Paszport "Polityki") i "Siódemki", "polskiej powieści drogi na szosie nr 7". Ostatnio wydał "Tatuaż z tryzubem".
http://wyborcza.pl/magazyn/1,151483,19824503,lichen-czyli-ja-szczerek.html
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.01.03 20:39 SoleWanderer Minister Spraw Zagranicznych: PO marksistowską, lewicową partią wegetarian i cyklistów. Zgodzi się na pozbawienie Polaków w UK świadczeń socjalnych.

Szef polskiego MSZ w zamian za bazy NATO w Polsce jest też skłonny zgodzić się na obcięcie świadczeń socjalnych dla Polaków żyjących w Wielkiej Brytanii
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75477,19422953,waszczykowski-mowi-zachodnim-mediom-ze-polacy-nie-chca-dyktatury.html#ixzz3wDCIHSAq
Wypowiedzi Waszczykowskiego publikuje na swoim portalu niemiecki tabloid "Bild", największa gazeta w Niemczech. (ed - http://www.bild.de/politik/ausland/polen/eu-kommissar-will-polen-unter-aufsicht-stellen-43997696.bild.html - dla niedowiarków)
Cytaty z ministra pojawiają się w materiale poświeconym coraz ostrzejszemu konfliktowi między rządzoną przez PiS Polską i Unią Europejską. Śródtytuł, pod którym znajdują się wypowiedzi polskiego polityka brzmi "Polska odpowiada ogniem"
Dalej mówi, ze PiS temu marksistowskiemu porządkowi świata "przeciwstawia temu to, co leży większości Polaków na sercu: tradycję, świadomość historyczną, miłość do ojczyzny, wiarę w Boga, normalne życie rodzinne prowadzone przez mężczyzną i kobietę".
Na pytanie o przeprowadzony przez PiS demontaż trybunału konstytucyjnego Waszczykowski odpowiada, że jakoś żaden europejski polityk nie protestował, gdy za rządu Donalda Tuska nie zrealizowano 48 wyroków trybunału. A poza tym TK nie jest instancją sądową tylko ciałem politycznym. - Zgodnie z prawem (...) wystarczyło, gdy trzej sędziowie trybunału opowiedzą się przeciwko ustawie, by storpedować pracę 460 posłów i setek ekspertów. Trzech przeciwko setkom. To chory system - tłumaczy minister Waszczykowski. I zapewnia, że rząd PiS nie chcę ograniczyć roli Trybunału, "tylko go ulepszyć" i uczynić "bardziej demokratycznym".
Dziennikarze Bilda pytali też o grudniowe listy Frnasa Timmermansa wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej, w których domagał się od polskiego rządu wstrzymania demontażu Trybunału Konstytucyjnego. Waszczykowski twierdzi, że listem był bardzo zdziwiony. - Unijny urzędnik, który zdobył urząd dzięki politycznym powiązaniom pisze do demokratycznie wybranego rządu. Kto mu dał do tego prawo? - pyta minister. Dodaje, że Timmermans nie jest dla niego "legitymizowanym partnerem."
Tymczasem w wywiadzie dla agencji Reutera Waszczykowski ogłosił, że Polska może być gotowa do kompromisu z Londynem co do ograniczenia zasiłków dla polskich pracowników w Wlk. Brytanii. W zamian chcemy pomocy Brytyjczyków we wzmocnieniu obecności NATO w Europie środkowej . Ograniczenie zasiłków to jeden z elementów rokowań premiera Davida Camerona w UE (przed referendum o pozostaniu Londynu w Unii), które planowano zakończyć na szczycie UE w lutym. Polska chce upominać się o stałe bazy NATO na warszawskim szczycie Sojuszu w lipcu.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.01.02 12:45 SoleWanderer Ziemowit Szczerek - Szajba Polska (z wyborcza.pl)

Trochę jednak strach. Śmiesznie, ale strach. Jadę samochodem, włączam radio - łapie Radio Maryja. To samo, w którym Beata Szydło w pierwszy dzień świąt wyczerpująco opowiadała o "dobrej zmianie" i o tym, jak to przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz nie ma prawa wypowiadać się w temacie Polski, bo jest Niemcem. Słucham więc, a tam felieton Stanisława Michalkiewicza z serii "Myśląc Ojczyzna". Miłym głosem pan Michalkiewicz opowiada, że Niemcy, wykorzystując jako pretekst PiS-owski zamach na demokrację, rzucą się wyrównywać z Polską rachunki, które zalegają od końca II wojny. Że Żydzi "przebierają nogami", aby Polskę okraść z kasy, a SowNarKom, czyli Komisja Europejska, już grzeje silniki czołgów, żeby poskromić rząd wprowadzający "dobrą zmianę". Zaraz po felietonie poleciało "Gdy się Chrystus rodzi i na świat przychodzi". Słuchałem osłupiały. Słuchałem i - jak pisał Kazimierz Moczarski, wysłuchawszy pod celą wynurzeń Jürgena Stroopa o tym, że Chrystus nie był Żydem, tylko Niemcem - "przez chwilę zdawało mi się, że niczego w życiu nie znam, niczego nie wiem".
Zacząłem się zastanawiać, do jakiego stopnia taki ogląd świata podzielają ci, którym zeszłej jesieni w demokratycznych wyborach, w imię "dobrej zmiany", podarowano mandat do rządzenia. Ci, którzy ustawiają nam geopolitykę. Próbowałem sam siebie przekonać, że może jednak nie do końca, że może jednak im bliżej władzy, tym więcej musi być rozsądku, ale coraz mniej w to wierzyłem. Widziałem przecież na własne oczy tworzącą się oblężoną twierdzę, widziałem okopy św. Trójcy, w których PiS wyje o światowym spisku przeciw Polsce. I majaczy o tym, że zachodnia krytyka bierze się nie z ich działań, ale stąd, że Lis, Michnik i inni źli dziennikarze zachowują się jak folksdojcze i kablują na własne państwo.
Widziałem na własne oczy państwo wpadające w obsesję. I wiedziałem, że te napomnienia i przestrogi płynące z Zachodu nie doprowadzą do żadnego opamiętania, tylko do dalszego zamykania się w ciasnej komórce paranoi.
Ale może źle widziałem. Może też majaczyłem.
Bo to jednak niesamowite, jak te dwie strony się nie rozumieją. Jak majaczą nawet wtedy, gdy próbują zrozumieć intencje tych z drugiej strony barykady. W świątecznym felietonie w portalu wPolityce można na przykład przeczytać rozważania Stanisława Janeckiego nad tym, jakim cudem tak duża część - było nie było - Polaków zachowuje się nie jak Polacy uczciwi, lecz jak ordynarni "folksdojcze" właśnie. "Dlaczego tak wielu ludzi woli kłamstwo od prawdy, oszukiwanie od uczciwości, histerię od powściągliwości, przesadę od umiaru czy dialektykę od logiki?" - zastanawia się, zapewne szczerze, Janecki, dodając, że krytyczne oceny rządu PiS "nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, a są wyłącznie elementem upokarzania i niszczenia domniemanego wroga politycznego".
" Pisowski - pisze Janecki - oznacza taki, który trzeba wdeptać w glebę, nawet bez sekundy refleksji na temat tego, co się robi. A najgorsze jest to, że to wdeptywanie ma wyraźnie rasistowskie podłoże. Pisowskie ma z definicji pochodzić od jakichś podludzi, od gorszej rasy. I ten jawny rasizm, bez dwóch zdań nawiązujący do rasizmu hitlerowskiego i pokrewnych mu totalitarnych wersji, jest uprawiany i propagowany przez ludzi, którzy w warstwie werbalnej i deklaratywnej z nim dzień i noc walczą - dziwi się Janecki i wygląda to zdziwienie na szczere. - Jest czymś głęboko zastanawiającym, jak wielu ludziom antypisowska szajba odbiera nie tylko zdolność trzeźwego sądzenia, oceniania czy wartościowania, ale wręcz czyni z nich swego rodzaju bestie. Te bestie wychodzą na żer niczym wampiry i nie spoczywają, póki się na opiją symbolicznej pisowskiej krwi".
Dalej następuje upojenie się własną analizą i nakręcanie się.
"Rasiści i bestie w szatach demokratów oraz obrońców konstytucji nawet nie myślą o tym, kim się stają, żeby pognębić wroga. Nie zastanawiają się nad własną degradacją moralną, intelektualną i estetyczną, nad własnym "dziczeniem" (...). Spijanie przez nich z ust i klawiatur każdego, kto w Niemczech, Francji czy USA powie lub napisze nawet największe, najbardziej kłamliwe i podłe kretyństwo, byle mocno antypisowskie, jest ewidentnym dowodem postępującego targowiczenia i folksdojczenia . Te kretyństwa są przecież obiektywnie okropnie antypolskie, uderzają w nasz honor i dumę narodową, bazują na niewypowiedzianym założeniu, że najlepszą Polską byłaby ta w pełni niesuwerenna, słaba i zeszmacona. (...) A już skrajną aberracją jest inspirowanie, nakłanianie i gorliwe pomaganie różnym zagranicznym mediom oraz ośrodkom opiniotwórczym i decyzyjnym, żeby łatwiej im było Polskę pod rządami PiS opluwać, skłócać i dezorganizować".
Folksdojcze. Ktoś domagający się zimnej konsekwencji w myśleniu przypisałby Janeckiemu pogląd, że skoro ci, którzy "donoszą" na Polskę Zachodowi, to "folksdojcze", znaczy, że Zachód to III Rzesza. Jeśli skargi na nowe porządki u sojuszników to "donoszenie", można rozumieć, że publicysta nie traktuje Zachodu jako części siebie samego, sojusznika gwarantującego polską niepodległość, tylko zewnętrzną, opresyjną strukturę.
Raczej nie o to chodzi. Albo nie do końca o to. Dla Janeckiego po prostu i dla innych popierających rewolucję najważniejsze nie są demokratyczne standardy. Najważniejsza jest Polska i jeśli nawet inni Polacy demolują to, co wydawałoby się święte i ważne, to nie powód, żeby upokarzać się i obnażać przed "obcymi". Brudy pierze się we własnym domu. A trójpodział, Trybunał? Spokojnie! Nic się przecież nie dzieje. Zmieniane są reguły gry, to wszystko. Zresztą nie oszukujmy się: prawo jest ważne, ale nie najważniejsze. Najważniejsza jest niepodległość. Naród.
Gdy Pospieszalski w słynnym wywiadzie z Orbánem chwalił go za zmianę nazwy Węgier z Republiki Węgierskiej na Węgry (a wyszło mu to fatalnie: "Węgry to Węgry, a nie jakaś tam..." - powiedział Pospieszalski i tu się zorientował, że brnie), nie miał pewnie na myśli tego, że republika jako instytucja jest zła. Chodziło o to, że najważniejsza w Węgrzech jest ich węgierskość, a nie republikańskość.
Robert Cooper, były doradca Tony'ego Blaira, pisał na początku tego wieku o dwóch porządkach, które w Europie nastąpiły po sobie - porządku nowoczesnym bazującym na państwach narodowych i tworzącym się od zakończenia II wojny porządku ponowoczesnym, upatrującym gwarancji bezpieczeństwa nie w chimerycznych relacjach pomiędzy państwami, ale w ładzie opartym na porozumieniach między nimi, strukturach ingerujących w sprawy wewnętrzne i zewnętrzne krajów. Wyzbyciu się modernistycznie rozumianej "niepodległości bezwzględnej" na rzecz szerszego ustawienia. To współpraca, otwartość i "innowacja w dyplomacji: zaufanie" są bazą ponowoczesnego porządku. Kraje ponowoczesne w tworzonych wspólnych strukturach są wzajemnie przejrzyste.
Dlatego przewidywalność poszczególnych członów wspólnoty jest tak istotna. A nieprzewidywalna Polska wyłamuje się z tego ładu wzajemnego zaufania. I dlatego wspólnota reaguje tak histerycznie.
Za to w systemie nowoczesnym "prawo nie jest szczególnie istotne. Siła i racja stanu są tym, co się liczy. W stosunkach międzynarodowych to świat rachunku interesów i sił opisany przez Machiavellego i Clausewitza". Słowem: układy międzynarodowe układami międzynarodowymi, ale państwo narodowe to świętość, nawet jeśli już na pierwszy rzut oka widać, że w ustawieniu bazującym na przepychaniu się tych państw narodowych Najjaśniejsza ze swoim poziomem rozwoju i potencjałem jest, jak to już historia kilka razy pokazała, w pozycji dość beznadziejnej.
Linia podziału między myśleniem ponowoczesnym i nowoczesnym przebiega, niestety, przez Polskę. Dlatego te dwie strony nie są się w stanie porozumieć. Brakuje komunikacji na odcinkach najbardziej do siebie zbliżonych, dlatego jedni i drudzy demonizują się nawzajem. Dla ludzi mających "instynkt ponowoczesny" ci "nowocześni" to troglodyci i sfanatyzowani nacjonaliści. Dla "nowoczesnych" ci pierwsi to zdrajcy i brukselskie pachołki. Dla jednych i drugich "tamci" to kompletne osły.
Dla porządku ponowoczesnego ważna jest sprawna i przejrzysta demokracja, ale również unikanie wielkich, szczególnie nacjonalistycznych narracji, tych "prawd objawionych", które - interpretowane w lokalny sposób - doprowadzały do międzynarodowych rzezi. To właśnie przeciwko temu brakowi wielkich narracji wielokrotnie buntował się Jarosław Kaczyński, marudząc o "nurcie filozoficznym" głoszącym "nieistnienie prawdy". Nie rozumiejąc, że absolutyzacja "prawd narodowych" prowadzi do ich ścierania się jak wtedy, gdy starły się "prawdy" polska i ukraińska, niemiecka i francuska - i tak dalej. Kaczyński wydaje się nie rozumieć, że jego oczywiście oczywista, bezwzględna "prawda" jest "prawdą" wyłącznie polską, a jej bezwzględność i oczywista oczywistość sprawiają, że jest "prawdą" niedyskutowalną i niepodlegającą kompromisom. A to właśnie kompromis, generalnie nam obcy, jest istotą budowania relacji w porządku ponowoczesnym. Kompromis, na Zachodzie powód do dumy, a w Polsce nazywany "zgniłym", jest konieczny do utrzymywania porządnie funkcjonującej demokracji.
W Polsce, spójrzmy w lustro, nikt z nikim kompromisu zawierać nigdy nie chciał, dlatego właściwie nic dziwnego, że system demokratyczny nie działa ani nie działał: każdy rządzący doskonale wiedział, że nie ma co demokracji traktować zbyt serio i na ten kompromis liczyć, więc w bardziej (PiS) czy mniej (PO) otwarty sposób próbował złapać państwo za pysk.
Jednak każda skarga PiS na wykluczanie go z publicznej debaty czy marginalizowanie jest bałamutna, bo żadna partia nie stoi tak mocno na staropolskim stanowisku "będzie po mojemu albo wyp...". Kompromis według Jarosława Kaczyńskiego od zawsze polegał na bezwzględnym podporządkowaniu i przyjęciu "prawdy absolutnej". A jak nie, zostawało się "zdrajcą", po Smoleńsku - "zdrajcą" z rozszerzeniem "morderca". Zabawę tę chętnie podjęły przychylne Kaczyńskiemu media, zarzucając gremialnie "lewicowo-liberalnym" gazetom i telewizjom stronniczość, same jednak pozostając absolutnie jednostronnymi, w dodatku dość dziecinnymi, a momentami barbarzyńskimi w treści i formie.
Dlaczego Polska, ba, właściwie cała Europa Środkowa, nie bardzo chce uczestniczyć w tym postmodernistycznym porządku? Z prostego powodu - bo historia nauczyła ją, że zaufanie to naiwność. A za naiwność dostaje się po tyłku.
Polska uważa, że naiwnością jest wierzyć w tak piękne i nierealne idee jak zaufanie w ramach międzynarodowej wspólnoty. Tym bardziej że jeśli patrzy się z pewnej perspektywy, to widzi się to, co się chce widzieć, czyli nie żadne współdziałanie, ale - przede wszystkim - realizację narodowych interesów poszczególnych państw Unii. Zresztą w całej Europie faktycznie coraz bardziej aktywny jest egoizm. Zwolennicy polskiego trzymania tyłka przy ścianie wskazują na realizację narodowych interesów przez Brytyjczyków, Niemców czy Francuzów, nie widząc jednocześnie, że największym interesem tych państw jest jednak europejska wspólnota, która zapewnia im bezpieczeństwo i potencjał.
Popierających PiS nie dziwi, że Niemcy denerwują się na polską "dobrą zmianę". To dla nich jasne: w niemieckim interesie jest słaba Polska. Nie chcą mieć na wschodzie nowoczesnego mocarstwa, lecz agrarną Rurytanię, część kontrolowalnej i prymitywnej Mitteleuropy. Ale że denerwują się Wielka Brytania, Francja, Ameryka? Dlaczego irytują się kraje, dla których wzrost polskiej asertywności to w zasadzie plus, kolejny filar blokujący Niemcy, tradycyjne zagrożenie? Przecież to bez sensu!
Tutaj, według apostołów "dobrej zmiany", mogą już być czynni tylko jedni szatani: "folksdojcze". Lis, Michnik i inni.
PiS, podobnie zresztą jak Rosja, najnormalniej w świecie nie wierzy w europejskie ideały. Śmieje się z ich pięknoduchostwa. Polsce bowiem nadal o wiele łatwiej jest intuicyjnie zrozumieć Wschód niż Zachód. Powtarza, że Rosji rozumem objąć się nie da, ale obejmuje ją o wiele skuteczniej niż Brukselę, a na filmikach "only in Russia" widzi wariant siebie, być może nieco podkręcony. Owszem, "prawicowa" Polska zna europejskie wartości, wykuła je na pamięć i na piątkę, kandydując do Unii, ale nie wierzy, że świat na nich bazujący naprawdę może istnieć. Merkel po pamiętnym spotkaniu z Putinem była przekonana, że oto wróciła z "innego świata". Najprawdopodobniej identyczne wrażenia miałaby ze spotkania z Kaczyńskim.
A jeśli nie wierzy się w unijną przejrzystość, we wspólny interes - to już mogiła. Nie przekona żaden argument. Można do oporu gadać, że Niemcy w ogromnym stopniu myślą kategoriami interesu Unii albo że w swojej polityce próbują stosować zasady humanitaryzmu i odpowiedzialności. Każdy, kto będzie powtarzał takie rzeczy, zostanie uznany za frajera.
Dlatego wielu Polaków (i mieszkańców Europy Środkowej) nie jest w stanie pojąć frajerskiego Zachodu, który przyjmuje uchodźców. Dlatego prawicowej części z nas nie przeszkadza to, że odtworzyło się PRL-owskie ustawienie, że rządzi przywódca partii politycznej, a prezydent i premier są figurantami, bo demokracja to tylko ładnie malowana fasada, a w środku i tak mieści się burdel, którymś ktoś musi rządzić. I dlatego nikomu na prawicy, mającej się za "zdroworozsądkową", nie przeszkadza myślenie obsesjami: że Niemcy najadą, że Żydzi ograbią.
Ale najbardziej przeraża co innego. W tym wszystkim tej "zdroworozsądkowej" prawicy umyka to, że oddalając się od europejskich standardów, zniechęcamy do siebie NATO i Unię. Naszych jedynych - jedynych! - gwarantów bezpieczeństwa. Z tego prostego powodu, że odrzucając zachodnie wartości, po prostu przestajemy być częścią Zachodu. Stajemy się tym, czego Zachód nie lubi, czyli nieprzewidywalnym, agresywnym Wschodem. I do tego jeszcze wyszli z nas niewdzięczni, dwulicowi hipokryci, którzy, jak oburzał się dopiero co "Dresdner Neueste Nachrichten", "najedli się przy unijnym stole, a teraz wstają, bekając".
Sytuacji absolutnie nie poprawia to, że tę prawicową rewolucję robią ludzie histeryczni jak Błaszczak, nieprzewidywalni i łatwo ulegający obsesjom jak Macierewicz czy absolutnie oderwani od świata poza wyobrażoną Polską jak Kaczyński. Bo oczywiście w ramach unijnego porządku nadal trzeba bronić swojego partykularnego interesu, tym bardziej że nie wiadomo, jak długo ta ponowoczesność jeszcze potrwa i czy nie wrócimy do narodowych egoizmów. Ale tym bardziej interesu takiego bronić należy skutecznie, a nie głupio, strzelając co chwila we własną stopę. Grać i dążyć do kompromisu, zamiast obrażać partnerów i co chwila wrzeszczeć, że karty muszą być znaczone, skoro gra nam nie idzie.
Tacy ludzie nie mają z Zachodem nic wspólnego, a zatem - myśli Zachód - nie ma żadnego sensu ich bronić, pomagać im i tak dalej.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]